niedziela, 20 stycznia 2008

JAK SIĘ MA CHŁOPAKA TURKA

Dzisiaj będzie notka osobista. Czasami trzeba ;) A tak poważnie, to w temacie, który poniżej omówię sporo doswiadczylam i wyrobilam juz sobie odpowiedni dystans, taki wlasnie, jaki wystarczy do opisania wszystkiego z odpowiednią dozą luzu :)

Jak to jest mieć chlopaka Turka?

Na poczatek pare faktow, zeby nie bylo niejasnosci:
- jesli mowie "chlopaka" to mam na mysli z zalozenia normalny zwiazek monogamiczny, nie-na-odleglosc, nie-korespondencyjny i nie-internetowy, czyli taki, w ktorym dwie osoby sie ze soba spotkaja co pare dni lub codziennie a nie co kilka miesiecy na tydzien (tego typu "zwiazki" sa mi kompletnie obce wiec nie podejmuje tematu)
- spotykalam sie z kilkoma Turkami (spedzajac tyle czasu w tym kraju trudno by bylo sie nie spotykac), ale tylko z jednym "dlugofalowo"
- nie wyszlo nam z powodu roznic charakterologicznych, a nie kulturowych i z powodu odleglosci Polska-Turcja
- nie pisze tej notki po to, by sie odkuc, by sie wyzalic czy by "przestrzec wszystkie dziewczyny" - tego, co przezylam, absolutnie nie zaluje i wspominam z lezka rozrzewnienia w oku :)
- z drugiej strony nie jestem jakas entuzjastka Turkow, nie uwazam, ze sa lepsi niz Polacy, sa po prostu inni, a kazdy poszczegolny czlowiek to osobna historyjka, dlatego prosze mnie nie wsadzac do konkretnego worka ze stereotypami :)

Już. Wytlumaczylam sie, i wreszcie moge pisac.

Jak sie ma chlopaka Turka? Coz, mojego przyszlego faceta poznalam w firmie, w ktorej pracowalam, a ktora to firma notabene znana jest z tego, ze laczy w trwale pary polsko-tureckie, mimo zakazu nawiazywania blizszych kontaktow (a moze dlatego wlasnie, ze ten zakaz istnieje). Pewnego dnia kolega zaproponowal, ze podwiezie mnie do pracy swoim motorem (a jakze!), a kiedy dowiozl mnie na miejsce, oparzylam sie dotykajac noga rozgrzanej rury wydechowej. I tak sie wszystko zaczelo ;) Rana goila sie dlugo, i przez ten czas zostalismy przyjaciolmi. Wtedy jeszcze nie wiedzialam, ze w Turcji istnieje bardzo silne przekonanie, ze przyjazn mesko-damska nie jest mozliwa (Twoj przyjaciel Turek, to albo Twoj byly facet, albo przyszly facet, albo nieszczesliwy adorator, ale na pewno nie przyjaciel itp.)
Po jakims czasie oczywiscie obie strony sie zakochaly z hukiem i... czyzby zyli dlugo i szczesliwie? Alez skąd! ;)

Jak sie ma chlopaka Turka:

- i pracuje w firmie razem z nim, to trzeba brac pod uwage, ze jest sie na cenzurowanym. Udawanie, ze absolutnie nic nas nie laczy, bylo na porzadku dziennym. Oczywiscie, wszyscy wiedzieli, ze sie dobrze znamy, ale przez 2-3 miesiace prawie nikt nie domyslal sie, ze jestesmy razem. Dlaczego "prawie nikt"? Oczywiscie w tureckim-turystycznym swiatku wszyscy maja oczy i uszy szeroko otwarte, i lubia plotkowac (szczegolnie faceci, ktorych w branzy jest wiekszosc). Taka forma urozmaicania sobie zycia (to oczekiwanie na wyladowanie samolotu, dluga droga z lotniska do hotelu) az sie prosza o ubarwienie jakimis pikantnymi historyjkami. Niestety nawet organizujac randke na srodku autostrady, a dokladniej siedzac pod palma na tym kawalku zieleni miedzy jednym a drugim pasem, narazalismy sie na odkrycie ;) Juz nie mowiac o spacerze po miescie - wiele razy umykalismy przed ktoryms ze znajomych do pierwszego z brzegu sklepu. W komorkach mielismy siebie zapisanych oczywiscie pod pseudonimem - wspolnym haslem, zeby zaden ze wscibskich kolegow zagladajac przez ramie (normalna praktyka) nie domyslil sie niczego. Takie srodki bezpieczenstwa podyktowane byly wspomnianym zakazem zwiazkow polsko-tureckich, co samo w sobie juz brzmi absurdalnie, ale brnijmy dalej. Osobnik, u ktorego wykryto lub podejrzewano spotykanie sie z dziewczyna z Polski mial mowiac delikatnie przechlapane. Mowilo sie u nas o przypadkach, kiedy to chlopaka przenoszono do innego rejonu albo proponowano zakonczenie zwiazku lub... slub. Czy teraz jest dziwne, ze sie ukrywalismy?

- ukrywanie sie mialo tez inna przyczyne, ktora zrozumialam dopiero pozniej - moj chlopak nie chcial, zeby przylepila sie do mnie etykietka... zwiazki mieszane traktowane sa na Riwierze z przymruzeniem oka jako zwiazki tymczasowe, lekkie, latwe i przyjemne, w ktorych chodzi tylko o jedno... i tak dalej. Nie raz wysluchiwalismy w autobusach opowiesci kierowcow i pilotow o turystkach; takie opinie sa przykre i w wiekszosci nieprawdziwe, szczegolnie dla dziewczyny. Wiekszosc Turkow dzieli kobiety na "dobrze sie prowadzace" (w domysle Turczynki, przyszle zony) i Europejki (tu znaczacy usmieszek). Kiedy moj chlopak upieral sie, zeby trzymac sprawe w tajemnicy poczatkowo myslalam, ze cos przede mna ukrywa :) na szczescie potem okazalo sie (co mialam okazje sprawdzic), ze mial racje. Mimo, ze ostatecznie wszyscy dowiedzieli sie o calej sprawie, dzieki mojemu zachowaniu traktowano mnie z szacunkiem (wobec mnie, i za moimi plecami)

- moj wybranek byl czlowiekiem z duzego miasta na wschodzie, ale polowe zycia spedzil w Niemczech. Co powodowalo okreslone konsekwencje. Facet ten charakteryzowal sie niezwykla jak dla mnie tradycyjnoscia, i jeszcze na etapie kolezenskim bylam jednoczesnie pelna rezerwy, jak i podziwu dla jego stylu zycia. Mozna powiedziec ze wyroznial sie na tle tych wyzelowanych gogusiow z dyskotek, ktorzy starali sie byc na sile europejscy, jak gdyby Europa byla czyms jednoznacznie dobrym, jakims Eldorado. Poniewaz moj chlopak mieszkal w Europie, mial juz inne podejscie. Tym bardziej pielegnowal swoje przywiazanie do tradycji (praktykujacy muzulmanin, przestrzegajacy postu, chodzacy w piatki do meczetu, nie pijacy alkoholu, bardzo przywiazany do rodziny, ba, nie sluchal innej muzyki niz tradycyjna turecka itp.) Dzieki temu moglam sie sporo dowiedziec o obyczajach tureckich ktore oczywiscie probowal mi wpoic ;)

- publicznie nie przystoi nam okazywac uczuc. Calowanie sie i przytulanie naleza do sfery prywatnej i tam ich miejsce. Trzeba przyznac, ze ma to sens.

- moj facet reprezentowal dumna tradycje tureckiego macho :) A mianowicie - nie wypada, zebym publicznie zwracala mu uwage, czy w jakis inny sposob przejawiala swoja ekspansywna osobowosc typu zaborcza baba. Ucierpialoby na tym jego meski image niezalamanego wojownika (ha,ha). Natomiast prywatnie, jak mi wielokrotnie powtarzal, moge na niego nakrzyczec, zwyzywac lub pobic - co tylko zechcę ;)

- nie nalezy myslec bunczucznie, ze jest sie najwazniejsza kobieta w zyciu naszego Turka. o nie. najwazniejsza kobieta jest jego mama, i zrobi dla niej wszystko. Jezeli mamy do czynienia z takim Turkiem, trzeba zaraz zapytac, czy mama nosi chustke. Pewnie nosi. A wtedy nalezy brac pod uwage sporo kompromisow.

- kwestia stroju jak się okazuje jest kwestią dosc istotna. Zaznaczam, ze chlopak nigdy nie zasugerowal mi, jak mam sie ubierac, a bron boze, nie namawial do przejscia na islam i noszenia chusty (jestem Europejka, wiec niby dlaczego mam udawac Turczynke). Sama z siebie, pod wplywem pewnych wydarzen (o tym zaraz), zaczelam sie ubierac w sposob bardziej zakryty. Przyzwyczailam sie do tego tak bardzo, ze juz po rozstaniu, kiedy wrocilam do Polski, nadal zakladanie wydekoltowanych bluzeczek bylo dla mnie czyms niewykonalnym. Teraz juz wszystko wrocilo do normy, chociaz pewien poglad pozostal i go nie zmienie.

- slynna zazdrosc turecka (a moze poludniowa) stala sie jasna, kiedy dobrze mi sprawe wylozono. Ma to pewien zwiazek z poczatkiem notki, kiedy pisalam o tym jak ryzykowna jest wiara w przyjazn mesko-damska z Turkiem. Otoz bedac w fazie czystej fascynacji Turcją wielokrotnie rozplywalam sie nad faktem, ze mam tak wielu cudownych przyjaciol, ktorzy tak sie o mnie troszcza i pamietaja. Kiedys musial nastapic moment, gdy opadly mi klapki z oczu i dokonalo sie to wlasnie dzieki mojemu facetowi. Mial on pare razy dosc ciezkie napady zazdrosci, co probowal mi wytlumaczyc, a czego ja kompletnie nie rozumialam (przykladajac miarke europejska do calej sprawy). W koncu, po ilus tam godzinach dyskusji, dotarlo do mnie, ze zazdrosc poludniowca = jego chec ochrony swojej dziewczyny. Turek byl o mnie zazdrosny, czytaj: nie chcial, zebym rozmawiala, wychodzila, przesiadywala z innymi Turkami, bo doskonale zna innych Turkow. Wiedzial, ze to nie jest tylko "niewinna przyjazn", ze prawie zawsze cos sie za tym kryje, a poniewaz sie ukrywalismy, nie mogl wyskoczyc ze szpada i w czerwonym plaszczu w obronie mojego honoru i cnoty ;) Dlatego probowal na mnie wplynac i wytlumaczyc, bym zachowywala sie oschle, nieprzyjaźnie i z dystansem. Wykapana Turczynka. Moj charakter i sposob bycia nie pozwalal mi na takie zachowanie; probowalam, ale dotychczasowi kumple martwili sie "Nic ci nie jest? Moze jestes chora?" - co powodowalo, ze cala moja akcja konczyla sie, zanim sie zaczela. Nie potrafilam sie nie usmiechac ;)
Ktoregos dnia zrobilam eksperyment i od rana do wieczora probowalam trzymac fason - udalo sie, a ja zrozumialam, ze jest w tym jakis sens. Tureccy mezczyzni sa niesamowicie namolni, przekonani o swojej bezgranicznej cudownosci, zbyt pewni siebie. Swoim zachowaniem utarlam im nosa, a i ja mialam wreszcie spokoj z wiecznymi męczącymi adoracjami. Ci, ktorzy juz wiedzieli, dlaczego, nie komentowali - wszystko stalo sie jasne. Mialam swiety spokoj i do dzis go mam - dzieki tej "szkole" nauczylam sobie radzic z Turkami i nie wlaza mi na glowe.

- mimo wszystko cala ta sytuacja byla dosc meczaca - nie dosc, ze przeniesiono mnie (podobno dyscyplinarnie; sprawa do dzis budzi moj gleboki niesmak) 200 km od Alanyi, bylam wiec daleko od Niego, oboje czynilismy cuda, by wygospodarowac czas na spotkanie (stad te randki na autostradzie i w innych dziwnych miejscach; jak na te mozliwosci i odleglosc i tak radzilismy sobie niezle), to jeszcze meczace ukrywanie sie (po nocach snily mi sie autobusy firmowe, przed ktorymi w ciagu dnia uciekalismy), to jeszcze sprawy kulturowe, ktore kompletnie przewrocily moje pojecie o Turcji i Turkach do gory nogami.

- wielokrotnie slyszalam, ze "kobiety to maja dobrze". Na pewno przy takim tradycjonaliscie. Zreszta wiekszosc Turkow za honor uznaje placenie za kobiete w restauracjach i innych przybytkach, nawet jesli kobieta nalega, prosi, sugeruje mniej lub bardziej delikatnie, bo taka wyemancypowana i zniesc nie moze :) Nie ma. Po prostu nie ma rady. On musi postawić i zaplacic, i juz. Najsmieszniejsze, ze moj byly wybranek byl srednio zamozny, zarabial niewiele. Oczywiscie musial miec motor, musial miec samochod - nieodlaczne symbole prestizu - i najlepiej ze dwie komorki. Ale tylko ja i paru najblizszych kumpli wiedzialo, ze czasem nie ma nawet na herbate. Dlatego wielokrotnie pozyczalam mu pieniadze, po to, by te herbate mogl mi postawic ;)

- jak sie ma chlopaka Turka, warto pamietac o tym, ze wazne sa czyny, a nie to, co mowia. Turcy sa mistrzami w "dobrej gadce", czym urabiaja naiwne dziewczyny, wierzace w kazde slowo (gdyby wszystko bylo prawda w takiej np. Alanyi byloby zatrudnionych 90% managerow - cokolwiek to znaczy, brzmi dobrze). Piekne slowka maja swoj urok, i milo sie tego slucha - ilez to razy zapalalam sie i promienialam, slyszac "A moze zmienie prace", "A moze pojedziemy razem do Stambulu, zobaczysz", "A moze... (tu wstawic cos super-mega-cudownego). Swoista odmiana marzycielstwa. Nie, to nie jest specjalnie, wielu z nich na pewno wierzy w to, co mowi, i chce dobrze. Potem juz nauczylam sie wyluskiwac te magiczne slowka belki albo maybe, wiedzac, ze trzeba to podzielic przez trzy, albo i cztery. Dlatego tak wielki sceptycyzm zachowuje wobec "wirtualnych" zwiazkow z Turkami - w Internecie tylko gadaja. Tego, co robią - nie widzisz.

- fajnie się można nauczyć tureckiego przy takim tradycyjnym facecie. W Ramadan moj chlopak najwyrazniej ubzdural sobie, ze nie bedzie ze mna rozmawial po angielsku (zwykle mowilismy do siebie mieszajac obydwa jezyki). W koncu jak post, to post ;) Co prawda wtedy moja znajomosc tureckiego byla bardzo podstawowa, a jednak przez swiety miesiac bardzo wzrosla - co zauwazalo otoczenie. Z uporem maniaka chlop poprawial moje potkniecia jezykowe, jednoczesnie komplementujac za to, co juz umiem. Idealna pozycja wyjsciowa, by lepiej poznac swiat, w ktorym bylam zanurzona. Rozmawiajac z kims tylko po angielsku, nie mamy pojecia jak we wlasnym jezyku opisuje swoj swiat, czy przeklina, jak zwraca sie do kolegow i jak mowi (przy kolegach) o mnie. Duzo wiedzy.

... o tym, jacy są tureccy chlopcy na przykladzie tego "jedynego" mozna by pisac i pisac. Eseje i tomy. Tylko po co? Kazdy jest inny. To raz. Dwa, kazda jest inna. Trzy - sytuacje, okolicznosci, warunki. Na pewno musze sie przyznac, ze nie wiedzialabym o Turcji tyle gdyby nie ten wlasnie facet. I pewnie nie lubilabym tego kraju az tak - bo juz wiem, ze nic nie jest tak "rozowe", jak mi sie wydawalo na poczatku, ze wiele rzeczy w tej kulturze jest bardzo ciezkie do zaakceptowania. Ze trzeba uwazac, miec oczy dookola glowy, ze trzeba troche przemodelowac swoje zachowanie "z Polski" na "tureckie", by cieszyc sie sympatia i szacunkiem, a jednoczesnie pozostac soba.
To, z czym mialam najwiekszy klopot: udawanie zdystansowanej i opryskliwej Turczynki - bardzo mi sie przydalo, czesto rozwiazuje wiele klopotow :) Natomiast z "przyjaznienia sie" z Turkami nie zrezygnowalam, a poniewaz nie jestem juz z moim chlopakiem, nie mam z tym zadnych problemow. Tak na marginesie, do dzis pamietam porade pewnej kolezanki, zwiazanej dosc dlugo i pewnie do dzis z Turkiem: przy nim badz taka, jak on chce, ale jak znika z pola widzenia, mozesz dac sobie sporo luzu :) Przy calej dwuznacznosci tej porady, przyznam, ze nie jest to pozbawione sensu :)

A co do mojego bylego chlopaka i mnie, to zyjemy w bliskiej przyjazni, zaklocanej czasem niemilymi zgrzytami, i utrzymujemy regularny kontakt, co wychodzi nam obojgu na zdrowie. I oby zyli dlugo, i szczesliwie ;)

33 komentarze:

Sarkis pisze...

Dobrze ze nie zerknalem jak dluga jest ta notka, pewnie bym nie przeczytal:) BTW wydaje mi sie ten artykulik troche pod publiczke, a nuz ktos wysle smsik na konkursik:P:P:P Zartowka:)

magagaa pisze...

Bardzo przydatne uwagi, wezmę do serca :). A w tym roku też Turcja ;-)? Pozdrawiam serdecznie.

Eda pisze...

Po pierwsze twoj blog jest naprawde swietny i oby tak dalej;) to co piszesz to normalnie jak kawalek opisu wyjetego z moich wlasnych przezyc; co roku jezdze do Turcji do mojej rodziny (posiadam typowa turecka babcie w chuscie na glowie ktora nie rozumie kompletnie mojego zachowania i sposobu ubierania ale prawde mowiac wisi mi to:P) i co roku mam propozycje:
a) nie jedz do Polski ucieknjimy gdzies razem nikt sie nie dowie

b)wezmy slub ja wszystko zalatwie

c) skoro jestes europejka to pewnie lubisz sex (oni mysl chyba ze wszystkie kobiety ze wschodu to jakies wyuzdane pannice)

poza tym utrzymuje sorry utrzymywalam kilka konntaktow z tureckimi facetami ktorzy mnie tak bardzo kochali i w ogole bylam jedyna najpiekniejsza i do konca zycia i masz 100% racje w tym ze oni maja takia gadke ze normalnie w glowie ci sie kreci i juz myslisz ze masz go w garsci a tak na prawde to On ma ciebie:p poza tym niebezpieczne (przynajmniej w moim przypadku) bylo kumplowanie sie z turkami ktorzy sie wzajemnie znaja gdyz to doprowadzalo do okropnych sporow miedzy nimi o mnie.Prawde mowia czasami to bylo bardzo mile patrzec jak walcza o ciebie zaciecie z kroplami potu na twarzy ale bez przesady:)i jaki z tego wniosek?? ze turcy sa porywczzy, pelni temperamentu i typowi z nich mysliwi;) jak na razie zaden moj zwiazek z turkiem nie przetrwal dluzej niz wakacje;) wcale nad tym nie ubolewam;)

Ps: mam taka malenka prosbe ;) czy moglabys wiecej cos o jezyku dodawac jakies wyrazy itp. itd;)Pzdr:)

Anonimowy pisze...

hahah jakie to prawdziwe, tez mialam chlopaka turka [niedawno sie rozstalismy] i wszystko co piszesz to szczera prawda. podpisuje sie pod tym calkowicie. tez mialam zaborczego tradycjonaliste. do tego stopnia zaborczego, ze inny turek nie mogl mnie nawet w reke pocalowac jako oznake sympatii, no chyba ze ewentualnie jego koledzy, z ktorymi normalnie cmok-cmok w policzek. ahahaaa ale naprawde dodawal mi skrzydel ten czlowiek..

Anna pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anka pisze...

Twoj opis bardzo przypomina mi moje zmagania z Koreanczykami. Na poczatku, podobnie jak Ty, mialam bardzo pozytywne przekonanie o tym kraju. Dopiero jak zaczelam chodzic z Koreanczykiem (a potem za niego wyszlam~~), pracowac w wielkiej koreanskiej korporacji (bo na poczatku tylko studiowalam) to zrozumialam, ze wszystko jest troszeczke bardziej skomplikowane. Ciagle sie ucze i fajne jest to ze kazdy dzien przynosi jakies nowe spostrzezenia. Nawet po ponad pieciu latach. Powodzenia!

Anonimowy pisze...

Ja mam "kumpli" Turków tylko właśnie jest pewien problem..bo każdy traktuje mnie jak swoją własność:/Cały czas kłócą się o mnie i obrażają ze raz gadam z tym a poźniej z drugim.Co za dziwny naród..i jak tu żyć w zgodzie i harmoni ze wszytskimi ;D?

P.S. Świetny blog,zawsze z niecierpliwością oczekuje na kolejną notkę :)Pozdrawiam

gibbon pisze...

:) znam wyjątek.

mam silne więzi z tk, wszystko w baardzo zachodnio-turecki sposób:)
ściskam i też dodaję do zakładek, bo omg przecież Ty piszesz o Turcji właśnie, tak trochę mojej Turcji, o której ja piszę przecież jeszcze mniej, niż o Polsce:)

/gibbon.blog.blabla..samawiesz/

Anonimowy pisze...

hej
ja teraz spotykam sie z turkiem faktycznie to co piszesz to cala prawda:) jestem z nim juz rok ale mam swiadomosc ze rodzina szuka mu zony w turcji no coz takie zycie ale ciesze sie ze byl ze mna szczery:) co by nie mowic to fajni ludzie i zawsze bede o nim pamietac bo zawsze byl ze mna szczery i za to go cenie:) pozdrawiam

Katipe pisze...

A myślałam że Cypryjczycy są jacyś inni, ale widzę że inni południowcy są bardzo do nich podobni ;)
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

świetny post...aż łezka mi sie zakręciła w oku...wspomnienia:)pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Świetny tekst!
Bardzo przypomina mi to zachowanie pewnego Greka, z którym miałam szczęście (lub nie) się spotykać w czasie wakacji:)

Anonimowy pisze...

heh :)) fajny blogus i milo czyta sie Twoje notki :) ja jestem studentka turkologii i ucze sie tego jezyka..w turcji bylam kilka razy ;) faceta mAm Polaka, wiec z Turkiem zadnym nie mam zamiaru sie wiazac.. pewnie byłoby to niezle dopelnienie mojej wiedzy na ich temat ;) szkoda, ze z tych przyjazni zazwyczaj nic nie wychodzi.. a w polsce lepszym przyjacielem jest facet niz babka (moim skromnym zdaniem;) Pozdrawiam wszystkie Zakochane i te ktore sie byc moze zakochaja w bohaterach notki ;)) jak bede mogla Wam jakos pomoc w tlumaczeniach to sandra.87@wp.pl Dobrej nocy :)

Mi pisze...

He he he racja, nie ma leprzych "oratorów" niz Turcy, gatke mają poprostu chyba we krwi ;)
Nie byłam w Turcji ale poznałam przesympatycznego Turka który chwała bogu wyjechał z Polski.
Piszemy do siebie maile i to wystarczy, bała bym sie w nim zakochać.
Czasem się zastanawiam czy coś by z tego nie wyszło ale zawsze wygrywa rozsądek, może za mało romantyczna jestem ;P

Anonimowy pisze...

hejka wszystkim zakochanym dziewczyna....nie chce was martwic,ale ja bylam z turkiem 2 lata,byla to ponoc wiekla milosc z jego strony ale z biegiem czsu zauwazylam ze od poczatku mnie oklamywal,moze nie z tym zemnie kocha,ale to co mi naobiecywal i jak tu piszecie ta ich piekna gadka..laski nie wierzcie w te piekne słowa,obiecanki,jakie wy jestescie sliczne idt..nie warto sie "niszczyc" przez nich...ja wlasnie od niego ucieklam,wiem ze probuje mnie znalesc bo dla nich to przeciez jest nie do zrozumienia ze ktos moze miec ich i ich klamstw naprawde dosc.....zyczcie mi zebym przetrwala i potrafilo go zapomniec

Anonimowy pisze...

Ja właśnie walczę o mojego faceta, który mieszka w Holandii a mimo to mama znalazła mu kandydatkę na żonę. Ślub za miesiąc...Mam nadzieję, że swoje wywalczę! Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Wiesz,mysle,że wasz związek nie przetrwał,nie z powodu odległości(zostałas przeniesiona),lecz z powodu róznic kulturowych.Naprawde myślałaś,że chłopak wychowany w duchu swojej rodzimej tradycji,jest w sanie zwiazać się z Europejką? Jak pisałas wczesniej dla Turków,tylko ich kobiety są porzadne i godne szacunku.Europejki,natomiast traktowane sa z "przymrózeniem oka",czyli wiadomo co,to znaczy.Jezeli Turek interesuje sie Europejka,to po to by,nawiazac,krótszy,lub dłuższy romans,ale napewno nie widzi jej,jako zony-towarzyszki swego zycia.Bo według nich Europejki,to zepsute,nieszanujace sie kobiety,bogate turystki,które maja ochote na "skok w bok"z przystojnym Turkiem.
Z drugiej strony,to pomysl ile musiałas poswiecic:zmieniłas sposób ubierania sie zachowywania,itp.
Gdyby on rzeczywiscie cie kochał,to akceptowałby ciebie i twoje zwyczaje,tak jak ty akceptowałas jego. Musiałas byc w nim bardzo zakochana dlatego poddawałas sie temu wszystkiemu.Ale jesli spojrzy sie na to racjonalnie,to przeszłas niezłe pranie mózgu.Dobrze,że w końcu przejzałas na oczy.
Pozdrawiam:)

Anonimowy pisze...

Powiem,szczerze,że tyle sie nasłuchałam złych rzeczy o Turkach,że aż włosy jezyły mi sie na głowie.A jak miałam jechac do Turcji,to miałam smierc w oczach.Układałam w głowie najczarniejsze scenariusze.Mysłałam,że beda mnie napastowac,gwałcic,porywac,bic itd.
Teraz wiem,ze te obawy nie były uzasadnione.W Turcji zaznałam takiej serdecznosci,jakiej nie ma u nas w Polsce.Wszyscy byli byli wyjatkowo mili i serdeczni.Czułam sie tam jak ksiezniczka obsypywana komplementami.NIkt nie był wobec mnie wulgarny,czy nie uprzejmy.A Turcy wcale nie sa żadnymi\"brudasami\".Tam gdzie byłam wszyscy byli czysci i schludni,a przytym co drugi, tak sliczny,ze mozna sie zakochac bez pamieci.Trzeba znac,jednak pewne granice.Jesli kobieta sie szanuje,to mężczyzni,tez ja sznuja.
Ja bedac na wakacjach poznałam pewnego Turka był przesliczny.Adorował mnie.NAwet dał mi róże,jednak do niczego miedzy nami nie doszło.Nie chciałam byc kolejna \"łatwa Europejka\".Ale teraz z perspektywy czasu,żałuje,że mu odmówiłam.To był naprawde niezwykły facet.Nigdy nikogo takiego nie spotkałam.Gdy był w poblizu,czułam,że drżę,gdy na mnie patrzył cały swiat wirował.I chociaż od mojego pobytu w Turcji mineło juz kilka miesiecy,ja nadal o nim mysle.W ciąż mam przed oczami jego twarz:czarujacy usmiech,czern oczu,w których mozna zatracic sie bez pamieci.Wiem,że nigdy juz go nie zobacze, wiem,że nigdy,nic by z tego nie było,ale jego obraz na zawsze bedzie w moim sercu.

Amilia pisze...

Trafilam na twojego bloga, poniewaz zrospaczona po nieudanym zwiazku z Turkiem szukalam odpowiedzi na pytanie: dlaczego nam nie wyszlo pomimo tego, ze tak bardzo sie kochalismy... I chyba wciaz kochamy... Przynajmniej ja...
I tak oto, nie tylko znalazlam odpowiedz, ale takze po przeczytaniu bloga postanowilam przekuc te nasza historie w cudowne wspomnienie z przeszlosci... Jedyne czego nie jestem pewna to to, czy kiedykolwiek jeszcze sie tak zakocham... Wszystko jest jednak zbyt swieze i ciezko jest nawet spojrzec na wspolne zdjecia m.in. z Alanyi... No ale coz,czas pokaze...
Poza tym mam podobne odczucia z Turcji, choc chyba nie bylam tam wystarczajaco dlugo... Przyznaje, ze jest w niej cos magicznego... Mnie rowniez pewne zasady sie spodobaly, a takze wywarly korzystny wplyw na moja postawe oraz osobowosc... ;)

Anonimowy pisze...

Dołączam do was miłe panie :) wakacje w Turcji, nie szukałam tam faceta, wolałam porządnie wypocząc, zobaczyc piękne miejsca, ale "wypatrzył" mnie pewien przystojny, zielonooki Turek, pracujący w hotelu w którym zamieszkałam, umówiliśmy się kilka razy, nie doszło do niczego więcej, bo nie byłam gotowa a poza tym to było jakieś "szaleństwo", nie wiedziałam co się dzieje, "świat wirował". Wróciłam do Polski i myślę o nim bez przerwy, mamy ze sobą kontakt, dzwonimy, piszemy, obiecujemy sobie,że spotkamy się "wkrótce, niedługo". Zaprosił mnie do swojego domu abym u niego zatrzymała się, pisze,że mnie kocha i będzie dobrze jak będziemy razem. Ale czy to w ogóle ma sens??? Odmiennośc kulturowa, religijna, wiekowa (jest duża różnica wieku)szukam prawdziwej miłości a nie przygody, ech i teraz nie wiem czy pożegnac go czy może dac szanse? Ale mówię wam...czuję przyciaganie między Polska a Turcją ... hihi. Pozdrawiam serdecznie

Anonimowy pisze...

Heja Ja tez byłam w Turcji i przydazyło mi sie to samo poznałam Turka ktory mnie bajerował i o malo z nim w łuzku nie wyladowałam. a teraz jak wrucilam to tesknie za nim i plnuje za rok jechac do turcji.

Anonimowy pisze...

Anonimowa pisze....

Czytam wnikliwie wszystkie wypowiedzi i...mimo iż mam już swoje latka i doświadczenie zyciowe, to w głowie wiecznie maj:-) uległam czarowi i magii miejsca, tzn. Alanyii oraz podobnie magii Turka:-) pod wpływem uroku tegoż jegomościa, wylądowałam w Turcji 2 raz w tym sezonie.Wykształcony, miły, nieziemsko przystojny, a do tego ''szczery''czasami do bólu. I mimo właśnie tej szcerości, wiedzy o jego życiu, zachowaniu..wpadłam jak śliwka w kompot:-)minął tydzień od mojego powrotu, a ja nie moge przestać o nim mysleć i nie mogę znaaleźć sobie miejsca w moim poukłdanym w Polsce życiu..potwierdzam, coś w tych panach jest, że ''łapią''romantyczne dusze na lep, a później...to niestety my mamy problem, nie oni. Jedno, co mi się podoba to to, że Ci ludzie żyją dniem dzisiejszym,w pełni słowa tego znaczeniu, nie liczy się to co bedzie lub było. Liczy się to, co jest...uczmy się!!!

Anonimowy pisze...

Tak sobie usiadłam z winkiem przy komputerze żeby poszukać lotów do Turcji w najbliższym czasie i zupełnie przez przypadek trafiłam na ten blog.
Moja historia jest identyczna jak Wasze. Wyjechałam do Turcji wypocząć a wróciłam zauroczona i krajem ….i pewnym Turkiem. Postanowiłam jeszcze raz w tym roku odwiedzić Turcję i właśnie podczas planowania wyjazdu odnalazłam Wasze wpisy.
Obcowanie z Turkami jest niesamowite – zapewne przez to, że wydają się niesamowicie otwarci i tacy romantyczni a każdej kobiecie potrzeba romantyzmu i poczucia, że jest tą jedyną wyjątkową. Miło jest dostawać rano sms-y z życzeniem dobrego dnia, z zapewnieniami, że ktoś za tobą tęskni i czeka… Ostatnio nawet się śmiałam z koleżanką, że ich chyba w szkole uczą tych wszystkich czułych słów.
Tylko tak właśnie sobie uświadomiła, że to do niczego nie prowadzi – jesteśmy częścią zupełnie innego świata – i w sensie geograficznym i kulturowym i mentalnym. Jeśli taki związek się nie zakończy po kilku tygodniach/ miesiącach tylko ewaluuje w cos poważnego to kiedyś pewnie czułe słówka się skończą i pojawi się proza życia codziennego. Nie twierdzę, że wszystkie mieszane związki są skazane na porażkę – ale większość z nich na pewno.
Dzięki za tego bloga i za wasze komentarze bo właśnie sobie uświadomiła, że nie chcę byś kolejną zaliczoną turystką. Jeśli znajomość z „moim” Turkiem nie przetrwa w formie normalnych przyjacielskich kontaktów…to trudno. Zostanie miłe wspomnienie. Chociaż nie ukrywam, że pokusa jest ogromna:)
Jeszcze raz dzięki za to że mogłam przeczytać o waszych doświadczeniach – no i życzę żeby akurat Wasze związki były tymi które przetrwają próbę czasu, odległości i tymi, które pokonają różnice kulturowe!

Anonimowy pisze...

dziękuję Ci za to co napisałaś tutaj..Poznałam na wakacjach Turka i to było niesamowite uczucie, głębokie i pełne szacunku. Obiecaliśmy sobie kontakt, ale kilka dni po powrocie on zerwał kontakt a ja nie miałam odpowiedzi dlaczego, nie odpisywał, nie odbierał telefonów..Teraz wiem, że byłam dla niego tylko "europejką", zabawą wakacyjną... Dziękuję raz jeszcze, bo Twoj post jest moją odpowiedzią na ważne dla mnie pytanie...
Pozdrawiam gorąco-a jeśli interesują Cię okoliczności naszej znajomości, to napisz proszę, chętnie je przybliżę, tym bardziej że on jest z Istanbulu a poznaliśmy się w okolicach Alanyi...
mój mail ester25@tlen.pl

Anonimowy pisze...

Ja to milo wiedziec, ze nie jestem sama ze swoimi doswiadczeniami wobec tych jakze niesamowitych mezczyzn. Nie bylam wprawdzie w Turcji, ale od kilku lat mieszkam w Niemczech i mialam okazje poznac kilku z nich. Jeden z nich od razu mnie zauroczyl. Jest szamncki, meski a jednoczesnie romantyczny i wlasnie niesamowicie szczery. I te sms i komplementy po prostu rozkleily moje serce. Spotykam sie z nim ok kilku miesiecy, on twierdzi, ze jest kompletnie zakochany ja jestem zdystansowana i nie wiem dlaczego ale boje sie w nim zakochac. Kiedy jestesmy razem jest naprawde niesamowicie, potrafie zapomniec o calym swiecie. On daje mi poczucie, ze jestem wyjatkowa i to mi sie oczywsice podoba. Nie wiem czy cos z tego bedzie, na razie cieszymy sie soba. Czas pokaze.
Acha i jeszcze cos. Moj Turek ma ogolenie niesamowity urok przyciaga do siebie wszystkie kobiety. Wszystkie za nim szaleja i chyba nie znam zadnej ktora by go nie lubila, ale on oczywsicie wpatrzony jest tylko we mnie i kocha tylko mnie jak twierdzi. A ja nie wiem czy mu wierzyc czy nie?? I ot taki problem z Turkiem mam :-)

Anonimowy pisze...

A ja poznałam niedawno turka Achmeta..;] śmiałam się, gdy przeczytałam ten freagment:"Tureccy mezczyzni sa niesamowicie namolni, przekonani o swojej bezgranicznej cudownosci, zbyt pewni siebie." hehe to prawda...;/ za dużo gada i wszystko chce robić od razu naraz nawet jak czegoś nie umie..;] ale bardzo go lubie..;)

Anonimowy pisze...

Witam Drogie Panie!
Naprawdę miło wiedzieć,że nie jest się samym ze zmartwieniami :-)
Wiadomo,co się o Turkach mówi.. Ja nie mam uprzedzeń,ale zawsze takich ludzi omijałam szerokim łukiem.
Ja mojego "Kurda" poznałam w Niemczech (jest tu ich naprawdę dużo)!!Chciał sie ze mną umówić,ale ja od razu byłam na nie,bo gdzież to się spotykać z nieznajomym,całkiem obcym Turkiem-nie do pomyślenia! Zwłaszcza,że był taki bezpośredni. Poza tym na bajer nie polecę. Mózg to ja mam,a raczej łeb na karku. jednak jak nie dasz komuś szansy,to się nie przekonasz. Spotkałam sie z nim 1 raz,bo wziął mnie trochę podstępem ;-) Było późno,ja sama... ale pomyślałam,że raz kozie śmierć. I było normalnie. Sam powiedział,żebym się nie bała,bo on jest normalnym człowiekiem :-)
I tak oto spotykamy się już prawie codziennie. Ta znajomość jest zdecydowanie jedną z najpiękniejszych w moim życiu,to całkiem co innego niż umawianie się z Polakiem. To inna kultura,inny świat. Szkoda tylko,że dla większości całkiem obcy i niezrozumiały,ponieważ,spotykając się z Turkiem trzeba mieć świadomość wieeeeeelu dziwnych rzeczy,które będą kłopotliwe. Np. dlaczego nie zapozna Cię z rodziną?


czytając wasze komentarze,dochodzę do wniosku,że chyba nikomu,albo prawie nikomu się nie uda. Piękna znajomość i koniec :-(

Dodam,że trzeba zachować zdrowy rozsądek,bo nie wiadomo kiedy można "wpaść",a potem to tylko cierpienie.

Zgadzam Się też,że Turek tak niby "bajeruje",ale jak skupi się na 1 kobiecie,tak ją oczaruje,nie patrzy na inne. Zachowuje sie jak mężczyzna ze snów.
Moje chwile z nim spędzone wywróciły mój świat do góry nogami,ta muzyka,to wszystko co mi opowiada.. jestem zauroczona.
Nie chcę zakładać,że nic z tego i tak nie będzie,ale... niestety... chyba tak musi być. na razie spotykam się z nim i jest mi dobrze.

Życzę powodzenia i rozwagi!

Anonimowy pisze...

Ja mialam okazje poznac paru turkow, jestesmy dobrymi zanjomymi, ale oczywiscie znalazl sie jeden, ktory mnie zachwycil. Tknelo mnie od pierwszego wejrzenia i nie on zrobil pierwszy krok, tylko ja. Po blizszym poznaniu stwierdzam, ze jest to najnormalniejszy facet jakiego poznalam, gentelmen, dobrze ulozony, szczery, zadnych obietnic jak w innych wyzej tutaj opisanych przypadkach. Wiem jacy sa turcy i w 90% jest to prawda, ale on wydaje sie byc w tej mniejszosci. Dodam, ze jestem osoba zdystansowana i nie wchodze w byle zwiazek bez przyszlosci, a poniewaz wiem, ze on wroci do Turcji, jestesmy jedynie bliskimi przyjaciolmi. Choc moze chcielibysmy byc razem, oboje wiemy, ze nie jest to mozliwe z powodu jego wyjazdu. Szkoda, bo jest naprawde wyjatkowym czlowiekiem.

Anonimowy pisze...

powiedzcie mi jeszcze tylko, czy mówili wam Ci wasi zakochani Turcy, że czują się tak (zakochani) po raz pierwszy w życiu i będę wszystko wiedzieć... :)

martyna pisze...

Witajcie!
Zaczne od Skylar, czytam Twego bloga z wielkim zainteresowaniem i sympatia. Fajnie sobie zyjesz i moze nawet troche Ci zazdroszcze...No coz, ja mam swoj kawalek Turcji w naszym domu w...Anglii;-)Czuje sie bardzo blisko zwiazana z Turcja za sprawa mojego narzeczonego, calej jego(teraz to juz i mojej)rodziny i naszych licznych tam przyjaciol. Mysle, ze jestesmy para troche inna niz te, o ktorych tu piszecie. I nie mam tu wcale na mysli "rozmiaru" milosci, o nie. Bo w to, ze wszyscy ci panowie kochali was(badz nadal kochaja)do szalenstwa nie smiem watpic. Przede wszystkim my nie poznalismy sie w zadnym nadmorskim kurorcie, w zapierajacych dech w piersiach okolicznosciach przyrody, wsrod palm i z koktajlem w dloni...
Nie wiem czy nikomu sie teraz nie naraze, ale niektore historie sa jak odbicia z kalki, powielone, zapozyczone...Tyle zlamanych(polskich)serc. Przed poznaniem mojego wybranka naprawde niewiele wiedzialam o tej narodowosci, kulturze i kraju, (zapamietane jakies strzepy z lekcji historii). Nigdy przedtem tam nie bylam i nie planowalam byc. A jednak ten dziwny los...Wlasnie minely dwa lata odkad jestesmy razem. Nie twierdze, ze zawsze jest rozowo, ciezka praca jak w kazdym konkretnym zwiazku. Tureccy mezczyzni sa swietni, uwielbiam wszystkich, bez wyjatku, ale szczerze sie ciesze, ze trafilam wlasnie na mojego, ze nie poznalismy sie na plazy, ze od poczatku moglismy ze soba normalnie rozmawiac, a nie tylko "mowa cial" i patrzenie gleboko w oczy(malo kto o tym wspomina, ale nie wszyscy wczasowicze lub pracownicy turystyki to az tacy znowu poligloci) i ze nigdy nie doswiadczylam bycia w zwiazku na odleglosc. Bo mysle, ze to dystans jest najwiekszym wrogiem, a nie roznice kulturowe. Mimo wszystko, zycze powodzenia wszystkim szczesliwie zakochanym(nawet tym na wakacjach)
martini xxx

Anonimowy pisze...

ja tez jestem bardzo szczęsliwa od roku jestem mezatka z Turkiem.Bardzo sie kochamy.Wczesniej wiele slyszalam od znajomych ze co ja robie,owinie mnie w huste i bede calymi dniami siedziala w domu przy dzieciach.Bzdura,prowadzimy normalne zycie,chodzimy do pubów,na dyskoteki.Spotykamy sie z jego czy moimi znajomymi.Ten czlowiek dal mi niesamowicie wiele radosci.pozdrawiam wszystkich zakochanych

Anonimowy pisze...

moj komentarz- szukam po stronach historii podobnej do mnie. bylam z chlopakiem Turkiem 3 lata- dla mnie cudowne sadzilam ze bedziemy razem. co sie stalo- jak mi powiedzial nuda rutyna i ze 3 lata to za dlugo. zrozumialam ze na prozno moge starac sie cos zmieniac w naszym zwiazku. on juz podjal decyzje i mnie przygotowuje na ostateczne au revoir. nie poznalam jego rodziny-wiem to znaczy bardzo duzo. coz - moja milosc dla niego byla silna. wyglosilam pare plomiennych mow jak bardzo go kocham, przytoczylam przyklady z naszego zycia, wyplakalam swoje i doszlam do zmyslow ze jemu to wisi i powiewa-bo nigdy wkoncu przyszlosci ze mna nie omawial czyli ze predzej czy pozniej to rozstanie bylo w jego glowie. Turcy - sa bajeranci i szukaja przyjemnosci i tyle - umieja omotac a spragnione milosci kobiety mowia TAAAAKKK- teraz ja jestem oslem.

nick pisze...

Dobry artykul i napewno jest szczery.Jestem z turkirm i wiem ,ze chlopak bohaterki chcial ja chronic i prawdopodobnie myslal o niej powaznie.Moj maz wytlumaczyl mi kiedys swoje postepowanie i powiedzial ,ze gdyby mu nie zalezalo na mnie to bylo by mu obojetne ,ze inni nie tylko turcy traktuja mnie bez szacunku.On chce aby traktowali mnie z szacunkiem jako kobiete.Ja zobaczylam na czym to polega gdy bylismy pierwszy raz w turcji.Mimo ,ze nie prowokowalam ich niczym to im wystarczylo ,ze jestem europejka i traktowali mnie jako zdobycz mojego,wtedy jeszcze chlopaka,nic powaznego tylko jako wakacyjna znajomosc.Bo przeciez ja bylam europejka a on turek wiec to napewno nic powaznego.Tak tu niestety odbieraja takie pary i nie bez przyczyny(bo zazwyczaj turystki szukaja tu przygody).Wiec probowali mnie zawsze podrywac gdy mojego nie bylo kolo mnie,rowniez jego ''koledzy''Ja oczywiscie grzecznie z usmiechem odpowiadalam ''nie!'' a powinnam byc tak opryskliwe jak turczynki ,bo wtedy by zrozumieli co to znaczy ''nie!'' a tak to moja uprzejmosc byla odbierana jako zacheta.
Wiec jesli ,ktoras chce byc z turkiem musi najpierw poznac ich kulture a nie opierac sie na stereotypach.Oczywiscie w tym poznawaniu czesto trzeba isc na kompromisy z obu stron.Jednak jest to zderzenie dwoch kultur i religi.Ale naprawde mozna poznac wartosciowego czlowieka.Ja mialam to szczescie i chyba jestem jedna z nielicznych,ktore zaznaly szczescia z turkiem.
Ja przekonalam sie ,ze warto poznac turcje i turkow, ich kulture i obyczaje i uszanowac to a oni beda szanowac nas.
A to ,ze mowia duzo i nic z tego nie wychodzi to prawda ale oni naprawde wierza w to co mowia.I wiele rzeczy spelniaja, to jest poprostu ich natura i trzeba sie do tego przyzwyczaic ;)
Moj maz zawsze mowi ,ze zlych ludzi mozna spotkac wszedzie nie tylko w turcji czy polsce.Dlatego proponuje ostroznosc w uczuciach i nie bujcie sie pytac dlaczego tak postepuje.Wiec jesli bedziecie mialy to szczescie poznac wartosciowego faceta a nie tylko bajeranta (bo takich niestety mozecie spotkac najczesciej)to napewno bedzie chcial was bronic przed calym zlem tego swiata i napewno pozna cie z rodzicami.Poniewaz oni przedstawiaja dziewczyne rodzinie tylko ta jedyna ;)
Pozdrawiam i zycze powodzenia3040