piątek, 9 marca 2012

Przegląd wiadomości większych i mniejszych

1. Dzisiaj w Alanyi jest tak, jakby się pory roku zmieniły jednego dnia. Wcześniej nawet jeśli świeciło słońce, to było po prostu chłodno, a w górach widać było śnieg. Potem było kilka dni intensywnych deszczy. A teraz ... myślę że nadeszła zapowiadana alanijska wiosna - hurra :) Dopiero dwa dni temu paradowałam w płaszczu a dziś przekonałam się, że krótki rękawek wystarczy. W cieniu jest, jak wskazuje termometr, 19 stopni!

2. W przeddzień Dnia Kobiet dzięki rozmowie z moją przyjaciółką z Polski przez internet uświadomiłam sobie po raz kolejny, że w Turcji pod wieloma względami automatycznie przestawiam swoje myślenie na inny tor. O ile będąc w Polsce czy w Europie fakt bycia kobietą schodzi w moim codziennym życiu na drugi plan, i zanadto się nad nim nie zastanawiam, o tyle w Turcji przeciwnie - "płciowość" jest zawsze na porządku dziennym. Choćby się nie chciało, stykamy się z nią na każdym kroku. Do tego pogłębia podział fakt, że większość obcokrajowców z np. Polski w Alanyi to kobiety. Ich partnerzy to Turcy. Spotykanie się więc z "Polakami" powoduje że spotykamy się de facto z kobietami. Przyjaźnić się z Turkami mając partnera Turka jest trudno - panowie raczej nie ufają sobie nawzajem (słusznie) i niewielu z nich wierzy w przyjaźń damsko-męską bez podtekstów, tym bardziej z cudzoziemką! No, chyba że łączy nas wspólna praca, albo więzy rodzinne. Inna sprawa, że znalezienie szczerych i wartościowych kolegów Turków w kurortowym środowisku nie jest proste - raczej niewielu panów ma faktycznie czyste interncje, nie mówiąc już o tym, że większość skupia się na rozmowach o pracy, pieniądzach, szpanowaniu i plotkowaniu :)
Z kolei Turczynki przywykły patrzeć na "obcokrajowców" (czytaj: kobiety) wilkiem, czują się bowiem zagrożone. I wracamy do punktu wyjścia. Jak mniemam w większych, kosmopolitycznych miastach tureckich te relacje wyglądają zupełnie inaczej, a przynajmniej - nie tak szablonowo jak w naszej mieścince.
Oczywiście nie tylko z tego powodu podział płci jest widoczny na każdym kroku. Nawet podróżując po kraju trafiamy na sytuację, kiedy miejsce w autobusie międzymiastowym przydzielane jest nam ze względu na płeć. Oczywiście jest to bardzo wygodne (ja sama bardzo sobie ten podział cenię) ale z drugiej strony w Polsce w życiu na coś takiego bym nie wpadła - Polacy zachowują się zdecydowanie mniej otwarcie niż Turcy i siedzenie koło mężczyzny w pociągu czy autobusie raczej specjalnie nie przeszkadza (chyba że pan pociąga piwo czy chrapie, ale to już kwestia kultury a nie płci).
Kraj się zmienia, europeizuje i na pewno w Turcji z czasem wszystko będzie zbliżone do naszych norm. Póki co jednak wciąż dużą wagę przykłada się tu do tego, co "wypada" i "nie wypada", osobno kobietom i mężczyznom. Nie są to rzeczy, które mnie osobiście jakoś dotykają czy przeszkadzają, tak naprawdę to drobiazgi. Ale dzięki nim po prostu pamięta się o tym, że tutaj to, jakiej jesteś płci, naprawdę definiuje wiele rzeczy.
Na koniec tego przydługiego akapitu anegdotka z zaskakującym wnioskiem. Ostatnio doznałam dyskryminacji płciowej ze strony pewnego współpracownika. Kolega ów, wykształcony i obyty w świecie Stambulczyk, pracujący na co dzień z cudzoziemcami, nie mógł przełknąć faktu że jestem wspólnikiem w biurze, a więc jego przełożoną. Wydawało mu się, że mój chłopak "wziął mnie" do firmy dla dekoracji, albo po to, żeby mieć na mnie oko (jakkolwiek nienormalnie to brzmi). Wobec naszych kontrahentów przedstawiał mnie jako "narzeczoną Pana B.", czy też "ukochaną Pana B.". Prawił mi morały, dawał złote rady, deprecjonował moje umiejętności, a co więcej nie chciał ode mnie przyjąć pieniędzy na wydatki firmowe, "bo od kobiety się wstydzi" (jak ogłosił potem z wielkim oburzeniem mojemu wspólnikowi, a przy okazji partnerowi, Królowi Pomarańczy). Kiedy w końcu nie wytrzymałam i zwróciłam mu ostro uwagę, robiąc to na dodatek przy innych (aby najadł się prawdziwego wstydu), przyznał mi rację. Po raz pierwszy zostałam tak potraktowana i trzeba przyznać, że bardzo się zdenerwowałam. Po przemyśleniu całego mojego życia w Turcji stwierdziłam, co wcale wbrew pozorom nie jest odkrywcze dla kobiet które tu mieszkają, że ci "europejscy" Turcy znający 16 języków obcych i deklarujący się jako laiccy, świeccy i nowocześni - są najgorsi :) To właśnie z ich strony można odczuć największą dyskryminację: jako kobieta, jako Europejka, jako Polka, jako niemężatka - i co sobie jeszcze tu dodacie. Paradoksalnie najbardziej otwarci i tolerancyjni są prości ludzie z małych miast lub wsi, być może dlatego, że nikomu nie starają się nic udowodnić, po prostu robią swoje i żyją po swojemu. Ze strony takich "tradycyjnych", "prostych" Turków osobiście odczułam najwięcej ciepła i pozytywnego nastawienia (a paradoksalnie czasami takie osoby budzą największe obawy: dziadek w szarawarach, babcia w chustce). Rzekłam :)

3. Z okazji Dnia Kobiet jak i co rok temu media były pełne informacji na temat. W większości jednak niestety dość standardowo negatywno-sensacyjne. O planowanych zmianach w ustawodawstwie odnośnie karania przemocy wobec kobiet informowano pokazując co roku te same zdjęcia pobitych żon. Premier i kilkoro innych polityków wspominało w przemówieniach z najwyższym szacunkiem matki, kobiety starsze, żony - ale zapominając o kobietach, które ani żonami, ani matkami nie są... W Stambule na placu Sultanahmet demonstrowały półnago Ukrainki z organizacji Femen - co raczej nie spotkało się ze zrozumieniem tureckiego społeczeństwa.
Zabrakło pozytywnego akcentu; zaczynam się już przyzwyczajać, że optymistyczne wiadomości i tak zwane "dobre zakończenia" nie bardzo przekonują Turków. Im więcej płaczu, pecha i negatywnych zbiegów okoliczności tym lepiej. Zresztą widać to oglądając tureckie seriale. Nieszczęściami, które przydarzają się ich bohaterom można by obdzielić kilka pokoleń :)

4. Przygotowania do sezonu ruszyły pełną parą, dlatego w kąt poszedł blog, wszystkie planowane zmiany, designy i oryginalne gadżety. Póki co muszę się skupić na czym innym. Spraw nie ułatwia pracowanie w domu; mam tu wolny internet, który zniechęciłby najcierpliwszych. A do tego sprzątanie, zmywanie, gotowanie i oglądanie telewizji! Przyznacie, że mam naprawdę ciężkie życie ;) A tak na poważnie - po prostu muszę poczekać na lepszy moment, teraz jestem naprawdę bardzo zajęta.

5. Ale, ale. Chciałam w tym miejscu poprosić Was, Czytelników bloga i jak domyślam się w większości  fanów Turcji - o pomoc. Na potrzeby nowej wersji strony (i z ciekawości) szukam wszelkich ciekawych stron, blogów, serwisów polskojęzycznych dotyczących Turcji. Niektóre z nich widnieją już od dawna w zakładkach "Baza Linków", ale jestem pewna, że nie wiem o wielu. Jeśli chcielibyście się czymś podzielić - zapraszam mailowo lub komentarzach do zostawiania linków wraz z paroma słowami opisu. Chciałabym docelowo stworzyć na blogu potężny zbiór odnośników do ciekawych, oryginalnych, poważnych i wartościowych stron polskich o Turcji. Sądzę, że będzie ich coraz więcej.




IMG_4758


IMG_4742

IMG_4754

IMG_4737

32 komentarze:

Anonimowy pisze...

A ja trochę z innej beczki....W końcu znalazłam czas na przeczytanie książki Pani współautorstwa,nie wiem czy powinnam kierować w Pani kierunku słowa krytyki (które tak kiepsko Pani znosi), ale napiszę wprost-czuję się niemile rozczarowana.Książka wydaje mi się ciut chaotyczna,tak jakbyście Panie nie konsultowały tego,co napisałyście przed wydaniem.Jest masa powtórzeń,a co najważniejsze-książka wydaje mi się jedynie zbiorem wcześniejszych postów blogowych,które już czytałam.Wieje nudą i rozczarowaniem,dla mnie były to źle wydane pieniążki.

Anonimowy pisze...

I co z tego, że książka zawiera zbiór postów z bloga??Przecież były świetnie napisane, a teraz przynajmniej są zebrane w jednym miejscu!Nie sprawia to, że książka jest mniej interesująca!Piękne fotki!!

Anonimowy pisze...

co do chaotyczności i powtórzeń to się zgodzę, ale to że książka to powtórzenia bloga - no cóż, nie każdy czyta bloga, więc dla takiej osoby ksiązka jest zupełnie nowa :)

Anonimowy pisze...

Książka była wydana przede wszystkim dla osób nie znających bloga :)

Anonimowy pisze...

Książka może się wydać świetną pozycją dla osób które blogów Pań Agaty B. i Agaty W. nie czytały.W moim odczuciu książka jest mega chaotyczna i szczerze się dziwię wydawnictwu jak mogło "wypuścić" ją w takim stanie...

Anonimowy pisze...

Witam
A ja jestem bardzo zadowolona z książki i bardzo bym chciała aby o wszystkich krajach ktoś napisał książki właśnie w takim stylu.
Pozdrawiam Asia S

skylar pisze...

Dziękuję za opinię, ja myślę, że jest w tym trochę racji, ale niestety słowa krytyki należałoby skierować nie tylko do autorek, ale także do redaktora czy korektora książki - jednym słowem do Wydawnictwa. Napisanie i wydanie książki to potężna praca i trudno wymagać, aby wszystko ogarniał autor, a tym bardziej autorów dwóch.
Cieszę się z drugiej strony, że mimo wszystko większości osób z którymi się zetknęłam książka się podoba :)

Aha, co do powtórzeń z bloga to tak jak ktoś napisał wyżej, moim zdaniem wykorzystanie treści czy tekstów z bloga to nic złego.
Jeśli uważa Pani, że straciła pieniądze, zawsze można odzyskać je sprzedając książkę na Allegro :)))

skylar pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Oczywiście,że wykorzystywanie treści z bloga to nic złego,ale wielką uprzejmością z Pań strony byłoby wcześniejsze uprzedzenie nas (czytelników) o tym. Książki nie sprzedam na Allegro,pomyślałam,że wspomogę moją osiedlową bibliotekę,może ktoś się zainteresuje.

skylar pisze...

W takim razie przepraszam, że nie powiadomiłam dokładnie Czytelników na temat zawartości książki, i przyczyniłam się do ich rozczarowania. Naprawię to przy następnej książce od razu prosząc, żeby jej nie kupować bo to kolejna powtórka z bloga ;)

Cóż, jeśli coś napisałam dobrze i ciekawie na blogu, uważam że nie miałoby sensu pisać tego od nowa. Zresztą nie przesadzajmy, nie cała książka jest kopią tekstów z bloga. Jest bardzo dużo rozdziałów napisanych "od zera".

A co do "masy powtórzeń" i "nudy" to tylko Pani osobiste odczucie i dziękuję za podzielenie się z nami tą opinią.

Na pewno biblioteka ucieszy się z tego daru.

Pozdrawiam.

PS. Chciałabym wyrazić rozczarowanie tym, że komentarze pod notkami przestały dotyczyć treści tych notek, tylko zupełnie innych rzeczy, które można byłoby napisać na przykład w mailu do autorek. Przecież ten blog nie jest o książce, tylko o Turcji.

Daria pisze...

Co do podziału na płeć to ja byłam bardzo zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że podczas spotkań rodzinny też jest podział na kobiety i mężczyzn. Tzn. w Polsce też tak jest często, ale raczej wychodzi naturalnie ze względu na tematy, a nie "bo tak trzeba".

Anonimowy pisze...

Jedna maruda niezadowolona robi wiele hałasu!Nie podoba się książka, to faktycznie oddaj biblioteki!Jestem pewna, że ustawi się po nią kolejka bardzo zainteresowanych czytelników!!-)Co do dyskryminacji ze strony mężczyzn, to zjawisko istnieje też w Polsce!wielu panów nie może przełknąć faktu, że kobieta w pracy może być na równorzędnym stanowisku o szefowaniu nie wspominając!!

Anonimowy pisze...

Przez kilka lat mieszkałam w Niemczech i chodziłam na kurs językowy, w którym uczestniczyli także Turcy i widać było różnicę w zachowaniu tychże w stosunku do prowadzących kurs, kobiety i faceta. Na zajęciach z wykładowcą byli uważni, pilni i brali udział w ćwiczeniach, zajęcia z kobietą, albo pomijali albo, gdy już się zjawili to ostentacyjnie olewali. Ale co ciekawe, tak samo zachowywali się Włosi- ci akurat wywodzili się spod Neapolu.
A w normalnych, pozalekcyjnych kontaktach zarówno ci Turcy jak i Włosi byli sympatycznymi kolegami, jedynie kobieta-szef(tu nauczycielka) dająca polecenia nie "mieściła im się w głowach";)
Basia

Anna pisze...

Szanowna Pani Agato!
Kolejny raz pokazuje Pani jak słabo znosi słowa krytyki.Radziłabym nabrać trochę dystansu do siebie samej i własnej twórczości.Czytelnicy mają prawo wypowiedzieć swoje zdanie-zarówno to dobre,jak i złe.Stała się Pani osobą rozpoznawalną w pewnych kręgach i odnoszę wrażenie,że trochę Panią ta "sława" przerosła.Rzeczowa krytyka może być przecież budująca,proszę wyciągnąć z tego wnioski i tak bardzo się nie przejmować. Nikt nikogo nie zmusza by czytał Pani teksty, a tych którym się podoba jest na pewno znacznie więcej!

Pozdrawiam serdecznie,Anna P.

skylar pisze...

Pani Anno, dystansem do siebie to akurat mogłabym obdarować kilka osób. Uważam że notka na blogu to nie miejsce na dyskusje o książce. Taka moja prywatna uwaga. To raz. Dwa, komentarze które napisałam w odpowiedzi na krytykę świadczą o moim ironicznym podejściu do tematu, przecież nie będę się przejmować jedną negatywną opinią! Uważam to za smieszne, że ktoś kupuje książkę a potem pisze rozżalony o "stracie pieniędzy" na blogu jednej ze współautorek. Może lepiej napisać jakąś negatywną recenzję na portalu książkowym? Na stronie wydawcy czy Empiku?
A co do sławy, to przepraszam bardzo, ale mam wrażenie, że niektórym osobom ona bardziej przeszkadza niż mi. Ja nie mam ochoty na żadną sławę, po prostu robię to, co planuję i o czym marzę, i nic mnie więcej nie interesuje. I nie zamierzam teraz zachowywać się jak 'sława' bo uważam że 'rozpoznawalności w pewnych kręgach' nie można ją nazwać. Jestem tylko blogowiczką, która wraz z inną blogowiczką napisała książkę. I proszę wziąć to pod uwagę w swoich krytycznych komentarzach.

Anonimowy pisze...

Droga Pani Skylar,oczywiście, że wszędzie się Pani lansuje i to widać i słychać. Poza tym o tej ksiązce na blogu było często, a nawet jej ciągła reklama też była.I sporo wpisów krytycznych tez się pojawiło już wcześniej i ja tez należę do rozczarowanych, gdyz niczego nowego w ksiązce nie znalazla, a po szumnych zapowiedziach oczekiwałam. Ale ma Pani rację, ze własciwe miejsce na krytykę to na stronie empiku. Ja mam wrażenie, że ta książka ma słuzyć głównie pani biznesowi i robi Pani wszystko, aby tak było, i takie Pani prawo. Co nie zmienia faktu, że "dzieło" do arcydzieł na pewno nie należy.Ale w dobie, kiedy wszyscy piszą, a nie ma kto czytać, to i tak pewnie osiągnęła Pani dobre wyniki i powinna się pani tym cieszyć, a nie bronić jak lwica, kiedy specjalnie nie ma czego.Na pewno ma Pani inne tytuły do zadowolenia, jak swoja praca czy chociażby blog, a książka została popełniona i wystarczy.

skylar pisze...

Po tej pełnej jadu wypowiedzi mogę tylko powiedzieć: dziękuję za komentarze, dały mi wiele do myślenia. Proszę wybaczyć ale już nic więcej na ten temat nie napiszę, bo mi jest przykro, kiedy ktoś interpretuje to, że realizuję swoje marzenia (rozwój zadowowy, wymarzona książka), jako lansowanie się i kalkulowanie wszystkiego na biznes. Tym bardziej, że najwyraźniej nie ma Pani pojęcia, że w dzisiejszych czasach książki pisze się tylko dla przyjemności, a nie dla zarobku, albo że prowadzenie własnej firmy to przede wszystkim litry potu i godziny wytężonej pracy, a dopiero na końcu jakiś tam przychód. I że na lansowanie się naprawdę nie mam czasu ani ochoty, nie leży to w moim charakterze.

Nawet nie mam słów by wyrazić, jak cholernie mi teraz przykro, że można w ogóle coś takiego pomyśleć. Pocieszam się, że Ci, którzy mnie znają wiedzą swoje. Resztą właściwie nie powinnam się przejmować.

Proszę już bardzo o nie komentowanie tego wpisu. Jeśli chce Pani coś jeszcze więcej dodać, zapraszam na maila.

skylar pisze...

ps. Proszę zwrócić uwagę że odpowiadałam na wszystkie zarzuty przyjmując krytykę ale wciąż wyciąga się nowe zarzuty do mnie, kontynuując dyskusję. Próbuję uczynić atmosferę lżejszą, żartując, ale nadal jest tu bardzo serio.

Gdybym chciała promować swoje biuro poprzez książkę, to uczyniłabym je jej sponsorem! Promowałabym je na każdym książkowym spotkaniu! Wszędzie wtryniałabym logo swojej firmy! Staram się być dyskretna i nie mieszać tych dwóch spraw, a jednocześnie niczego nie ukrywać. Ale widzi Pani tylko to, co chce.
Proszę też nie zapominać, że książka ma dwie autorki i zrzucanie całej odpowiedzialności na mnie jest nie w porządku. Druga autorka też ma bloga, czemu tam Pani nic nie napisze? Bo łatwiej sprowokować mnie, prawda? Piszę dużo o sobie i niektórym wydaje się, że świetnie mnie znają.

A na koniec sprawa ostatnia. Każda książka ma swojego Wydawcę. Wydawca jak pisałam wyżej też wykonuje swoją część pracy. Podobnie jak korektor, redaktor itp. Tej książki nie wydałyśmy my same, zrobiła to profesjonalna firma najwyraźniej uważając, że książka się do tego kwalifikuje. Nie zamierzam teraz przepraszać za to, że komuś się nie podoba. Ma do tego pełne prawo. Skoro pisze Pani, że mam książkę "zostawić" na boku, to czemu pisze pani o niej na blogu pod notką, która dotyczy czegoś innego?

Olga pisze...

"pieniążki", kocham to słowo, kocham, lepsze jest tylko w wersji "piniążki" ;)

ja nie o książce, bo każdy czyta co chce i ma swoje opinie na ten temat, a o tym, że Turcja się europeizuje. kurna, bo ja mam wrażenie, że nie, że coraz częściej słowo "Europa" czy "europejski" wymawiane jest z lekką pogardą i ironią, a ostatnio mama mojego chłopaka stwierdziła, że jeszcze trochę a wprowadzą w autobusach segregację płciową (tak przy okazji tego, że w TR jest się cały czas świadomym swojej płci) - może w turystycznych regionach tego nie ma, ale jakby nie było Stambuł też jest bardzo turystyczny i styczność ze światem jakąś ma (w porównaniu do zabitych dechami wiosek na wschodzie, z całym szacunkiem dla mieszkańców oczywiście)

osobiście mam wrażenie, że niedługo będzie "wypadało" być bardzo anty i słynny turecki nacjonalizm tylko się pogłębi, bo w końcu ta paskudna Europa "nas nie chce" i przyjęła Bułgarię, bo "oni nas Turków nienawidzą"

nie mówiąc już o tym, że wykształceni ludzie nie wstydzą się nazywać wszystkich Kurdów hurtem "brudasami" ("pis"), i mają w większości klapki na oczach i najwyraźniej na mózgach, bo nic poza ich wersją historii w ogóle nawet nie zasługuje na zastanowienie :)

przepraszam za przydługi komentarz, ale tak mnie ta "europeizacja" zainspirowała, napisałam na ten temat niedawno magisterkę a jak widać temat dla mnie nadal nie jest wyczerpany ;)

Anonimowy pisze...

Skylar,

Nie przejmuj sie idotycznymi komentarzami bo nie sa one w zaden sposob konstruktywne, a zawsze znajdzie sie pani ktorej podoba to mniej a tatmto bardziej.
Ja uwazam za to typowy przyklad ( slynnego juz) polskiego wylewania jadu, frustracji i rozgoryczenia chyba wlasnym zyciem. A i jeszcze jedna cecha od ktorej w Turcji tak sie odzwyczailam a w czasie wizyt w Polsce tak bardzo mnie irytuje a mianowicie liczenie kazdego grosika i wszechobecne skapstwo. Pani bylaby szczesliwa gdzyby jeszcze pieniedze jej zwrocono!
A co do notki, tez czesto mam wrazenie ze ci tak zwani modern Turcy wcale nie sa tacy wyzwoleni na jakich probuja pozowac. Przyklad moj znajomy wyksztalcony na Zachodzie, z doktoratem i tzw stanowiskiem rzuca seksistowskie uwagi do swojej zony. Natomiast ona ( rowniez Pani dr) reaguje na to smiechem...
Ale znow czy nie mamy takich sytuacji rowniez w Polsce? Przeciez same pochodzimy z kraju w ktorym do rownouprawnienia jeszcze daleko...Dzis tylko czytalam w pol gazecie ze mezczyzni lubia tzw wypukle usta i jesli sie takich nie ma to tylko pozostaje botoks.Wiele Polek nie dopuszcza mozliwosci nierodzenia dzieci z wlasnego wyboru czy opuszczenia domu bez makijazu...Seksizm i podzial plci obecny jest w obu krajach
Pozdrawiam
Kinga

Anonimowy pisze...

Odczepcie się od Skylar!!Dziewczyna pisze najlepszego bloga o Turcji, jest skromna, widać że praca książka i Turcja to jej pasja a nie jakieś wyrachowanie! I w przeciwieństwie do tych którzy od jakiegoś czasu podle i jadowicie ją atakują zachowuje klasę i kulturę!!Zawistników i podłości nie brak!!

mor cadı pisze...

witam serdecznie Czytelników Tur-Tur bloga :)

jako współautorka książki chciałabym odnieść się do kilku kwestii.

a propos słów konstruktywnej krytyki:
- dziwi mnie stwierdzenie, jakoby część rozdziałów stanowiła kopię postów z naszych blogów. przyznam wręcz, że większość tekstów napisałyśmy od zera.. na pewno część tematów poruszana była wcześniej w niektórych postach, co stanowiło jednak raczej inspirację (wybór tematów do książki i ich pogłębienie). jeśli mnie nie pamięć nie myli, tylko w trzech z moich rozdziałów znalazły się umieszczone wcześniej na blogu teksty (do których dopisałam oczywiście znacznie więcej uwag). poza tym (o czym wspomniała Agata) - ja również nie uważam zamieszczania postów za coś niestosownego (z powodów, które wymieniła Agata - nie chcę się powtarzać:)
- kwestia 'powtórzeń' i 'nudy' to oczywiście osobiste odczucia, z tym nie da się polemizować, dziękujemy za szczere opinie:)

tekstów w stylu "lans Skylar widać na każdym kroku" i porównań do "bronienia się jak lwica" z oczywistych względów nie zamierzam komentować; dla własnego zdrowia psychicznego unikam odpowiadania na tego rodzaju zagrywki personalne i Agacie też radzę się nie przejmować (co oczywiście łatwo napisać/powiedzieć..;)


dziękuję za konstruktywną krytykę (za miłe komentarze oczywiście również:)

pozdrawiam
Agata W.

Solaris Foremkaa pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Solaris Foremkaa pisze...

No rzesz w mordę jeża !!!! Przepraszam , ale pieniążki to ma mała dziewczynka, a dorosła kobieta ma pieniądze...Dlaczego ja odnoszę wrażenie, że słowa krytyki spływają od jednej i tej samej osoby?

Krytyka - tak, ale konstruktywna, a nie teksty o lansowaniu się. Czy osoba, która napisała te słowa, też prowadzi bloga o Turcji i jej nie wyszło, a może nie udał się związek z tureckim facetem, a może Turcja obrzydła... Będę złośliwa. Dlaczego krytyka jest anonimowa? Dlaczego się ukrywa? Tego nie rozumiem. Jeśli coś mi się nie podoba to o tym mówię otwarcie, a nie chowam się....Ale się zagotowałam! Przepraszam Szanowną Autorkę bloga. Pozdrawiam Solarska

Caerme pisze...

Droga Skylar, rozumiem, że sytuacja dla Ciebie osobiście może być przykra i stresująca, ale dla mnie, obserwatora, jest po prostu zabawna.

Ta tak zwana "konstruktywna krytyka" rozbawiła mnie prawie do łez. Daruję sobie może komentarze na temat polskiej zawiści bo z reguły staram się unikać generalizacji (aczkolwiek w takich przypadkach mam ochotę nagiąć zasady) chciałabym natomiast wypowiedzieć się w innej kwestii.

Mianowicie kompletnie nie rozumiem zarzutu o lansowanie i promowanie własnej firmy (nieważne czy rzeczywiście ma miejsce czy nie - moim zdaniem nie ma, co podkreślam). Zastanawiam się w jakim świecie żyją osoby, które stawiają tego typu zarzuty i czy same nigdy w życiu w jakiś sposób nie reklamowały siebie, owoców swojej pracy, umiejętności, czegokolwiek.

Nie rozumiem czemu komukolwiek miałoby przeszkadzać, gdybyś na WŁASNYM blogu czy we WŁASNEJ książce reklamowała WŁASNA firmę. Absolutnie nie widzę w tym nic złego. Wręcz przeciwnie, uważam, że należy promować taki styl życia w którym praca łączy się nierozerwalnie z pasją, należy pokazywać, że tak można, że warto zdobyć się na odwagę, opuścić ciepłą posadkę, znienawidzonych współpracowników i papierzyska i zrobić w życiu coś fajnego, pasję uczynić pracą. Warto także chwalić się swoimi sukcesami, bo coś co jest robione z sercem, oddaniem i ogromnym nakładem pracy zasługuje na szacunek.

Tak więc proszę nie przejmować się tego typu "konstruktywną" krytyką, bo z konstruktywnością ma ona wspólny jedynie przymiotnik, podnieść wysoko głowę i czasami powiedzieć sobie w lustrze, że cholera, robię w życiu coś fajnego, coś co kocham i nikomu nic do tego.
Pozdrawiam serdecznie
Ola

Anonimowy pisze...

CAŁKOWICIE popieram to co napisała Ola! Pozdrawiam!!

Anonimowy pisze...

Caerme,jesli nie lubisz generalizacji to dlaczego nie komentujesz slow autorki np "Z kolei Turczynki przywykły patrzeć na "obcokrajowców" (czytaj: kobiety) wilkiem, czują się bowiem zagrożone."
Przeciez to oczywista generalizacja na temat zachowania tureckich kobiet. Nie przeszkadza Tobie to? Tylko genaralizacje na temat wlasnej narodowosci sa dla Ciebie przykre? Ten blog jest pelen takich stwierdzen. Ale coz slowa krytyki pod wlasnym adresem juz nie sa takie przyjemne...Prosze nagnij swoje zasady. Troche dystansu do siebie Kobieto!
Asia

Caerme pisze...

Umarłam, nie wskrzeszajcie mnie!
Asia to z jakiej otchłani świadomości się wynurzyła, że tak grzecznie zapytam?

„Daruję sobie może komentarze na temat polskiej zawiści, bo z reguły staram się unikać generalizacji„
Umieram z ciekawości, w której części tego tekstu udało się Asi wyczytać,, że:
- generalizacji nie lubię,
- nie akceptuje jej w stosunku do Polaków, za to akceptuję w stosunku do Turków/Turczynek,
- nie są dla mnie przyjemne słowa krytyki (??)
oraz
i to jest doprawdy wzruszające
- że brak mi do siebie dystansu i powinnam go w trybie natychmiastowym nabyć.
Poziom nadinterpretacji poruszył we mnie głęboko ukrytą strunę nieskończonego zadziwienia nad otaczającym światem.

Anonimowy pisze...

Właśnie Asia uważa się chyba za osobę najbardziej zdystansowaną do siebie,wszystkiego i wszystkich na całym świecie!! Asiu oddaj wielbicielom TUR bloga przysługę i wymądrzaj się na na własnym blogu!!TUR BLOG jest bardzo ciekawy, zabawny, ludzie uwielbiają go czytać i NIC na to nie poradzisz!!

Anonimowy pisze...

Witam!!
Czytajac te wszystkie komantarze dochodze do wniosku ze to prawda- im glebiej w las- tym wiecej drzew!
Ludziska opamietajcie sie!!
Dobra rada- jesli komus nie podoba sie blog- niech go nie czyta!
Pozdrawiam
Lux

Anonimowy pisze...

Pani Agato ! Głowa do góry. Nie przejmowac się bzdetami (jakiejś sflustrowanej paniusi) Czytałam recenzję książki i wyraźnie było zaznaczone , że jest to zbiór zapisków z bloga. A Fe jakie to polskie.
Pozdrawiam

supermonia pisze...

Nie czytałam książki, ale bloga lubie i zaglądam tu co jakiś czas. Wiadomo wszytkim sie nie dogodzi :) a co do różnicy traktowania męczyzn i kobiet widać to choćby w restauracji, gdzie chyba zawsze kelner przyjmuje zamówienie od mężczyzny...