niedziela, 7 grudnia 2008

RUCH ZIMOWY

Jakie są oznaki zimy dla kogoś, kto do tureckich kurortów jeździ tudzież Turcją się interesuje?
Zimno? Mróz? Szron? Para z ust na przystanku autobusowym? Siąkanie nosem? Dekoracje świąteczne? Jingle bells w marketach?

Nie.
Podstawowym objawem zimy jest, Proszę Państwa, wzmożony ruch internetowy. Jak to pięknie ujęła moja koleżanka (mam nadzieję, że mi wybaczysz cytat :)) "Widać, że sezon się skończył, bo nagle przypomnieli sobie o mnie moi dwaj starzy wielbiciele".

Święta prawda.

Każda niemalże osoba płci żeńskiej, która była kiedyś w kurorcie tureckim utrzymuje kontakt z tureckimi adoratorami z południa, nazywanymi dla niepoznaki "kolegami" lub "przyjaciółmi" (Turcy uważają, że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń męsko-damska, i na podstawie własnych doświadczeń muszę się zgodzić, choć moje europejskie doświadczenia dowodziły czegoś zupełnie przeciwnego. Czytelniczkom pozostawiam do przemyśleń).

Głównymi kanałami kontaktu są komunikatory MSN i Skype. Turek turystyczny*, choćby był zupełnie zielony w kwestii obsługi komputera i ledwo znał angielski wie, że adres na hotmailu jest przepustką do innego, pięknego życia (tu uśmiechamy się ironicznie, he he). Już spieszę wyjaśniać: poznawszy niewiastę, a potem żegnając niewiastę (po 3 czy 6 dniach tzw. wyjątkowej znajomości), bohaterowie wymieniają się adresami e-mail, obiecując namiętną korespondencję aż po grób.

Faktycznie tak się dzieje; co mogą zaobserwować podróżujący po Turcji - w nawet maleńkich wioskach czy w szemranych dzielnicach znajdują się internetowe kafejki, dlatego większość pochodzących z tych wiosek/dzielnic amantów jest w stanie utrzymywać kontakt ze swoimi "dziewczynami". Do kafejki chodzi się codziennie (do jednej wybranej, zaprzyjaźnionej), siedzi, pali, pije, ściąga mp-trójki, i rozmawia z tą dziewczyną, która akurat jest online. A zapewne zawsze któraś jest.
Rozmawiając, używa się kamer i mikrofonów, co ma dodatkową wartość wzmacniającą przekaz. (Porada: Patrząc w kamerę starajmy się nie zauważać tych 15 innych mężczyzn klepiących w klawiatury).
Z tego, co autorka zaobserwowała i podsłyszała w ciągu swojej przedłużającej się kariery w Turcji, największe branie podczas rozmów online z niewiastami mają dramatyczne zachowania, takie jak płakanie z tęsknoty, nerwowe palenie papierosów, wzrok utkwiony w oko kamery - chwytające niewątpliwie za serce autentycznością.

Tajemnicą poliszynela jest, że wielu panów używa w połączeniu z komunikatorami internetowymi prostych słowników angielsko-tureckich, co kapitalnie przyspiesza tempo rozmowy i przydaje jej tajemniczego sznytu. Na przykład: "I, no, know, when, come, you" - przecinki pochodzą od automatycznego tłumacza, interpretację zostawiam czytelnikom, ale na pierwszy rzut oka widać, ile w tym romantyzmu.
Czasami w ramach tłumaczy występują siedzący obok koledzy, czasem kuzyni czy inni członkowie rodzin, który wraz z amantem śledzą jego życie uczuciowe i pomagają robić dobre wrażenie. Niekiedy, niby przypadkiem przed komputerem siądzie wspomniany kuzyn, lepiej radzący sobie z angielskim, by niby przypadkiem potwierdzić, że ten Mustafa, Mehmet czy Serkan naprawdę jest szaleńczo zakochany.
Wobec takiego świadka ciężko pozostać obojętną... (Porada: Zawsze wierzymy w każde słowo, które mówi nam przez internet nasz wielbiciel).

A co, gdy dany amant akurat nie zastał żadnej ze swoich ulubionych dziewczyn w sieci? Mamy tyle możliwości! Wiele portali społecznościowych typu Facebook czy Netlog jest pełnych Turków. (Porada: Nigdy nie patrz w kontakty swojego wybrańca, nie zwracaj uwagi na to, ile procent tych kontaktów to dziewczyny i skąd je zna). Amant szykuje sobie ładne zdjęcie (na tle basenu czy hotelu, albo na plaży), układa profil a potem rozpoczyna polowanie. Podstawowe kryterium to kraj i wiek (nie może być starsza, a przynajmniej nie powinna), to wystarczy, by wysłać zaproszenie do listy kontaktów albo zaczepić na MSN. Z tej całej masy zaproszonych któraś na pewno odpowie... (Porada: Jeśli pisze, że ma 29 lat, jest reżyserem i mieszka w Stambule, to zapewne oznacza, że ma 34 lata, pracuje w wypożyczalni dvd i mieszka w Diyarbakir. Taki kod, no co).

Wszystko po to, by latem znów było co robić. Znajomości rozpoczęte w zimie drogą internetową aż się prosi, by przedzieżgnąć w znajomości realne w wakacje. Za to znajomości wakacyjne pielęgnowane w zimie przeradzają się w coś w stylu stałego związku monogamicznego (w interpretacji pań) lub poligamicznego (w niczyjej interpretacji, żaden turystyczny Turek nawet pod groźbą śmierci się nie przyzna, że kręci jednocześnie z kilkoma dziewczynami). I życie toczy się dalej, w rytmie tygodniowych turnusów. Czasami nawet kończy się szczęśliwie (tak zwany mutlu son; zaręczyny, ślub, ciąża, wieczna miłość, i tak dalej - tym gorąco gratulujemy bycia wyjątkiem od reguły).
A częściej kończy się jak zwykle, czyli rozpadem związku (z powodów "różnic kulturowych", jest to argument nie do podważenia więc najłatwiej nim się wykręcić). Dziewczyny ocierają łzy i idą dalej w świat, mając w pamięci obraz romantycznego, noszącego na rękach i spełniającego każdą zachciankę przystojniaczka (od autorki: gdzie w kurortach są te przystojniaczki, gdzie?! Chciałabym to wiedzieć! :)) A chłopcy ocierają łzy wykapane dla lepszego efektu przed komputerem, zapalają papierosa i idą w miasto lub w otchłań internetu, zapytać innej "starej dobrej przyjaciółki", co u niej słychać. Tudzież dzwonią do swoich tureckich wieloletnich narzeczonych lub żon zameldować się, że wszystko jest OK, i że bardzo tęsknią oraz kochają. Całują też.

Całe to zjawisko ma na gruncie polskim jeden dobry skutek: Po każdym sezonie letnim wzrasta radykalnie liczba osób zainteresowanych Turcją. Niektóre z nich zainteresują się potem krajem na tyle poważnie, że będą odpierać bezsensowne stereotypy padające z ust ignorantów na temat kraju, ludzi i religii. Niektóre z nich zobaczą coś więcej, niż Alanya czy Pamukkale.
I to wszystko dzięki tym tysiącom przystojniaczków (powtarzam: gdzie są ci wszyscy przystojniacy?! Naprawdę nie wiem!), patrzących prosto na nas tymi pięknymi, szczerymi, dobrymi, pełnymi podziwu i miłości oczami. Wprost w monitor.



*Turek turystyczny - bliżej mu do Hiszpana turystycznego, Włocha turystycznego, Marokańczyka czy Egipcjanina turystycznego, ale na pewno nie do Turka. Tak samo należy odróżnić Alanyę, jako kurort (i tym podobne miejsca) od reszty kraju. Poznanie dogłębnie Alanyi nie daje praktycznie żadnej wartościowej wiedzy na temat Turcji, ale za to oczywiście wiedzę na temat kurortowego życia.


PS. Wsadziłam kij w mrowisko, teraz mnie pewnie będą linczować, ale co tam, już się uodporniłam :) Zresztą mi to nie przeszkadza, bo jadę. Na urlop. Tak, będzie tam ciepło. Nie, to nie będzie Turcja. Nie, nie będzie tam nawet obchodzone Kurban Bayrami ani żadne inne muzułmańskie święto. Tak, taka odmiana.

34 komentarze:

Anonimowy pisze...

fajna i intrygująca notka.
100 prawda. Ja co dwa dni na facebooku dostaje zaproszenia teksty w stylu przyjedz za rok moja mama cie na pewno polubi.
ale paru jak dowiedzialo sie ze nie mam skype troche sie zawiedli. jeden po 5 minutach zapytal sie o to czy lubie ostry ....
wiec od razu zaprzestalam rozmowy.
Mnie tez smieszy to wszystko ale jak ty nie widzisz tych przystojniakow sa w kazdym sklepie i knajpie

ich najwieksza sila są romantyczne oczy..

a p-ń

Anonimowy pisze...

ale dziewczyny myslcie trzezwo !!!!
skylar idealnie opisala ich zachowanie!!

wczoraj kontrolerka biletów poznanskiego mpk chciala bilet od dwoch turkow ale oni oczywiscie nie wiedzieli o co jej chodzi albo udawali...
a p-ń

4emkaa pisze...

cudowna notka :))) nie wiem ja to jest z tą miłością turecką, ja jestem za stara i za gruba na posiadanie swojego "alanya boya",
ale wierzę w milionei procentów :) i dziękuję za wpis:)
Skylar życzę odjechanych zasłużonych wakakcji:) i zdradź gdzie jedziesz.
madziol vel 4emkaa

skylar pisze...

za stara?? za gruba?? wiesz ze to niewystarczajacy powod :) po prostu może za rozsądna... :)

a co do tej atrakcyjnosci tureckich oczu to ja bym wlasnie polemizowala... czesciej w tych oczach widac zwykly bajer niz prawdziwy urok. moze jestem zbyt wymagajaca :)

Anonimowy pisze...

Umarlam ze smiechu. Jestes boska! A Twoj blog poprawi nastroj nawet podczas najwiekszego dola. Oczywiscie wywolanego wspomnieniami Turka :D Udanego urlopu :)

malgorzka pisze...

Uśmiałam się do łez. A najlepsze jest to, że poznany przeze mnie we wakacje Turek (za specjalnie przystojny nie był :)...) przynał się, że jest właśnie ze wmiankowanego Diyarbakir. Coś mi się wydaje, że to miasto to chyba synonim jakiegoś totalnego zad... w Turcji. Ale to nie moja opinia (nie byłam tam póki co...), powtarzam co gdzieś wyczytałam.

Anonimowy pisze...

Piękny tekst,szczera prawda o turystycznych miłostkach.No i właśnie gdzie ci przystojniacy w tej Alanyi,gdzie?Przez tyle lat co tam jeżdżę na palcach jednej ręki dałoby się policzyć ;))

Anonimowy pisze...

też się uśmiałam, jakże mogłoby być inaczej ;)
mimo, że miałam 'swojego' Serkana i właśnie skończyłam rozmawiać z jego kuzynem.
Chciałoby się rzecz- skąd wiedziałaś?? :))

Ha ha ha ;)

Gosia pisze...

świetny post!! Ja w przeciwieństwie do innych nie smiałam się czytajac go tylko sledziłam z zapartym tchem kazde zdanie. Oczywiscie jest to 100 % prawdy... Mam konto na facebooku, posiadam msn- poznlam dziesiątki turków turystycznych. Nigdy nie odważyłabym się na spotkanie z żadnym z nich. Jedyne co dawały mi takie znajomosci to to, ze gdy przeokropnie sie nudziłam a moi znajomi byli akurat offline, taki turek turystyczny jest zawsze chetny do rozmowy swoim przerazajaco słabym angielskim dla zabicia czasu, co wiecej chłonie kazde moje słowo, zachwyca sie mną, wychwala pod niebiosa moja urodę... czego chciec więcej :D
Zachwycilam się kulturą, jezykiem tureckim, religią, ale nie za sprawą jakiegos turystycznego Turka. Mam kilku wspaniałych znajomych mężczyzn z Turcji, ale znam ich z realnego zycia. Pracujemy razem w kazde wakacje w USA. daleko im do tych turystycznych.... Oni nawet nigdy nie byli z kobietą :) przykładni muzulmanie...
ale moje serce tez zabiło dla Pana z Turcji....nie uchroniłam się :) tyle ze mój Turek jest wyjątkowy :) nie pasuje do zadnych opisów :)
ma blond włosy, niebieskie oczy i nigdy nie raczy mnie czułymi słówkami < choc czasem bym chciała ;)>. Nie lubi internetu. Dał mi wiele dowodów na to, ze jest ze mną szczery. Choc oczywiscie podobaja mu się inne babki, ale czy zonatym Polakom się nie podobają?
Zapraszam na moja stronkę www.gosiausa2008.blogspot.com
pisze tam o moich doswiadczeniach z pobytu w Turcji i moich perypetiach z wyzej wymienionym turkiem ;)

Pozdrawiam gorąco.... Ten Blog jest najlepszy ze wszystkich w tej kategorii. gratuluje i czekam na kolejne posty :*

Marcin pisze...

hehe trudne co piszesz. Właśnie kończę czytać biografię Mustafy Kemala ( Alexandre Jevakhoff).Na szczęście nie jestem kobietą i podchody turków są mi obce. Według mnie problem jest w ludziach przyjeżdżających do Turcji. Mam wrażenie, że część pań jedzie tylko w celu zapewnienia sobie rozrywek cielesnych. Niestety później oczekuj ą miłości aż po grób a życie...... a życie swoje :)))). Pozdrawiam Marcin

Anonimowy pisze...

świetnie!wiadomo są też normalni, ale to, co piszesz jest zjawiskiem obrosłym już w legendę
zapraszam na milenademello.blogspot.com

pozdrawiam

Gangrena pisze...

"Tajemnicą poliszynela jest, że wielu panów używa w połączeniu z komunikatorami internetowymi prostych słowników angielsko-tureckich, co kapitalnie przyspiesza tempo rozmowy i przydaje jej tajemniczego sznytu. Na przykład: "I, no, know, when, come, you" "

XD Agatko, bomba! :P
Ten "tajemniczy sznyt" właśnie uwielbiam. :P
Nic takiego chłoptasia nie zrazi, nie ma barier językowych! ;)

Dobry post: z humorem o ważnych rzeczach. Taką Cię wyjątkowo lubię. :>

noirperle pisze...

przeczytałam, uśmiałam się, i jak zwykle trafiłaś w sedno :)

no words are needed :D

A dokąd jedziesz na urlop, pochwal się troszkę? :)

Anonimowy pisze...

ja w turcji nie bylam, ale wlasnie tak to sobie wyobrazam, jak napisalas.
w moim mniemaniu wlasnie tacy sa turystyczni wlosi.
ps. udanego urlopu! :P

/patrycja-em

Anonimowy pisze...

poprostu swietna notka!
pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

Byłam w Turcji setki razy. W różnych częściach. W Alanyi oczywiście ponad 10 razy. Notka Skylar jest cudowna i prawdziwa w 99,99%. Znając Panów Turków Turystycznych zawsze broniłam sie jak mogłam przed wakacyjnym romansem. Skoczyć z nimi na dicho czy na drinka tak, ale niec więcej. Aż tu nagle poznałam JEGO. W dodatku obywatela Alanyi!! Tłumaczyłam sobie że to bez sensu, że niec z tego nie będzie ale on się mnie uczepił (a ja jego). Byłam w siódmym niebie, ale rozsadek mówił "daj sobie spokój". I wiecie co? Mimo, że na początku było trudno, bo np co jakiś czas dawały znać o sobie "jego koleżanki" to jednak dał mi wiele dowodów na to, że jestem dla niego "very important" :-D. Teraz jesteśmy małżeństwem i jedyny problem jaki mamy to podjęcie decyzji gdzie zamieszkać na stałe. On chce w Turcji a ja w Polsce, bo tu mimo wszystko łatwiej i lepiej.
Ale cieszę się, że jestem w tym 0,01% wyjątków od reguły i mam nadzieję, że bedziecie dziewczyny trzymały kciuki za nas.
Pozdrawiam wszystkie babeczki!
PS. Tak dla wyjasnienia: trzy dychy dawno skończyłam i jednego męża mam za sobą. Pisze to, żebyście nie myślały, że jestem naiwną 14-latką ;)

nyamidreams pisze...

heheh.. coz za notka... :) a Ty dlaczego wybralas wlasnie Turcje ,Twoja ntka daje troche do myslenia .. czyzbys tez miala jakies "romanse"ktore skonczyly sie wlasnie w taki sposob jak opisujesz?

Anonimowy pisze...

Świetne po prostu:) Właśnie przetłumaczyłam to na angielski i wysyłam do mojego NIE-turystycznego turaska;)...ciekawe jak skomentuje to, że Polki już dawno ich przejrzały:) pozdrawiam ciepło K.

ADHD ;) pisze...

Aaaaa!! Zacytowałaś mnie!! Będę sławna!!! ;P A tak serio to padłam ze śmiechu :) Prawdę piszesz w 100% aczkolwiek jakoś tak naiwnie mam nadzieję, że jednak może nie wszyscy tacy zepsuci są? (i tutaj bez rzadnych konkretnych jednostek osobowych :>). Zazdroszcze Ci strasznie tego, gdzie jesteś i nie moge doczekać sie stycznia!!!

Urszula pisze...

Kolejny świetny wpis!!

burza pisze...

Mieszkając w Tureckim akademiku miałem już kilka razy propozycję pomocy w roli tłumacza, młodym opalonym, napalonym i użelowanym "kolegom" niestety albo stety odmówiłem...
Będąc w şanliurfie kierowca dolmusza pokazał mi sms'y od niejakiej Ani z Polski (poznanej w Antalyi), pisała że też kocha i tęskni ale chyba również używała translatora...

seni seviyorum :)

Anonimowy pisze...

hej, a mozna prosic o to tlumaczenie na angielski???? tez chetnie posle dalej:-)
z gory THX!!!!
aniaazz@op.pl

Anonimowy pisze...

oj sorka prosze na ania.azz@op.pl

katioszka pisze...

Świetnie napisane, gratuluję tej lekkości w pisaniu i dowcipu.Ujęła pani cudnie tę sprawę.

Anonimowy pisze...

Ojojoj, też posiadam takiego Turka :D Wszystko zgadza się co do joty :D Używam go jako "pocieszacza" - jeśli jest mi źle, siadam do komputera i czekam na komplementy, wtedy od razu robi się lepiej :D Jest wesoło z tymi Turkami ;)

Anonimowy pisze...

Ja również mam gorącą prośbę o przesłanie tłumaczenia po angielsku na maila: martynapasiak@wp.pl
Będę bardzo, przeogromnie wdzięczna!
A autorce gratuluje niesamowitego polotu w kwestii "foreign women & turkish boys" ;D Niedawno sama usłyszałam ciekawe określenie na nich - turkish love rat heheehe
No i powiedzcie mi ze nic w tym nie ma?;P

Anonimowy pisze...

Ja też mam swojego Turka pocieszacza. Jego komplementy działają jak balsam :) I jest wesoło.
Pozdrawiam
A.

Anonimowy pisze...

też mam turaska... ale ten opis wcale do niego nie pasuje:)zobaczymy co z tego będzie... świetny wpis cok guzel
pzdr:)

Anonimowy pisze...

Dziewczyny, cos Wam napiszę i niech to bedzie dla Was przestrogą.
Kilka lat temu poznałam pewnego Turka, ale ponieważ Turcję znam od dzieciństwa, wiedziałam, że nie należy im ufać. Wiele razy bawiłam sie z nimi na dyskotekach podczas urlopu itp. Tym razem wydawao mi się, że on (ten skur.......) sorry - że on jest inny. Przyjeadzałam do Turcji co miesiąc, także na jego koszt. Było jak w bajce. Po pewnym czasie zaręczyliśmy się i snuliśmy plany na współna przyszłość. Jego rodzina mnie uwielbiała i podkreslali, że mimo, iz nie jestem muzułmanka to w pełni mnie akceptują. Musze dodać, że oboje jesteśmy po 30-tce. Mial przyjechac do Polski i przynajmniej przez jakiś czas tu zamieszkać. Staraliśmy sie o dziecko ale sie nie udało. Jednak jego przyjazd ciągle sie odwlekał, a on sam nalegał na moje zamieszkanie w Turcji. Pewnego dnia dostałam sie do jego skrzynki e-maiowej. To, co zobaczyłam było dla mnie szokiem. Dosłownie 20 kobiet w różnym wieku, do których regularnie pisał "I love you, I miss you" i z którymi regularnie sie spotykał. Dziewczyny z całego świata: niemki, czeszki, rosjanki, etc. Jak miały do niego przyjechac, prosił je o 3 butelki whiskey czy inne drobiazgi. Okazało się, że mójnarzeczony to tania męska dziwka. W dodatku z maii wyczytałam też że ma dziecko z jakąś laską. Uwierzcie mi, że nie jestem pierwsza naiwna i mimo moich wiecznych podejrzeń i sprawdzania go, nigdy nie byo żadnego znaku, a życie z nim było jak w bajce. Pokazałam mu te jego maile i wiecie co odpowiedział? Że to nie jego maile!!!! DZIEWCZYNY ZANIM STARCICIE ZDROWIE NA TYCH SKUR..... PROSZĘ WAS, NIE DAJCIE SIE OMAMIĆ TAK JAK JA. POZDRAWIAM.

Anonimowy pisze...

Drogie Panie,
Wita was normalny Turek z W-wy. Przeczytalem wszystko co bylo tu napisane przez załamane dziewczyny o Turkach turystycznych. Z wiekszościa zgadzam się z tymi opiniami ale z drugiej strony Marcin też ma racje co napisał powyzej. Zarówno związek jak i małżeństwo z `normalnym` Turkiem jest całkiem inaczej. Oczywiście w tym jest jeden złoty warunek: wykształcony Turek z normalnej rodziny. Takich raczej nie poznajecie nad morzem. Wasze bohaterowie są zazwyczaj albo animator, albo parasolarz albo barman badz kelner. Najlepszą posadę wśród nich ma moze jakis urzednik hotelowy - a najczęściej mężczyżni wykonujący prostytucję męską (odpłatnie lub nieodplatnie). Nie badzcie naiwne! Kazda z was ma/miała co zasłużył. Wiem, po tym zdaniu od razu bedziecie na mnie atakować ale nie szkodzi. Moge odpowiadac na kazde pytanie. Przez ciemnych, prostych, spaczonych, zepsutych ale dobrze opalonych Turków o ciemnych oczach, nie możecie osądzać wszystkich Turkow. Mamy tu w Polsce szczęsliwe rodziny polsko-tureckie, mamy piekne dzieci, które są mostem między polską a turecką kulturą. Zycze to wszytkim, którzy maja zamiar pobrac sie z Turkiem.

Jeszcze jedna rzecz chcialbym podkreslic: W Polsce kiedykolwiek sie mowi w medii o konflikcie kurdyskim na wschodzie, Polacy chętnie uzywaja słów `poszkodowany i biedny Kurd` lub `Wolność dla Kurdów` itp. ale z drugiej strony, kiedy panie jak wy, jestescie `poszkadowane`, to wowczas jednak nikt nie wspomina o nich. Wszystko jest `przez Turkow`. To mnie irytuje.

Pamietajcie prosze: większość tych orłów to Kurdowie z ktorymi miałyście do czynienia. Ja tez mam znajomych, przyjaciol z pochodzeniem kurdyjskim -nawet w dalszej rodzinie tez mam- ale jednak oni wyksztalceni.

Pozdrawiam wszytkim.

Anonimowy pisze...

:) uwielbiam tego bloga jestem po tegorocznych wakacjach w Icmeler skupisko cwanych Kurdów ale jednego nie wiedzieli:)) ja Polka jestem cwansza bo zanim pojechałam naczytałam sie o nich .MOj turystyczny Kurd Samet od lipca po powrocie codziennie pisał na Msn ...ba hahha pisał po kilka smsów dziennie choc mówiłam ze nie jestem najlepsza inwestycja ....codziennie pisał i rozmawiał a kiedy założył internet w domu a raczej sciagał droga radiowa na pozyczonym zapewne laptopie pokazał mnie całej rodzinie : oni cie kochaja pytają kiedy przyjedziesz........ciesze sie ze mam do siebie dystans i do tych znajomosci tez. Kiedy wytatułował sobie moje imie nie było śmiesznie ....ograniczyłam kontakt ,zaczeły sie telefony w srodku nocy a kiedy odbierałam i tłumaczyłam ze spię wołał ze jestem : jego zyciem i to w jezyku polskim .Ostatnio jednak stało sie cos na co i tak długo czekałam hahhaha poprosił mnie o pieniadze a poniewaz ma dobry tłumacz turecko-polski napewno przeczytał co mam na ten temat do napisania :))Nie szczedziłam mu wyjasnien ,ze cały czas powtarzałam ze jestem Polka a nie naiwana holenderka czy angielka i ze gówno mnie obchodza jego problemy finansowe bo nasza znajomosc ogranicza sie do internetu i ze za mąż za niego nie wyjde bo jakos go nie kocham a jedyne co mógłby mi dac to wakacyjny sex bez zobowiazan i to zupełnie za darmo bo Polki za seks nie płacą :)Pan sie obraził powiedział ze pekło mu serce i to za 200$ ( bo o tyle prosił) mój monolog był długi i nader obrazliwy narazie mam spokój udaje obrażonego i to śmiertelnie hahaha mnie to śmieszy i bawi .Jestem Polką i zaden Turek czy Kurd mi nie zawróci w głowie a jemu został na całe życie tatuaż z moim imieniem na wewnetrznej stronie nadgarstka hahahhahah . Wakacyjny miłosny banał .I juz wiem ze wiecej tam nie pojade .Czas zmienic narodowosc bo kultura turecko-kurdyjska juz jest dl amnie nie do przyjecia ciagle te same schematy i metody podrywu .....sraczka i nic wiecej :)pozdrawiam

Minka pisze...

A słyszałyście o "Turkish Love Game"?

http://turkishlove.yuku.com/topic/3418/t/turkish-love-game.html

I wszystko jasne!

zaneta pisze...

mam pytanie? to oczywiste ze mezczyzni pracujacy w hotelach sklepach itp podrywaja dziewczyny z zagranicy, ale jak to jest z tureckimi przewodnikami? czy oni tez bawia sie w wyrywanie panienek?

skylar pisze...

Przewodnicy są identyczni :)