czwartek, 23 lutego 2012

OOOPS! I DID IT AGAIN

Znów się zapuściłam z notkami, a co gorsza, zupełnie niechcący przeleciała nam koło nosa celebracja i wielka pompa związana z obchodami pięciolecia bloga Tur-Tur pod istniejącym adresem. Oto 20 lutego Roku Pańskiego 2007 będąc już po dwóch sezonach pisania bloga gdzie indziej i po dwóch sezonach pracy w Turcji 'gdzie indziej' zmieniłam zarówno pracę, jak i koncepcję na swoje tureckie pojmowanie świata, a także - a może przede wszystkim - bloga. Tur-tur stał się moją nazwą i moim mottem przy okazji, no i tak się to wszystko toczy. Oczywiście pisząc pierwszą notkę [kliknij aby przeczytać] nie przypuszczałam że zapuszczę w Turcji korzenie a raczej zupełnie przypadkiem "zasiedzę się" trochę za długo na jednym wypadzie na herbatkę. Jak pisałam wtedy, tak jest i dziś - nadal imają się mnie różne dziwne historie i przygody, ale teraz po czasie będąc już nie tylko anonimowym rezydentem biura iks tylko osobą z imieniem i nazwiskiem, nie zawsze sobie mogę pozwolić na opisywanie ich na blogu :)

Do czego zmierzam; świętowanie musimy przełożyć na później. Na, powiedzmy, za tydzień. W tej chwili bowiem mam tyle pracy, że po prostu nie mogę się skupić na niczym innym (o czym znakomicie świadczy ta notka, dodała przytomnie). Mimo, że sezon turystyczny jeszcze się nie zaczął, zaczęły się przygotowania do niego, a ja, jako może nie świeżo upieczony - ale jednak stosunkowo świeży - organizator usług turystycznych w Turcji - oswajam się z tym, że przed sezonem jest co robić.
I oświadczam to z ogromną przyjemnością.

Niniejszym jestem więc "w trasie" z przyszłymi klientami. Ze zmęczenia związanego z przygotowaniami a teraz podróżą podpieram się nosem, ale mam nadzieję, że warto.
Warto też poczekać na następną notkę. Będzie sowita porcja fajnych zdjęć z miejsc, w których wcześniej nie byłam (a także z tych, w których byłam), więc polecam się łaskawej pamięci Szanownych Czytelników.

Tymczasem pora na sen. Zmorzyło mnie bardzo z wielu przyczyn, ale jedna jest prozaiczna. Po raz pierwszy od bardzo dawna miałam możliwość delektować się krótką ale w pełni satysfakcjonującą kąpielą w WANNIE (w hotelu w którym teraz jestem). W mieszkaniach tureckich w których mieszkałam (a trochę ich było) ani razu nie miałam tego jakże dla nas banalnego urządzenia! Kabiny prysznicowe, kabiny prysznicowe, kabiny prysznicowe... Kawałek piany, ciepła woda, i człowiekowi niczego więcej nie brakuje do szczęścia!!!

Dobranoc :)

PS. Próbując zmienić wygląd bloga trochę namieszałam w ustawieniach i komentarzy nie mogli dodawać wszyscy - teraz już mogą! Przepraszam i zapraszam :)

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Może jakieś bardziej radykalne zmiany na blogu w wyglądzie? :)

Anna pisze...

....a ja myślałam,że po potężnej dawce krytyki świadomie zakazała Pani dodawanie komentarzy anonimowo :)

Anonimowy pisze...

Uff odetchnęłam, że znów można dodawać komentarze jako anonimowy, bowiem w innych opcjach mimo usilnych prób nie mogłam tego skutecznie zrobić.Z niecierpliwością czekam na kolejną notkę (mam nadzieję że będzie coś o pysznym tureckim jedzonku) Pozdrawiam serdecznie z zachmurzonej Wielkopolski - Justyna

Anonimowy pisze...

a ja zgadzam się na wszystko i chcę muzę fajną, turecką!!!!
Klekota

Tomek pisze...

Fajny blog. Turcja jest pięknym krajem, nigdy tam nie byłem ale mam zamiar pojechać.

Pozdrawiam