piątek, 5 marca 2010

SAMA PRAWDA O DZIECIACH

Środa wieczór. Wyskakuję do pobliskiego supermarketu kupić coś na kolację. W markecie pustawo, tylko ja, dwie inne panie, sprzedawcy i turecka rodzinka. Skład rodzinki przedstawia się następująco: mama, tata, dwójka dzieci, z czego jedno właśnie wydostało się z wózka. Dzieci biegają po całym sklepie, wrzeszcząc "Anne, anne!" (mamo, mamo) i wybierając z półek rozmaite przedmioty, a potem rzucając je na ziemię. Mama patrzy na nie z miłością i nie reaguje.
Próbuję się przecisnąć przez alejkę zastawioną dziecięcym wózkiem (wózek zresztą wyładowany po brzegi wielkimi pojemnikami jogurtu i oliwy z oliwek; Turcy bardzo lubią kupować wszystko "na zapas", jakby nagle miało się skończyć). Matka nie reaguje, ojciec tym bardziej nie reaguje. Potem próbuję przecisnąć się pomiędzy dziećmi (głowa mi puchnie, mam wrażenie że jest ich dziesiątka, a nie dwójka).
Decyduję ukrócić zakupy i uciec ze sklepu, po którym dzieci nadal szaleją, jakby to był conajmniej plac zabaw lub przedszkole.

Tak, zdecydowanie ten drobny epizod przypomniał mi, jak bardzo nie rozumiem tureckiego wychowywania dzieci i samych tureckich dzieci. Co z tego, że są śliczne (trzeba przyznać, że tak). Według mnie rozpuszczone do granic możliwości.

Opisuję powyższą sytuację z marketu zaprzyjaźnionym Polakom:
- Uch, co za rozwydrzone bachory - komentują - matka nie nauczyła, że między ludźmi należy się zachowywać w określony sposób.

Opisuję powyższą sytuację zaprzyjaźnionym Turkom:
- Ojej, nie przesadzaj - patrzą na mnie, jakbym postradała rozum - przecież to dzieci! To normalne, że mają mnóstwo energii.

Ot, kolejna różnica kulturowa...


W rodzinach tureckich "starego typu" zawsze było dużo dzieci. To taki rodzaj zabezpieczenia na przyszłość - wiadomo, że zajmą się rodzicami czy sobą nawzajem, jak zajdzie taka potrzeba. To oczywiste. Ale w czasie, kiedy wszystkie one są jeszcze małe, wychowanie odbywa się poprzez kompletny brak wychowania. Z jednej strony rozumiem, że biednej matce, która ma na głowie cały dom, ciężko upilnować tylu potomków. Z drugiej strony puszcza się je samopas, uważając, że skoro to dzieci, to normalne, że biegają jak oszalałe i wrzeszczą, jakby ktoś robił im krzywdę.
Jest takie tureckie powiedzenie "Dzieci są owocami domu" - piękne, zgadzam się. Ale uprawniające jednocześnie do bezgranicznego zachwytu i braku jakichś sensownych wychowawczych zasad.


Przyjeżdżający do Turcji Polacy często zadają mi pytanie o dzieci. Czują się dziwnie, kiedy ich własne (prywatne!) pociechy chwytane są w ramiona, całowane i obściskiwane przez obcych. I to nie tylko kobiety - ale także przez mężczyzn...
W Europie wszyscy jesteśmy wobec siebie podejrzliwi. Od razu przed naszymi oczami przewijają się historie o zboczeńcach, pedofilach, wykorzystywaniu dzieci. Ciężko przestawić się nagle na tutejszą obyczajowość.

A tutaj się po prostu dzieci ubóstwia. A skoro ubóstwia, to się wyraża. Jak można się nie zachwycić blondwłosym niebieskookim bobaskiem? Tu, na południu, gdzie większość ludzi od niemowlęctwa ma czarne brwi, czarne włosy, brązowe oczy?

Lokalne dzieciaki są przyzwyczajone do tego obściskiwania. Od momentu urodzenia wszyscy wciąż biorą je na ręce, wycałowują (zarośniętymi gębami) po twarzy, nie zwracając uwagi na to, czy ręce są umyte (oh, nasze biedne polskie uczulone na wszystko maleństwa!). Potem dorastając wystarczy wyjść z mamą na ulicę, a co któraś osoba zatrzymuje się, gruchocze słodko, mierzwi rosnące włosy. Nikt się nie boi, nikt nie ucieka - nie ma po co.

Idźmy dalej; dziecko dorasta. Chłopak lubi auta? Sadza się go sobie na kolanach za kierownicą i jedzie samochodem, niech mały zobaczy jak się prowadzi (Europejczyk trzęsie się: a gdzie fotelik? Gdzie pasy?!). Dziecko sadowi się na motorze, niech się uczy! Bardziej nowocześni mama i tata idą do kawiarni czy pubu? Dziecko idzie z nimi, a kiedy się znudzi (bieganiem pomiędzy stolikami) zasypia spokojnie na krzesełku, w hałasie i tłumie. Rodzice pracują? Wynajmuje się opiekunkę, nie ma się co trząść.

Młode ma braci? No to jest komu przynosić, wynosić, zamiatać (wiadomo, że w rodzinie najmłodszy jest od usługiwania starszym, i nikt nie uważa tego za niesprawiedliwe; starszy kiedyś pomoże młodszemu, taka jest naturalna kolej rzeczy). Mieszka na wsi? Wysyła się go w pole ze wszystkimi, przecież nie będzie siedział w domu!

Puszcza się maluchy przed dom - dopóki nie alarmuje nas z okolicy jakiś podejrzany wrzask, niech się bawią (granie w piłkę na ulicy, jeżdżenie rowerem, co tam - dadzą sobie radę). Matki najwyraźniej nauczyły się ignorować rozpaczliwe "Anne! Anne" (wiem co mówię, kiedyś cały sezon słyszałam te krzyki spod domu obok).

Pewnie dlatego z takich wychowywanych bezstresowo, wyściskanych, wycałowanych, zaczepianych, hałaśliwych, pobrudzonych i zakurzonych dzieci wyrastają potem nadmiernie pewni siebie i odporni na wszstko Turcy i Turczynki. Uważający nierzadko, że są po prostu idealni, a jeśli coś im nie wychodzi, to z pewnością wina innych.

Co prawda pomiędzy jednym etapem a drugim mamy jeszcze okres dojrzewania. Który, żeby nie przesadzić, zaczyna się w wieku nastoletnim a kończy gdzieś po trzydziestce. Dlaczego tak długo?

No cóż, wracamy do kwestii szacunku dla starszych. Rodziców się słucha. Robi się tak, jak rodzice każą. Bo starszy ma rację. Wyzwolić z tego stanu może dopiero małżeństwo. A i to nie zawsze...

Szczęściarze, którzy w wieku dojrzewania mieli możliwość wyrwania się na studia (często tylko najstarsi; na ich kształcenie starczyło rodzinie pieniędzy). Jak się tylko ucieknie z rodzinnej wioski/miasteczka na studia, to hulaj dusza!
Ale tutaj wchodzimy już w zupełnie inny temat zatytułowany: Turecka hipokryzja... o którym innym razem :)

Zupełnie inaczej mają tacy, którzy wychowywali się w rodzinach "nowego typu" (powiedzmy, zeuropeizowanych). Rodziny tego typu widać w parkach podczas słonecznych dni: Tata z wózkiem, tata bujający dziecko na huśtawce (mama zajęta ploteczkami albo poszła na manicure), mama i tata z dzieckiem na spacerku, spokój, troska, równa opieka obojga rodziców. Aż się ma ochotę robić seriami zdjęcia i pokazywać w Polsce, jako kolejny temat, w którym Turcy nas przegonili.

16 komentarzy:

Aszraf pisze...

Witam!dopiero pare dni temu odnalazłam Twojego bloga o Turcji!nareszcie!Po wstepnym ogarnieciu archiwum-super!!!bede zagladac :)
co do wychowania dzieci "bezstresowo" to mam o tym podobne zdanie a tym bardziej musi to byc irytujace jak sa to rodziny wielodzietne!tylko uciekac :D
Ja wyznaje zasade zlotego srodka, chociaz dzieci nie mam to mam za to spore doswiadczenie jako opiekunka i moje teorie sama testowałam na maluchach :)
z drugiej strony mam tez inny skrajny obraz polskich rodzin, gdzie jak dziecko robi cos nieodpowiedniego to dostaje publicznie w duuup...!wtedy to krew mnie zalewa i najchetniej podeszlabym do takiego "rodzica"i sama dala mu w jego dorosla d!wiadomo,ze dziecko nie robi sie "niegrzeczne" tylko jak gdzies wyjdzie, raczej wtedy te same problemy co byly w domu ujawniaja sie przy wiekszej widowni!nie wiem ile czasu jeszcze trzeba,zeby polscy rodzicie pod wplywem poradnikow i super nian sie opamietali...(oczywiscie mowie o skrajnym przypadku):)
ale moze dosyc tych pedagogicznych wywodow,bo nie jest to moje kierunkowe zainteresowanie :) ciekawie piszesz i gratuluje bloga!!czy latajacy dywan jest nadal "czynny"?
nie przegladnelam jeszcze dokladnie archiwum dlatego zapytam czy interesujesz sie zyciem politycznym Turcji?nie ukrywam,ze ogromnie mnie to interesuje :) serdecznie pozdrawiam

skylar pisze...

Hej Aszraf!

Dzięki za wpis!
Oczywiście Dywan nadal lata, napisz na maila jeśli Cię to interesuje :)

Co do życia politycznego - bardzo się interesuję, chociaż poglądów nie mam określonych. W Turcji z tym zresztą bardzo ciężko. Na blogu nie piszę o tym praktycznie w ogóle, żeby nie psuć przyjemnej atmosfery :) Wiadomo jak to jest z polityką :)
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Skylar napisz coś o tureckiej hipokryzji, please... i te rozwydrzone, delikatnie mówiąc DZIECI. Wypisz, wymaluj familia mojego znajomego. Zawsze chętnie czytam Twojego bloga, poprawia mi humor :-) Czekam na notkę o hipokryzji - skąd ja to znam... ;-)

Anonimowy pisze...

Witam,
warto dodać, że Dzień Dziecka po raz pierwszy został obchodzony w Turcji... Słyszałam o teorii, że wigilia i Boże Narodzenie też pochodzi stamtąd ( i to akurat nie jest tylko bajka:) więc jeszcze wiele ciekawostek czeka do odkrycia... A co do hipokryzji -słyszałam od znajomego Turka o stacji radiowej w Ankarze ( może i w całej Turcji?) mówiącej wyłącznie o wierze chrześcijańskiej,zapraszającej do odkrycia uroków katolicyzmu, o szczęściu jakie daje ta religia, cytaty z Biblii, wywiady ... Jednak nawrócenie karane jest raczej smutno...No cóż, czyż nie te przeciwności właśnie nas fascynują? Ukłony dla pełnej dowcipu,cierpliwości autorki, właścicielki bystrego oka i ciętej riposty
J.K. Nauka tureckiego to jak układanie kostki Rubika!

agata pisze...

doskonale zdjecie :)
pozdrawiam!

4emkaa pisze...

zdjęcie rewela ... fakt potwierdzam ... takie właśnie obrazki obeserwowałam w zeszłym roku na moich tureckich wakacjach :))))

Anonimowy pisze...

A ja mam takie pytanie, powiązane z tematem, czy w Turcji to w ogóle istnieje instytucja przedszkola?;) Czy raczej nikt nie podejmie się zajmowania tymi małymi bahorkami? ;)
Pozdrawiam

skylar pisze...

Hej, oczywiscie ze istnieja przedszkola, a takze zlobki. Wszystko normalnie :) Przeciez nie kazda turecka kobieta siedzi caly czas w domu, bardzo duzo pracuje.

Renata pisze...

ekstra zdjęcie :)

Anonimowy pisze...

Hej, przepraszam że tak nie na temat ale pilnie potrzebuję tytułów jakichś tureckich piosenek bez tekstu. Przygotowuję małą prezentację na temat Turcji i chcę żeby w tle leciało coś w tych rytmach ;)
Proszę o pomoc i z góry dziękuję

Anonimowy pisze...

Nie rozumiem zaskoczenia sposobem traktowania Turków ich czarnookich archaniołków, bo jest to zupełnie typowe dla kultury mułzumańskiej, czy w Turcji wogóle są domy dziecka?
Bo np w Tunezji jest tylko jeden, nikomu do głowy tam nie przychodzi porzucic dziecko a jeśli straciło oboje rodziców zaopiekuje się nim z największą radościa nawet najdalsza rodzina..szkoda ze w Polandzie nikt nie bierze z nich przykładu..

Shehrazat

Anonimowy pisze...

przepraszam, że się wtrącę, ale odnośnie powyższego komentarza: z czego brać przykład? z płodzenia dzieci taśmowo i nie przykładania większej wagi do ich wychowania?! już nie chcę się bawić w wypisywanie skutków takowego rozpuszczania dzieci, zresztą skylar dobrze to opisała, jaki wyrasta przeciętny Turek. oczywiście w ich kraju i kulturze jest to normą, aczkolwiek gorzej przychodzi im przystosowanie się do kultury europejskiej (a raczej to my do nich...)

ann

Anonimowy pisze...

dot. tureckiej muzyki do prezentacji, jeśli mogę coś poradzić to fajnie byłoby jakiś podkład dać z belly dance... :)) możesz coś poszukać np na stronie www.darkwarez.pl pozdrawiam
O.

monika pisze...

Przepraszam ,że nie na temat tutaj piszę,ale od kilku dni próbuje wysłać
mailem zamówienie do Latający Dywan.Mam z tym problem i nie wiem dlaczego,może jakaś mała pomoc.Z góry dziękuję,

odszczepiona pisze...

haha 100% zgadza sie, no moze tylko tych tureckich tatusiow z wozkami nie widzialam nigdy i prawde mowiac nie jestem sobie w stanie tego wyobrazic..

Ania pisze...

Odbiegając trochę od tematu..DIKKAT-prawdziwa gratka dla fanow Skylar i jej życia prywatnego!Wczoraj ujrzałam na msn Naszej Drogiej Autorki Bloga tak długo i usilnie poszukiwane zdjęcie Króla Pomarańczy!Muszę przyznać,że to iście przystojny Turek!