czwartek, 26 maja 2011

o tym jak wszystko czasami jest pod gorke

Właśnie dlatego nie pisałam na blogu. Kompletnie nie miałam do tego głowy. Ostatnie kilka tygodni to nieustanne szaleństwo; ciągle coś się dzieje. Apogeum tego stanu osiągnięte zostało w minionych dniach, kiedy norma pecha na osobę została już zarówno w moim jak i Króla Pomarańczy przypadku wykorzystana zarówno za rok 2011, jak i chyba z zapasem - za 2012.
A propos, czasami zastanawiam się, jak pięknie się dobraliśmy - dwa kompletnie różne charaktery ale o takim samym stopniu przyciągania pecha. I to takiego pecha, który nie wydaje się niczym strasznym, dopóki nie pojawi się w ilościach hurtowych - w różnych sprawach, w różnym stopniu, i do tego osobno związany ze mną a osobno z Królem. Razem powstaje z tego mieszanka wybuchowa i wielkie zamieszanie.
Oczywiście w ostatecznym rozrachunku okazuje się zazwyczaj, że nasz pech to bardziej takie "szczęście w nieszczęściu", że mogło być gorzej, że wszystko dobrze się skończyło. Ale co się nastresujemy, to nasze.

Biorąc powyższe pod uwagę nasz pomysł aby razem prowadzić firmę okazał się doprawdy karkołomny - wciąż coś nam się przytrafia :)

Dzisiaj więc nie będzie zbyt konkretnej notki. Muszę odpocząć. Od czego? Bynajmniej nie tylko od pracy. W ciągu ostatniego tygodnia mało spałam, jadłam w sposób nieregularny, wykorzystałam wszystkie minuty we wszystkich trzech telefonach (dwóch tureckich i polskim), wciąż dostarczałam gdzieś jakieś dokumenty, i wciąż jakiegoś brakowało. Konkurencja próbowała opanować stronę naszego biura, zgłaszając ją jako "oszusta" i "wyłudzacza", a wcześniej szkalując na forum internetowym. Parę razy przekręciłam przez nieuwagę i stres dane turystów których wysyłałam na wycieczki, więc albo czekali za wcześnie, albo za późno, a ja nie rozumiałam, jak to się stało.
Raz prawie spóźniłam się w środku nocy na samolot, bo - żeby było tego mało - ostatnio odwiedziłam w celach pilnych Ojczyznę naszą kochaną. Tego samego wieczora świętowaliśmy z Królem zdobycie przez Fenerbahce mistrzostwa Turcji w rozgrywkach, więc w głowie jeszcze wirowało z emocji i od triumfalnych parad samochodowych z flagą klubu po całym mieście. Kto by wtedy myślał o sprawdzeniu z jakiego terminalu odlatuje samolot, pewnie "z tego co zawsze"...
Leciałam do Berlina. Z Berlina przedostałam się do Poznania pociągiem, choć to również nie było proste - akurat tego dnia uszkodzone zostały tory (?) i trzeba było przejechać z głównego dworca na inny kilkoma kolejkami podmiejskimi. Na szczęście takich pasażerów było więcej: para Włochów, Ormianka, kilkoro Amerykanów, Brytyjczycy, Niemcy, jeden Turek - i grupka Polaków. Wszyscy zaliczaliśmy "tour" po Berlinie i ostatecznie wylądowaliśmy w upragnionym pociągu do Warszawy przez Poznań. Wysiadając z pociągu w Poznaniu ledwo 20 minut po planowanym przyjeździe, podekscytowana faktem, że znów jestem W DOMU, że jest tak ciepło, zielono i cudownie, zgubiłam moją ukochaną apaszkę :)
Zrobiwszy przyjazdem szaloną niespodziankę mojej Mamie, następnego dnia wstałam o 5 rano i odwiedziłam z kolei Warszawę. Zdobyłam w ten sposób już siódmą w mojej kolekcji wizę pracowniczą z Ambasady Tureckiej. Aby nie było tak łatwo, po drodze znów coś zgubiłam - tym razem zdjęcie legitymacyjne, które jest niezbędne do wyrobienia wizy. Biegałam więc po okolicach Dworca i Metra szukając czynnego zakładu foto i dałam się uwiecznić wymięta i niewyspana (pani wspaniałomyślnie przeprowadziła retusz).
Tego samego wieczora będąc z powrotem w Poznaniu dowiedziałam się, że jakaś wulkaniczna chmura znów krąży nad Europą, ale woląc się na zapas nie martwić poszłam się pobawić z przyjaciółmi. O drugiej w nocy po powrocie do domu rezerwowałam przez internet bilet lotniczy, bo okazało się jednak, że samoloty latają. Następnego dnia wciąż zaspana i potargana robiłam pospieszne zakupy (chleb razowy i orkiszowy, biały ser, normalne spodnie, o co nie było łatwo, wszystkie sprzedają teraz w fasonie do jazdy konnej, co kiedy ma się biodra 30-letniej kobiety, nie wygląda dobrze; ale przecież ubrania szyje się dla chudych 15-latek).
Pociąg do Berlina tym razem bez przesiadek - i wylot do Antalyi punktualnie co do minuty.

Znów jestem w Alanyi, siedzę sobie w biurze i mam wrażenie że ostatnie 3 dni to był jakiś sen... Ta piękna choć niedoskonała Polska z tymi kochanymi specyficznymi ludźmi i pięknymi krajobrazami... Sen... tym bardziej, że kiedy śpię śnią mi się problemy z którymi się teraz użeram w wersji "negatywnej", co wydatnie pomaga mi wcześnie wstawać.

Podejrzewam, że do soboty dojdę jako tako do siebie. Muszę zrobić coś z włosami, wyprać ciuchy, ogarnąć dom i może coś upiec (widok pustej lodówki nie daje mi spokoju). Przydałoby się też parę godzin snu. Nie mówiąc już o próbie ogarnięcia biura, w którym codziennie toczę walkę o przetrwanie z dwoma mężczyznami - zostawiającymi wszystko gdzie popadnie a potem w panice próbującymi to odnaleźć.
Kiedy więc dojdę już do siebie... wtedy strzeżcie się łamane na "stay tuned". Napiszę taką notkę, że ho ho.

Jak to mówią, insallah.

12 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Cóż doradzić... chyba tylko banalne: głowa do góry, Polka potrafi! 3mam kciuki:)
A propos... a nie można w biurze zatrudnić 1-ej zorganizowanej pani, zamiast 2-óch roztargnionych panów;)? [enka]

skylar pisze...

hehe, roztargnieni panowie to niemal rodzina :) wiec wyboru nie ma... ale kiedys moze zatrudnimy ogarnieta pania, najlepiej z Polski, chociaz nie jest to temat prosty (pozwolenie na prace) :))

dzieki i pozdrowka

Anonimowy pisze...

hmmm, hmmm...
Gdzie są listy, które miałem wysłać?
aa, mogą poczekać. Jutro piątek, więc doleko nie "polecą", a po weekendzie na pewno ktoś je znajdzie :P

Prawie jak u nas Sky, tylko klimat lepszy :D

Prezentuj nos godnie i powodzenia :>

Marlena pisze...

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło:)zawsze są jakieś plusy-te dodatnie i te ujemne;)powodzenia
pozdrowienia Marlena
ps.już prawie całe archiwum przeczytałam i jestem wciągnieta na maxa...

Anonimowy pisze...

To ja jestem chętna:):):)
Bardzo zorganizowana Polka:)
Miłego dnia
Ania

BuuuGi pisze...

Dobrze, że jesteś tak zaradną kobieciną na obczyźnie.
Bardzo przyjemnie się czyta 'Ciebie' ;)
Pozdrawiam i trzymam kciuki za udany odpoczynek, a już na pewno zasłużony.

Anonimowy pisze...

Witam, wpadłem na ten Blog przez przypadek. Udając się na tygodniowe wakacje w okolice Side, na początku Czerwca, przeszukuję internet by doszukać się informacji. Niestety najmniej można się dowiedzieć jaką odzież nalezy zabrać np. na wieczorne spacery czy zimno jest czy ciepło.
Jeśli w najbliższym czasie wcisneła byś w Bloga info o tym bylibyśmy wdzięczni.
Ps.My jesteśmy z Poznania kibicujemy Kolejorzowi. -)))
Pozdr.Mirek

skylar pisze...

Mirek, pozdrawiam Poznań :)
Aktualnie pogoda jest bardzo dobra, ale wieczory wymagają lekkiego sweterka czy cienkiej bluzy. W czerwcu będzie jeszcze cieplej.
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Błyskawica -))) Dziękuję za odpowiedź, wylot za 8 dni, do tego czasu, aż tak się nie ociepli, dlatego Twa odpowiedź jest bardzo pomocna.Zyczę powodzenia w biznesie, w nim zawsze jest lekko pod górkę.-)))
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.
Mirek.

Anonimowy pisze...

Nooo...jeśli nie Tobie, to komu małoby się udać? :) Wszystko sie wyprostuje zobaczysz i nie mów pod nosem "taaa łatwo ci mówić" bo wcale mi niełatwo- od 3 tygodni mam remont łazienki który (wnioskując po tempie robót skończy sie około Bożego Narodzenia)
a więc trzymajmy się i nie dajmy handrze(chandrze??)

Gastria pisze...

A może potrzebujesz zorganizowaną polkę z Cypru? :P w końcu jakby nie patrzeć mamy do siebie "rzut beretem" :P Nie no powaga, jakby coś to służę pomocą, serio.

Ta notka przypominała mi nasz pobyt przed ślubem..tez tyle było załatwiania, jeżdżenia po ambasadach, po urzędach, w sumie ten przyjazd też dla mnie był jakby sen...w tempie ekspresowym było wszystko, bo szacowny narzeczony miał tylko 10 dni urlopu więc mega szybko trzeba było załatwiać wszystko w 5 dni, bo wcześniej 5 spędziliśmy na zwiedzaniu Stambułu...

Zaneta pisze...

Witam, w sierpniu powracam po 6 latach na wakacje do Turcji i już się nie mogę doczekać :) Oczywiście fakultety z Twojego biura :) Pozdrawiam. Żaneta