piątek, 19 marca 2010

Jak odlecieć LATAJĄCYM DYWANEM czyli co tureckiego warto mieć cz.1

Notka praktyczna: dla chcących skorzystać z mojego Latającego Dywanu, dla wybierających się do Turcji na wakacje, dla ciekawskich, dla tureckich maniaków, dla sentymentalnych.
Uwaga, przepraszam z góry, że lista będzie zdecydowanie subiektywna. No ale cóż - w końcu to blog a nie przewodnik po Turcji :)


Część 1 - ARTYKUŁY SPOŻYWCZE.

1. Tureckie słodycze
Bardzo, bardzo słodkie. Jeden kawałeczek starczy, by zaspokoić potrzebę słodyczy, co ma tą zaletę, że nie można się łakociami tureckimi przejeść. To znaczy oczywiście można - ale powoduje to kompletne zatkanie/zasłodzenie.
Rodzajów jest mnóstwo. Począwszy od chałwy - o rozmaitych smakach, poprzez pişmaniye (wyglądające jak kłębki cukrowej waty), aż po lokum (z orzechami, pistacjami) - nic tylko wybierać. Nie warto kupować słodyczy w byle jakim kartoniku opatrzonym napisem "Turkish delight" sprzedawanym na straganie za 1 euro. To najgorszy sort. Najlepiej udać się albo do marketu, albo do specjalnego sklepu ze słodyczami i przyprawami. Przynajmniej będzie pewność, że słodycze były przechowywane w przyzwoitych warunkach. A jeszcze lepiej - kupować na wagę, uprzednio posmakowawszy.
ps. Warto spróbować płynnej chałwowej masy - nazywa się tahin i można ją dodać np. do wypieków, ciasta, albo i do śniadania.

2. Kawa turecka + akcesoria
Kawa turecka dla amatorów: mocna, w małych filiżankach najlepiej we wzorki, parzona w specjalnym tygielku już z dodatkiem cukru (şekerli lub orta, czyli słodka lub średniosłodka), albo i bez (sade). Najsłynniejsza marka kawy to Mehmet Efendi, ale można kupić jakąkolwiek inną - na przykład na wagę.
Akcesoria, czyli filiżaneczki wraz z podstawkami to piękna pamiątka z Turcji. No i tygielek - prosty, miedziany/metalowy/aluminiowy. Mogą być ze zdobionymi uchwytami czy wzorkami na bokach. A są też i bardzo nowoczesne "elektryczne" tygielki, no ale to już całkiem inna bajka.
Po wypiciu kawy przewracamy filiżankę przykrytą spodkiem do góry nogami, czekamy aż wilgoć spłynie na spodek - i wróżymy z fusów :)

3. Herbata turecka + akcesoria
Jeśli ktoś uwielbia parzoną herbatę, i na jej przygotowywanie nie szkoda mu czasu (moim zdaniem warto trochę go poświęcić), powinien sobie sprawić komplet herbaciany z Turcji. Komplet herbaciany to:
- czajnik (alumioniowy, dwupoziomowy: na dole gotuje się woda, na górze esencja, choć są nowocześniejsze, elektryczne)
- szklaneczki w kształcie tulipana (przezroczyste, choć bywają i we wzorki, np. z okiem proroka) do tego małe łyżeczki i pasujące podstawki (aluminiowe mają w sobie "klimat" ;))
- herbata (można kupić w wielkich paczkach, nawet kilkukilogramowych - w końcu to herbaciany k-raj)
- cukier w kostkach (osobiście uważam go za niezbędny. Kiedy jest sypany, nie potrafię ocenić, ile cukru nasypać...:))

4. Herbaty owocowe tzw. turystyczne
Używane jako wabik na turystów, bo są smaczne, słodkawe, łatwe w przygotowaniu i niedrogie. I działają (czytaj: turysta czuje się zobowiązany do kupna po takim poczęstunku). Na ciepło, i na zimno tak samo pyszne.
Najprościej: rozpuszczalny proszek sprzedawany nawet na bazarach, dostępny w najdziwniejszych smakach. Moje ulubione to jabłko (elma) i granat (nar), ale kojarzę nawet kiwi. Warto poszukać dobrych herbat (poprosić sprzedawcę o przygotowanie herbatki, jeśli jest taka możliwość). Chodzi o to by sprawdzić, czy na dnie szklanki zbiera się cukier. Jest on zbędny, herbatki są same w sobie wystarczająco słodkie, dlatego proponuję poszukać porządniejszych. Ideałem są prawdziwe owocowe herbaty z suszonych kawałków owoców (np. granatu).

5. Oliwa z oliwek, syrop z granatu
Cuda i prawdziwe witaminowe bomby. Szczególnie bez oliwy nie wyobrażam już sobie życia. Nie trzeba o nich dużo pisać - wystarczy że są, do wyboru, do koloru, w rozmaitych rodzajach i ilościach. Wciąż nieporównywalnie tańsze niż w Polsce.

6. Oliwki
Jak wyżej. Czarne (dojrzalsze), zielone (mniej dojrzałe), bez pestek i bez. Nie bójcie się, będąc w Turcji, kupować na wagę w markecie - uprzednio smakując jedną czy dwie. Lepiej kupić pół kilo w woreczku, niż brać pakowane "z półki". Smak nieporównywalnie lepszy.

7. Przyprawy
Też najlepiej kupować na wagę. Na bazarach, lub w wyspecjalizowanych sklepikach. Poza rozmaitymi "mixami" (np. do mięs) polecam szczególnie tatlı kırmızı biber (słodką paprykę grubo zmieloną), kimiyon (kminek), karabiber (klasyczny czarny pieprz), kekik (tymianek), defne (liście laurowe), kurkuma (barwiąca na żółto np. ryż) albo şafran (najlepiej kupować "w pręcikach", droga przyprawa!)
A tak naprawdę, jak już się trafiło na stoisko z przyprawami, to wybierać, przebierać i wąchać - a potem obficie z zakupionych przypraw korzystać :)

8. Ayran i jogurt
Ayran - osławiony turecki jogurt. Rozwodniony, słony. Warto kupić i wypić w Turcji, bo w Polsce może już nie będzie tak smakował? No, chyba że akurat będą upały - bo na upały jest to doskonała rzecz. Sprzedawany w małych i dużych opakowaniach. Dobry na problemy z żołądkiem (flora bakteryjna) i na bezsenność...
Jogurty też warte są spróbowania - mam na myśli oczywiście te białe, naturalne, które przecież wynaleźli Turcy. Co więcej, w sklepach możemy dostać zarówno klasyczne jogurty białe, jak i jogurty "kaymaklı", czyli z kaymakowym "kożuszkiem". Warto zwrócić uwagę na wielkość opakowań jogurtu - Turcy jedzą je w ogromnych ilościach. Warto brać z nich przykład :)

9. Rodzynki, czyli sultaniye
Turcja jest rodzynkowym potentatem (1/3 światowej produkcji), dlatego warto zaopatrzyć się w ich duże opakowanie...

10. Kuruyemiş
Przygryzajki. Podobnie jak rodzynki są tanie i produkowane w wielkich ilościach w Turcji. Mogą to być m.in. pestki słonecznika, pestki z dyni, pistacje, nerkowce, migdały, orzechy włoskie, fistaszki - i rozmaite inne smakołyki.

12. Ada çayi, ıhlamur çayi
Ada - herbatka z górskiego rumianku (dosłownie herbata wysp). Z cytrynką i cukrem na: problemy żołądkowe, przeziębienie, katar, ogólną niemoc.
Ihlamur - herbatka z lipy. Z cynamonem na chore gardło, gorączkę, zimowe rozbicie.

Obie herbatki występują pod postacią suszonych gałązek, wyglądają jak bukieciki - sprzedawane są przez wiejskie kobieciny na bazarach.

13. Cam bal
Miód piniowy. Obowiązkowy choćby dlatego, że u nas nie ma. Przepyszny, delikatny w smaku, o pięknym jasnobrązowym kolorze. Jak to miód - dobry na wszystko.

14. Alkohole: Piwo Efes & Rakı
Piwo Efes nie jest być może wyjątkowe - ot, najpopularniejsza marka tureckiego piwa, jasne, bardzo lekkie (niektórzy powiedzieliby wręcz, że za lekkie) - idealne po to, by się schłodzić od środka w upalny wieczór :) Wymieniam je tutaj przede wszystkim dlatego, że wielu odwiedzającym Turcję turystom już niezmiennie pozostaje niewytłumaczalny sentyment do tegoż trunku. I zawsze pokazując im zdjęcie butelki piwa Efes - słyszy się dziwny dźwięk: coś pomiędzy jękiem a szmerem dziwnej tęsknoty... :)

Rakı to oczywiście wódka anyżówka, kolejny wyrób turecki z winogron (poza rodzynkami i pekmezem - niesamowicie słodką czarną jak smoła pastą do chleba).
Nierozcieńczona wódeczka jest przezroczysta, po dodaniu wody uzyskuje mlecznobiały kolor, który wraz z zapachem ujmuje serce i umysł każdego Turka. Jest to zdecydowanie najlepszy alkoholowy prezent, jaki można przywieźć z Turcji (poza kilkoma markami dobrych win np. Kavaklidere ).
Dla jasności: raki nie pije się "na czysto". Turecka kultura picia obejmuje obowiązkowy posiłek lub chociaż przystawki (meze), odpowiednią proporcję wody do alkoholu, odpowiedni rodzaj i temperaturę szklanek, a co najważniejsze - właściwe towarzystwo i "muhabbet" (czyli tzw. gadkę, rozmowę). Jeśli do tego dodamy jeszcze klimat starej lokanty, muzykę na żywo i piękne kobiety - to jesteśmy w tureckim niebie.

16 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Oj, zrobilo sie b. smacznie...ma

worQshop pisze...

a ja się przeniosłam myślami o te czterdzieści kilka dni do przodu kiedy wylątujemy z moim chlopakiem w Stambule :) 2 tygodnie wakacji w świato-poznawczym i smakowym raju :)

Ollivka pisze...

Hmm.. Notka oczywiście świetna, interesująca i hm. smaczna xD
I tak się zastanawiam ile kosztuje ten czajnik do parzenia herbaty?

Anonimowy pisze...

Skylar a jak po turecku nazywa się syrop z granatu??? Jestem kilka razy w roku w Turcji, ale przez nieznajomość języka nie miałam okazji spróbować większości frykasów, o których piszesz :-) Pozdrawiam Anka

Ania pisze...

Raki-balik to jest raj dla podniebienia,nigdzie nie smakuje tak,jak w Turcji:)

derya pisze...

Mówiąc o syropie z granatu masz na myśli ten sos, który głównie dodaje się do sałatek?
Przywiozłam go ostatnio do Polski. Jest super. Widziałam jeszcze duuuużo innych rodzajów takich sosów z innych rzeczy.

skylar pisze...

Czajnik kosztuje nawet ze 30 lira, taki najtańszy :)

Co do syropu z granatu nazywa się on nar ekşisi.

Smacznego :)

Ollivka pisze...

O dziękuję ^^
Hm.hm. Przedstawię mamię pomysł zakupu takowego, bo skoro już tak się zachwyca turecką herbatą przysyłaną przez babcię, to wypadałoby mieć odpowiednie dodatki xd

Anonimowy pisze...

Nigdzie tak mi nie smakuje baklawa jak w Turcji a i jeszcze świeżo wyciskany sok z pomarańczy to mój żywioł ehhh
p.s. od czterech dni nic innego nie robię tylko czytam ten blog...jak tak dalej pójdzie to zapomnę że jestem właśnie w pracy! Zaheeera

mor cadı pisze...

wychodzi na to, że nie lubię tylko rodzynek:))

rakı, roka & balık, i nic więcej do szczęścia nie potrzeba

Anonimowy pisze...

mniam mniam....Dorzucilabym jeszcze miod z orzechami czyli balli cerez - to moj ulubiony rarytas na zimowe wieczory.

Ja mam taka zachciewajke na ten latajacy dywan tylko glupio mi prosic, ale jak nie zjawie sie w tym roku w Turcji to chyba sie zlamie ;)

Pozdrawiam i czekam na kolejna czesc.

Pariss

Anonimowy pisze...

Zdecydowanie popieram zakup całego sprzętu no parzenia i picia herbaty, nar ekşisi, miód piniowy oraz przyprawy...

mama.amelka pisze...

rzeczywiście zrobiło się smacznie, gdzieś mam zwykłą czekoladę ;)

zapraszam do serwisu https://www.kurjerzy.pl/

Przemek pisze...

super poradnik! :)

mam pytanie, w Polsce w tureckich knajpach herbata podawana jest z dodatkiem cukru i kardamonu. Natomiast w Stambule nigdzie się nie spotkałem z dodawaniem kardamonu albo innych przypraw do herbaty. Zastanawiam się skąd ta różnica :)

i zapraszam na swoją stronę: http://blogzpodrozy.pl/2011/04/06/stambul-informacje-praktyczne/

skylar pisze...

Hej Przemek, wydaje mi sie ze doprawianie kaw i herbat to taki arabsko-wschodni zwyczaj. Tak pamietam ze bedac na poludniowym wschodzie Turcji tez z takimi kawami mialam do czynienia. Z herbatami doprawianymi nigdy, cos przegapilam ;)
A dlaczego w Polsce w tureckich knajpach... hm personel moze ze wschodu pochodzi :)

Przemek pisze...

to wszystko wyjaśnia :)
jak będziesz w PL to sprawdź herbatę w pierwszej lepszej kebabowni ;)

pozdr
Przemek