niedziela, 11 marca 2012

KOBIETY ZNAD MORZA CZARNEGO

Najpierw w wiadomościach pokazywano z rozbawieniem reprezentantki Rosji w Konkursie Eurowizji w tym roku (kto nie widział niech zajrzy koniecznie do wyszukiwarki!) - grupę babuszek w wieku mocno zaawansowanym, ale za to pełnych wigoru... Dzień albo dwa później pojawiła się w telewizji "turecka odpowiedź" w postaci... 70-letnich wieśniaczek z wybrzeża Morza Czarnego, które, jak dowiadujemy się, nakręciły film dokumentalny o swoim życiu!

W wioseczce Tonya należącym do województwa Trabzon przeprowadzono projekt będący efektem współpracy tamtejszej Izby Handlu i Przemysłu z Centrum Informacyjnym Unii Europejskiej. Zorganizowano warsztaty pod hasłem "Spotkania filmowe Turcja-UE", których efektem jest film dokumentalny wykonany praktycznie w całości przez wiejskie kobiety w wieku "bardzo dojrzałym". Ideą projektu, jak się dowiadujemy, było uświadomienie kobietom wagi edukacji i zachęcenie do jej rozpoczęcia. W Turcji wciąż jest żywy ten problem; wiele rodzin nie wysyła dziewcząt ze wsi do szkoły. Z wielu powodów: jedni chcą by pomogły w gospodarstwie, inni uważają, że w małżeństwie i macierzyństwie umiejętność czytania i tak się nie przyda, a inni z kolei, że edukacja tylko niepotrzebnie "zwichrzy" poglądy danej dziewczyny, namąci jej w głowie (i potem trudno będzie taką utrzymać w ryzach). Znam pewną kobietę w wieku średnim, która jest analfabetką i w ogóle nie umie czytać. Dowiedziałam się niedawno, że nie została wysłana do szkoły dlatego, że... mogłaby pisać do chłopaków listy miłosne!

Trudno się więc dziwić, że promuje się teraz edukację wśród wiejskich dzieci, szczególnie dziewcząt...

Film został przygotowany pod opieką reżysera Deniza Yeşil, który wraz z ekipą najpierw przeprowadził szkolenie wśród chętnych kobiet, a następnie czuwał nad przebiegiem prac nad filmem. Ekipa filmowa składała się z 55-letniej pani reżyser, pomocnicy reżyser w wieku lat 71. Dźwiękowcem została 72-latka, a operatorem kamery 45-latka.

Dokument pokazuje życie wiejskich kobiet; odwiedzaja się one wzajemnie w domach, gdzie rozmawiają o swojej codziennej pracy i poruszają tematy, które, jak mówi w wywiadach twórca filmu, zaskoczyły nawet jego. Okazało się też, że mimo trudności ogólnych (trzeba było np. przerwać kręcenie filmu, gdyż jedna z kobiet musiała się zająć dojeniem krowy, z kolei pani Dźwiękowiec była fizycznie zmęczona dźwiganiem sprzętu) kobietom kręcenie filmu sprawiało wiele radości. Film nosi tytuł: "Karadeniz Kadınıyız, Güçlüyüz ama.." [Jesteśmy kobietami znad Morza Czarnego, jesteśmy silne, ale...] i ponoć panie żartują już między sobą o następnym projekcie.



Zachęcam do obejrzenia fragmentów materiału tutaj - choć jestem niemal pewna, że nawet osoby uczące się tureckiego i znające go trochę będą miały kłopotu ze zrozumieniem wypowiadanych tam kwestii. Sama musiałam się dość intensywnie wsłuchiwać, a i tak nie jestem pewna, czy wszystko załapałam :) Przyczyną jest przede wszystkim akcent znad Morza Czarnego, który lubią przytaczać w żartach Turcy, brzmi dla nich bowiem egzotycznie, a dla niektórych "uroczo" (pewnie podobnie, jakbyśmy my mówili o naszych Kaszubach).
Jak deklarują ponoć teraz twórczynie filmu, "Şehre gidelum film çekelum" (zamiast "Şehre gidelim film çekelim", czyli jedźmy do miasta, nakręćmy film) - i to zdanko idealnie pokazuje specyfikę czarnomorskiego akcentu :)

Obejrzyjcie, choćby dla samego widoku tych niesamowicie pozytywnie nastawionych do życia, wbrew jego ciężkim warunkom, bohaterek. To właściwie taka spóźniona, pozytywna, uzupełniająca notka na Dzień Kobiet, prawda? :)

Artykuł, z którego korzystałam, znajduje się w języku tureckim tutaj: kliknij


Wracając jeszcze do tematu Eurowizji, czy znacie już reprezentanta Turcji na tegoroczny konkurs piosenki? Nazywa się Can Bonomo i trzeba przyznać, że jest bardzo oryginalnym wykonawcą. Jego piosenka konkursowa jest do posłuchania i obejrzenia poniżej. Po angielsku (według mnie, wielbicielki języka tureckiego, szkoda); piosenkarz uważa, że będą większe szanse na wygraną.





Przy okazji we wciąż niedojrzałych tureckich mediach zawrzało, kiedy okazało się, że Can jest pochodzenia żydowskiego (ojciec jest Żydem). Skomentował to tak, że aż postanowiłam skopiować tutaj: "Muzyka nie ma języka, wyznania, rasy. Jestem Turkiem. Bycie Żydem jest religią. W Turcji żyją ludzie wywodzący się z 36 różnych grup etnicznych. Od 540 lat jesteśmy tutaj. Nie ma to żadnego związku z Izraelem. 540 lat temu przybyliśmy tu z Hiszpanii. Jestem Turkiem i będę reprezentował Turcję".

A tu jeszcze jedna piosenka Cana, która mnie osobiście bardzo się podoba (m.in. dlatego, że jest jednocześnie turecka i jednocześnie bardzo niebanalna), pod tytułem "Bana bir saz verin", czyli "Dajcie mi saz". Zresztą klip też jest świetny:



10 komentarzy:

gabriele-wwer@t-nline.de pisze...

Jak zwykle.nic dodac nic ujac.Zastanawia mnie jedna rzecz:mianowicie dlaczeg ja na Twja strone nie moge nic przeslac?pzdrawiam

skylar pisze...

Ale co przesłać?

Anonimowy pisze...

Bardzo interesujaca notka.Pozdrawiam.ma.

Anonimowy pisze...

U nas w Polszi też o tych ruskich babuszkach mówili w tv;) Szkoda,że nie rozumiem tureckiego , bo z chęcią bym obejrzała reportaż o tych staruszkach z Turcji.
Pozdrawiam AsiaS

asya pisze...

Pozdrowienia z Kaszub-Kartuz dla Turcji,a szczególnie polonii :)

Bigos pisze...

hehehe tylko karadeniz rozumiem z ich mowy ;)fajny post. pozdrawiam:)

oj pisze...

Pani Skylar, tak poza postem, chciałabym zapytać co oznacza 'yağıyorsun' bo żaden słownik nie chce przetłumaczyć, dziękuję :)

Franc pisze...

Ciekawy artkuł

beharliblog pisze...

Heja, Can Bonomo jest świetny:), ma duże szanse i będę mu kibicować, właśnie go niedawno odkryłam i fajnie ze go promujesz:),zwlaszcze ze jeszcze niegłupio gada:) z tego co piszesz, (co do jego żydowskiego pochodzenia, to jak po ojcu to wg tradycji zydowskiej Zydem nie jest, a tata jak najbardziej - jest zapewne Sefardyjczykiem:);
Pozdrawiam
magda

Anonimowy pisze...

Super :)