środa, 3 października 2007

KOCHANI TURYŚCI

Zaprawdę, powiadam Wam, nie naleze do osob upierdliwych, chociaz mam sklonnosc do czepiania sie. Ale co innego czepianie sie, a co innego upierdliwosc, przyznajcie sami.
Nie, zebym szukala sobie powodu do narzekania bo sezon sie konczy i nie ma o czym pisac. Ale... tej nocy turysci dopiekli mi tak, ze wracajac do lozka bylam niemal pewna, ze zamierzam rzucic ta prace po sezonie i juz nigdy do niej nie wracac.

Praca rezydenta to oczywiscie w 99% kontakty z ludzmi - ciagle tylko gadasz, gadasz, gadasz, usmiechasz sie, kiwasz glowa, przekonujesz, zgadzasz sie, przyznajesz racje, gadasz, gadasz, gadasz. Az zasycha ci w gardle. Przynajmniej ja tak do tego podchodze, bo zamierzam byc dobrym rezydentem, a nie takim, o ktorym sie potem pisze w internecie, na "Czarnej liscie rezydentow biura X". No i sie usmiecham. Jestem zyczliwa. A przynajmniej sie staram, bo wiadomo, niektore jednostki ciezko spacyfikowac. Ale dotychczasowe doswiadczenia przekonuja mnie, ze najlepszym lekarstwem na wiekszosc problemow jest USMIECH + KULTURA. Tylko tyle i az tyle. Sama sie dziwilam, dlaczego przez caly ten czas kiedy pracuje w turystyce praktycznie nikt na mnie nie nakrzyczal, nie obsypal obelgami, nie zrownal z blotem itp. Moze to faktycznie zasluga cierpliwosci i tego wlasnie zestawu obowiazkowego, czyli usmiechu + starania sie trzymania poziomu kultury osobistej jak dlugo sie da.

Ale wobec niektorych to nie skutkuje, i wtedy biedna rezydentka sie bardzo, ale to bardzo denerwuje.
Bo sa turysci, ktorzy:
- piją na umor od pierwszego do ostatniego dnia pobytu, w 10000% korzystajac z systemu all inclusive
- nie znaja zadnych jezykow obcych, a wakacje wykupili w ostatniej chwili, wiec maja stosunkowo mniej pieniedzy/kultury/obycia a stad wieksze kompleksy
- i w zwiazku z tym sklonnosc do awanturowania sie o najmniejszy drobiazg, z kazdym, kto sie da, i nie wazne, ze nie rozumieja po polsku
- rezydentka wobec tego musi przepraszac obsluge hotelowa za swoich gosci, co naprawde nie nalezy do milych zadan
- a uspokajanie takiego zadufanego w sobie i zakompleksionego Polaka-buraka tez nie nalezy do przyjemnych zadan, na dodatek jest kompletnie nieskuteczne
- tacy turysci wymagaja tez opieki rezydenta na kazdym kroku - przeciez "jak oni maja sie dogadac". Zatem rezydent powinien prowadzich ich za raczke i byc obok w kazdym momencie, bo przeciez oni mogliby sie zgubic, a wtedy "ja za to odpowiadam". Ciekawe, ze przy zamawianiu alkoholi jakos nie potrzebny jest im tlumacz (tak na marginesie, widzialam wiele razy to polskie zamawianie: "Piwo" - i butny wyraz twarzy, a biedny barman glowkuje sie, o co do cholery mu chodzi - z czasem wszyscy barmani ucza sie polskich slow, bo tak latwiej).

Czasem ci wszyscy tego-typu-turysci zapominaja po prostu, ze wyjechali za granice. I ze nawet, kiedy maja do pomocy rezydenta polskiego biura, czy polskiego pilota, to jest to nadal zagranica. Czyli miejsce, w ktorym panuja inne obyczaje, inna kultura, a co gorsze, inny jezyk. A rezydent jest czlowiekiem, zatrudnionym przez biuro, i czasami takze chcialby sie wyspac. Jak to czlowiek.

No.
To sie wygadalam.
Ale zeby nie bylo tak pesymistycznie, to troche weselszych newsow. Dzisiaj zamykaja apart-hotel, w ktorym dotychczas mieszkalam, i przenosze sie do normalnego hotelu. Obsluga i manager, z ktorymi jestem bardzo zaprzyjazniona, zadzwonili do mnie z samego rana, z pytaniem, jaki pokoj sobie zycze :) Na jakim pietrze? W jakim budynku?
- Niewazne - odpowiadam - wazne zeby byl widok na morze.
- A jacuzzi tez ma byc?
- OK. - zgadzam sie laskawie.

To mi sie podoba ;) Chociaz widoku na morze na pewno miec nie bede (bo ten hotel w ogole go nie posiada). Dzisiaj wywoze ostatnia duza grupe turystow, i teraz juz bedzie coraz blizej do wakacji, wiec bezstresowo mam nadzieje i w miare relaksowo.
Szkoda tylko, ze wiekszosc moich znajomych albo juz wyjechalo, albo wkrotce opuszcza Turcje, wiec tak troche smutno wieczorami. No ale coz - pierwsza zapalalam swiatlo, przyjezdzajac pod koniec kwietnia, i ostatnia bede je gasic, wyjezdzajac pod koniec pazdziernika.

Pogode juz mamy coraz przyjemniejsza, chociaz nadal jest bardzo cieplo (ponad 30-35), to uporczywa wilgoc juz nie doskwiera. A wieczorem nawet mozna lekko zmarznac ;) W koncu to tylko 20 stopni...

Pozdrawiam wszystkich
kochanych turystow
i cala reszte ;)

ps. a propos przeprowadzki zapomnialam dodać, że całą dzisiejszą noc (tzn te parę godzin, kiedy nie byłam w pracy) spędziłam na rozmyślaniu, jak ja wrócę do Polski z tą ilością bagażu po 6-miesięcznym pobycie. Szczególnie że muszę jakoś dostać się z Warszawy do Poznania. Oj, oj. Wspomnienie warszawskiego dworca PKP już powoduje zimny dreszcz na moich plecach... tym bardziej ze będzie NAPRAWDĘ zimno... ;)

1 komentarz:

niepozorna pisze...

Co tu komentowac w sumie...Jesteś Plką,więc wiesz jacy Polacy są.Dzięki Bogu to margines,który wyjeżdża za granicę naszego państwa,ale szkoda,że taki margines pokazuje nas z tej strony.
pozdrowienia Marlena