czwartek, 4 lutego 2010

UMAWIANIE NA SPOTKANIE vs. ludzie niezwykle zajęci

A propos poprzedniej notki.
Siedzi sobie na kolacji i herbatce w naszym luksusowym apartamencie trzech mężczyzn, koleżanka i ja. Mężczyźni to znany na blogu Król Pomarańczy i dwóch moich kolegów z pracy, którzy po paru wyjściach na imprezy podczas sezonu letniego, jakoś przypadli do gustu Królowi - z wzajemnością.

Siedzimy więc w domu podczas chłodnej alanijskiej zimowej pogody, pijemy herbatę przygotowaną przez panią domu (czyli mnie; co jak co, ale turecka herbata mi znakomicie wychodzi), i uprawiamy tzw. muhabbet tudzież sohbet - czyli rozmawiamy, żartujemy i cieszymy się życiem.

Ja i koleżanka (produkcji polskiej) przysłuchujemy się męskim pogaduszkom.

Panowie stwierdzają bowiem, że tak się świetnie gada, że musimy to powtarzać regularnie. Z typowym dla Turków entuzjazmem zaczynają ustalać:
- Musimy się spotykać częściej.
- Tak, tak! Na przykład dwa razy w tygodniu.
- Co tydzień będziemy coś robić!
- W piątek?
- Nie (mówi jeden), w piątek jest mój serial.
- O ranyyy (naśmiewają się pozostali) - oglądasz to? No dobrze, to w sobotę.
- W sobotę (odzywa się drugi) - jest mój serial.
- O nieeee (śmieje się reszta). No to... czekajcie... w poniedziałek?
- W poniedziałek jest ten świetny serial! (wołają chórem dwaj z nich)

- No dobrze - ustalają w końcu - wybierzmy chociaż jeden dzień, kiedy nie ma wieczorem żadnego oglądanego przez któregoś z nas serialu.

Przypominam, rozmawiają panowie.
Na ich wytłumaczenie mam jedynie to, że jest zima.
Poza pracą, siedzeniem na Facebooku i oglądaniem telewizji nie ma więcej do roboty. Szczególnie w Alanyi.
Kiedy 3 dni w tygodniu zajmują seriale, czwarty i piąty spotkania ze znajomymi, człowiek nagle zaczyna się robić niezwykle zajęty. Cecha ceniona w zimie...

Dzień "bez serialu" ustalono na czwartek.
Przyszli więc dzisiaj. Zrobiliśmy kuru fasulye, czyli fasolkę bretońską po turecku (niewiele się różni), a tu... mecz.
I to Fenerbahce!

Jesteśmy więc ludźmi niezwykle zajętymi wieczorami.
W samym środku zimy!

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

A jak i czy w ogole obchodzi sie imieniny w Turcji, droga wczorajsza solenizantko!ma.

Urszula pisze...

Pıeknıe stworzylas defınıcje zajetego Turka. Ja bym ze swoıch obserwcjı dodala: wyjscıe na ryby, na pazar, do centrum handlowego - to kolejne zajecıa.
P.S Jakbys sıe wybıerala do Antalyı lub Kemer to mozemy sıe spotkac. Zapraszam szczegolnıe do Kuzdere k. Kemer, gdzie mieszkam.
Moj adres e-mail: chuky1@wp.pl
Jestem dobra koleznaka Beaty J., znanej jako Lalla Fatima

niepozorna pisze...

:)
pozdrowienia Marlena