sobota, 28 lipca 2007

JAK SIĘ PRACUJE W TURECKIEJ FIRMIE

Miałam tu napisać długi, sążnisty i pełen przykładów tekst o tureckiej branży turystycznej. W tym temacie jestem niezła - przez te 3 sezony miałam okazję doświadczyć na własnej skórze i zaobserwować sporo. Mając do czynienia z firmą turecką (czyli codziennie), człowiek zapoznaje się dość dokładnie z tutejszą kulturą życia codziennego.

Chciałam o tym wszystkim napisać. O tym jakie metody organizacyjne stosują tureckie firmy. Te wielkie, znane, które w Polsce mają polskie mutacje, a turyści kupują u nich wycieczki będąc święcie przekonani, że firma jest polska ;) Chciałam napisać o zatrudnianiu na czarno, o wprowadzaniu w błąd pracowników, którzy przyjeżdżają do Turcji mając nadzieję, że umowa zostaje podpisana na miejscu a tymczasem nie ma żadnej umowy, co gorsza delikwentowi zostaje odebrany paszport, tak "dla bezpieczeństwa". Kobietom (nawet 25 letnim) szef (Turek) wygłasza mowę pouczającą na temat niebezpieczeństwa jakie czai się w ciemnych oczach tutejszych chłopców. Dlatego też pracownicy, a szczególnie płeć piękna ma zakaz wychodzenia z mieszkań pracowniczych poza pracą, oczywiście.
Dochodzi do paranoi, że rezydenci i piloci pracują w kraju, którego nie znają, bo nigdzie nie wychodzą, zatem jak mają służyć pomocą turystom? A tak właśnie jest w dwóch z firm, o których chciałam pisać.
Chciałam też napisać o innych formach ograniczania życia prywatnego. Na przykład zakazach spotykania się z chłopcami z firmy albo spoza firmy, a najlepiej w ogóle. Ogólnie związki są niemile widziane, no, chyba że z szefem ;) albo po prostu posiadanie męża. Wtedy przynajmniej wiadomo, że dziewczyna dobrze się prowadzi. W przeciwnym razie, jeśli młoda pilotka wyjdzie na kawę z Turkiem, to przecież wiadomo, że z nim sypia! A jak wyjdzie z innym Turkiem na colę, to już kiepsko, to już jest lekkich obyczajów niemal...
Dlatego najlepiej, niech nie robi nic.
Chciałam też napisać o rujnowaniu życia zawodowego (i prywatnego) za pomocą rozdmuchiwania plotek, przekazywania plotek, wymyślaniu cudownych bzdur, które się potem rozgłasza, mając ochotę zniszczyć wroga. A wrogów tu dużo, bo przecież koleżanka, która jest ładniejsza, fajniejsza, albo lepiej mówi po turecku, to już ewidentnie wróg ;) Plotkowaniem zajmują się szczególnie firmowi kierowcy, i oni rzucają kąski na żer firmie.
Chciałam też napisać o nagminnym kłamaniu, oszukiwaniu, wykorzystywaniu. Im pracownik nowszy, tym - wiadomo - bardziej się po nim jeździ, depcze, i jeszcze wmawia, że to normalne. A biedny młody "eleman" czy "stajer" (stażysta, nowicjusz) zaciska zęby, i robi. Za 300 euro pensji, może w porywach 400, godzi się na brak umowy, na trzymanie paszportu, na zakazy, nakazy, finansowe kary (np. 50 euro kary za spóźnienie się na zbiórkę), na ograniczenia życia prywatnego, za ingerencję w to zycie (np. dostaje się akceptacje szefa na spotykanie z kimś, ale tylko po poważnej rozmowie. Potem przed każdą randką zawiadamia się szefa, że się wychodzi, a potem, że się wraca. Szef jest w wieku delikwentki). No i oczywiście sama praca - codzienna harówka od rana do nocy w autobusach, bez dni wolnych. Jak się wolne trafi, to pacjent przesypia cały dzień - bo wreszcie może - i jeszcze czuje się wdzięczny firmie, że może sobie w końcu uprać ubrania.
W większości firm tureckich (o tym też miałam pisać) wymaga się ubierania do uniformu czarnych pełnych butów, co oznacza kompletny dyskomfort, bo przy 40-50 stopniowym upale może być inaczej? 20-godzinny dzień pracy, i od rana od nowa. I nie narzekaj, bo przecież ci płacimy (w domyśle - inni nie płacą, albo płacą jak im się akurat zachce).

Nie narzekaj. Nie pytaj za dużo. Bo od razu się narazisz. Nie wymagaj na przykład, że początkujący pilot, adept, pierwszy raz w Turcji, będzie najpierw obwieziony po wszystkich wycieczkach, pozna miejsca. Normą jest jazda na "żywca", i dowiadywanie się o planie na nastepny dzień dopiero o godzinie 21, 22. Bo przecież skoro nie masz życia prywatnego to właściwie nie ma różnicy ;)

Wykorzystują wszyscy, którzy osiągnęli jakiś stopień władzy. Czy Polacy, którzy specjalizują się w stanowiskach: szef guidów (czyli pasterz zbłąkanych owieczek - niby opiekuńczy, ale umie przyłożyć), czy Turcy, którzy są managerami (bo manager najlepiej brzmi w każdym języku). O tym także chciałam napisać.

Chciałam też napisać o kompletnej nieelastyczności w przypadku problemów, o traktowaniu z góry, o złośliwości, o koszmarnie niskich zarobkach, o ...

Chciałam o tym wszystkim napisać. O tym wszystkim dodatkowo w klimacie upałów. Ale nie napiszę. Nie napiszę, bo temat jest nie do wyczerpania. Tylko historia mojej tureckiej kariery nadaje się na sensacyjną książkę, nie mówiąc o historiach moich bliższych i dalszych znajomych. O wszystkich anegdotkach jakie słyszę i jakich doświadczam codziennie.

Nie napiszę, bo blog ten czytają przede wszystkim byli, aktualni i potencjalni turyści. Klienci biur podróży. Tureckich i innych. Pasjonaci Turcji. Nic ich nie interesują nasze niskie zarobki, przemęczenie, permanentny stres. I w pełni to rozumiem - Turcja jest dla nich/Was na wakacje, jako piękny kraj w którym spędzacie miło czas. Tak powinno zostać.
Czasami turyści pytają mnie o warunki pracy, o atmosfere, o życie. Przykro mi psuć im humor, chociaż teraz mam już się o wiele lepiej (nie jestem zatrudniona w firmie tureckiej, tylko polskiej). Za to rok, dwa lata temu, tylko łapali się za głowę.
Nie chcę Wam psuć humoru. Nie będę się wgłębiać w temat.

Bo właśnie: po co. Nie to jest w Turcji najlepsze. My tu nie jesteśmy dla kasy (mówię o tych maniakach, którzy po pierwszym sezonie takiego zapieprzu wracają co rok). My tu nie jesteśmy dla komfortu, dla super wygodnych mieszkań i dla pracy, którą się odbębnia.
Lubimy to, co robimy, i nie poddajemy się. Nawet, jeśli jest ciężko, i odebrana wypłata przyprawia o pusty śmiech, gdy się pomyśli o średniej krajowej.

I jakoś to leci.

Przepraszam wszystkich za tą notkę której nie chciałam napisać, ale stwierdziłam, że muszę.

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Smutno sie zrobilo, jestes na prawde dobra w tym co robisz i tak byc nie powinno, nie jestem zadna Twoją byla turystka czytam regularnie bloga. Nie zastanawiasz sie nad jakas zmiana tego? Trzymaj sie i nie daj, Trzymam kciuki silna kobieto!

Neela pisze...

Ciesze sie ze napisalas tego posta bo jesli nawet 1 czy 2 osoby go czytajace zastanowia sie nad tym jak wyglada praca w turystyce, ze rezydent/pilot nie jest na super darmowych wakacjach to bardziej docenia jego prace.

Niestety ale w Turcji podobnie jak w Polsce (co prawda zmienia sie to powoli) pracodawcy wciaz wykorzystuja pracownikow (fachowo okresla sie to "rynkiem pracodawcy") bo miejsc pracy jest mniej niz chetnych a kazdy chce jakies pieniazki zarobic.

Przyznam szczerze ze poniewaz mysle o zamieszkaniu w Turcji, kiedys myslalam o pracy takiej jak Twoja ale dzieki temu co piszesz wiem ze to nie jest takie super, ze zima nie ma pracy wiec bede szukala czegos bardziej w moim zawodzie. Dlatego wdzieczna Ci jestem ze piszesz nie tylko o pozytywach ale rowniez jak wyglada to od drugiej strony, nie znanej przecietnemu turyscie..

A Tobie Agatko zycze wytrwalosci w tym co robisz i jak najmniej problemow z pracodawca i turystami :)

çok mutlu agatka pisze...

pisz, pisz - trzeba uswiadamiac nieuswiadomionych! a Ty robisz to z klasa i humorem, wiec nawet (byli) wspolpracownicy czy tez (byli) pracodawcy nie powinni miec Ci tego za zle (jesli jakis tu przypadkiem zaglada i sie wczytuje...;)

zastanawia mnie, czy o niebo lepsze warunki maja pracujacy w Turcji rezydenci z takich chocby Niemiec (pewnie troche tak to wlasnie jest...). kolezanka z Lotwy (nie wiem, czy Ci wspominalam) pracuje teraz w Antalyi, gdzie zajmuje sie turystami rosyjskimi. nie narzeka, ma czas na zwiedzanie, zakupy, imprezy... na pewno nie ma sydromu wypalenia. pewnie praca nie tak odpowiedzialna (to jej pierszy sezon) i moze w zwiazku z tym pieniadze tez ciut mniejsze (choc, jak pisalas wielokrotnie, place i tak nie wzrastaja gigantycznie mimo awansu). sama nie wiem. zapytam.

ech, niesprawiedliwy ten swiat. jesli bedziesz planowac jakies wieksze porachunki, przyjade i pomoge;) tymczasem ucz sie, przetrzymaj, a za rok sama bedziesz Pani Menedzer:)))

piotrek pisze...

niezwykle ciekawe spostrzezenia!
nie poddawaj sie,zycze wszystkiego dobrego i pozdrawiam!

skylar pisze...

dzieki wszystkim za ciekawe komentarze...

ps. Mutlu Agatko, ja juz w tym roku jestem Panią Menedżer :) i co? no i nic... :)

niepozorna pisze...

i dzieki za twoja pasję:)bo chyba to dalej ciebie tam trzyma:)
pozdrowienia Marlena