poniedziałek, 1 lutego 2010

CICIŞLER i inne, czyli TURECKA TELEWIZJA

Czara się przelała. Po sobotnim nocnym programie Okana Bayülgena, którego gośćmi były m.in. siostry Ersoy, stwierdziłam że to jest właśnie to, co chciałam zobaczyć. Lista moich ulubionych bohaterów telewizji tureckiej zamknęła się w piękny cykl. Więcej już po prostu nie potrzebuje - nie mam siły zresztą ;)

Telewizja turecka jest niesamowitym, bogatym tworem. Jedynymi normalnymi kanałami do oglądania i czerpania wiedzy o Turcji i świecie są państwowe kanały TRT. Cała reszta, czyli niezliczona ilość kanałów prywatnych, to po pierwsze pogoń za sensacją (pod wszelkimi postaciami), a po drugie seriale. Aby to wyjaśnić trzeba oczywiście pamiętać o tym, że gros odbiorców telewizji tureckiej to kobiety zwane ev hanım, czyli swojskie panie domu. Procentowo jest ich na pewno dużo więcej niż w Polsce (nie wiem ile, ale jest to spora różnica). Całe dnie spędzając w domu, mają za towarzystwo przede wszystkim telewizję. I kuriozalne programy.
Oczywiście panowie też śledzą rozmaite seriale. Ale... podział władzy wygląda inaczej niż w Polsce (odwołuję się do tych pięknych czasów, kiedy miało się tylko jeden telewizor w domu). Powiedzenie: "kto ma pilota, ten ma władzę", podobno w Turcji nie ma zastosowania. Tutaj królową domu jest kobieta, i to ona decyduje co będziemy oglądać. Z czasem powoduje to, że panowie stają się fanami kobiecych programów czy seriali, a nawet w nich występują ;)

Pogoń za sensacją czyli şok! şok! şok!

Występuje nie tylko w programach plotkarskich, ale, co najbardziej mnie szokuje, wiadomościach. I to tak, wydawałoby się, poważnie wyglądających jak np. HaberTurk. Przy każdym filmie towarzyszącym jakiemuś newsowi puszcza się dramatyczną muzykę chóralną, brzmiącą jak kopia Rubika. Sekwencje zdjęć czy materiałów filmowych są wielokrotnie powtarzane. Sprawia to, że informacja o tym, że zaginęło dziecko, zamienia się w mrożący krew w żyłach odcinek dramatu. Do tego pojawiające się na ekranie pytania: "Co teraz będzie?", "Jak dalej żyć?"...
Zresztą sami prowadzący i ich komentarze wraz z obfitą gestykulacją i ruchami za biurkiem - no nie, tego się po prostu nie da oglądać. Oczywiście jest w tym pewnie dużo mojego skrajnego podejścia (w Polsce nie oglądam telewizji praktycznie wcale; może to po prostu taki ogólnoświatowy trend, za którym nie nadążam).
Sensacja występuje także w programach typu "Szukam żony", czyli rozmaitych wersjach naszej "Randki w ciemno". Wyciąga się tam rozmaite prywatne "brudy", przy okazji swatania danych osób. Co ciekawe, w takich programach często biorą udział konserwatywne Turczynki w chustach, a przekrój wiekowy jest imponujący, często widać nawet "bardzo starsze" panie i panów, którzy, doświadczeni rozwodami szukają ponownie towarzysza życia. Co oznacza od razu ślub. Dlatego też, przedstawiając uczestnika programu randkowego, od razu pokazuje się na ekranie życiowy dorobek (typu: Ayşe, 43 lata, rozwiedziona, ma 15-letniego syna i dom oraz samochód).
A propos oczekiwań, mój guru tureckiej tv, wspomniany już Okan (o nim później), pokazał i wyśmiał kiedyś wycinek programu randkowego, gdzie pewna pani dość dokładnie sprecyzowała swoje wymagania:
- 37-45 lat (ponad 45-letni nie mają już "dynamizmu")
- ma mieć dom i samochód
- bez pracy nie ma co przychodzić
- nie ma być bardzo ciemny, ani jasny, najlepiej odcień skóry czekoladowy
- oczywiście przystojny
- przyzwoicie owłosiony, z wyrazistymi brwiami i owłosioną klatką piersiową
- z charyzmą (czyli 99% tureckich facetów - w ich mniemaniu).
To tyle jeśli chodzi o pragmatyzm Turczynek. Trudno się dziwić, że Turcy uciekają w ramiona cudzoziemek, które nie dość, że nie mają tak zawyżonych wymagań (ważne, żeby kochał!), to jeszcze wspomagają faceta finansowo...

Formą gonienia za sensacją są też oczywiście programy typu nasza Ewa Drzyzga. O tym, że 15-letnia dziewczynka urodziła dziecko, albo że mężczyzna bije żonę. Tematów obyczajowych jest cała masa, wybaczcie, ale nie oglądałam za dużo - po prostu nie jestem w stanie usiedzieć spokojnie (wszyscy się tam kłócą, krzyczą na siebie, a ostatnio, jak widziałam, nawet rzucają butami).

No i ostatnia odmiana: programy plotkarskie. Paparazzi goniący za gwiazdkami i gwiazdami, dorabiający teorię do niczego, ale kuszący nas odpowiednio spreparowanym materiałem. Kiedyś nawet sama dałam się wciągnąć. Od początku programu pokazywano zdjęcie popularnego aktora leżącego pod ławką, w wygniecionym ubraniu, brudnego. I wielki napis: Jak to się mogło stać? Co tam robił? JUŻ ZA CHWILĘ. - chwila ta trwała wieczność (najpierw 10 minut reklam, potem jeszcze inne ploteczki, a potem znów reklamy). Kiedy się wreszcie (ja i wszystkie inne ev hanımları) doczekałyśmy, okazało się, że to fragment nowego serialu (co było do przewidzenia).
Oj, naiwne my... ;)

Seriale, czyli yerli diziler

Każdy szanujący się program tv ma co najmniej kilka różnych seriali. Jeden sensacyjny, jeden w stylu opery mydlanej, jeden dla nastolatków, jeden dla emerytów, i tak dalej. Większość, nawet te komediowe, nie nadaje się do oglądania.
Ja sama zupełnie przypadkiem zaczęłam oglądać dwa. Ba, ponieważ nadawane są raz w tygodniu, mój i Króla Pomarańczy zimowy cykl życiowy zaczął się kręcić wokół nich (i Okana)! Tłumaczę się tym, że obydwa pokazują Turcję z przeszłości (jeden z lat 80., drugi 50.), i że pomagają mi w nauce tureckiego. Poza tym są świetnie zagrane i zrealizowane.
Tureccy mężczyźni oglądają też mieszankę akcji i komedii, czyli słynne "Kurt Vadisi" (Dolina Wilków), który doczekał się wręcz wersji kinowych. Innym popularnym serialem jest "Ezel". Z komedii święciła triumfy zawsze "Avrupa Yakası", albo obecnie "Geniş Aile".

Głupstwa i formaty

Oczywiście poza serialami, wiadomościami, plotkami i randkami w telewizji tureckiej, jak i w Polskiej, pełno jest formatów. Mówiąc krótko: wielcy bracia, programy sprawnościowe (typu: wygraj milion dolarów za to, że przejdziesz przez tor przeszkód), idole, tańce na lodzie, dzieci śpiewające piosenki, osoby z talentem i bez talentu, reality-show o gotowaniu i tak dalej. Formaty niby takie same, ale w porównaniu do polskich nieprawdopodobnie 'przegadane'. Trwają przez to o wiele dłużej, niż przyzwoitość by zalecała.
Fajna jest też turecka telewizja śniadaniowa, z gwiazdami typu Seda Sayan, wystrojonymi jak na oskarową galę, z sylwestrowymi makijażami. Wystrojone gwiazdy spotykają się z kobietami, które np. straciły dzieci - wygląda to co najmniej niedorzecznie, no ale... oglądamy.



A propos telewizji śniadaniowej, wspomniane już w tytule "Cicişler" (dosłownie: Dzieciaczki), czyli bogate, rozpuszczone i puściutkie siostrzyszki Esra i Ceyda Ersoy, prowadzą również poranny program. Rozmawiają w nim o bzdurach, pławiąc się w pustych sloganach i wysyłanych do wiernych fanów pocałunkach, oraz, oczywiście tytułują wszystkich "Cicişler". Ciężko opisać, trzeba zobaczyć. Przy okazji wspomnę, że dziewczyny te reprezentują pewien bardzo popularny typ tureckiej damskiej osobowości: blondynki, odzianej w zwiewne kreacje ofiary mody, która mówi ze specyficznym akcentem przeciągając sylaby, na dodatek mówi nie do rzeczy (skupiając się na nic nie znaczacych przerywnikach typu: yanı, öyle, şöyle).





Inną postacią bardzo przeze mnie lubianą, bo nadaje smaczku programom, w których się pojawia, jest Bülent Ersoy. Istnienie jego/jej jako gwiazdy w Turcji to przykład złożoności tego kraju. Bülent (imię męskie) jest bowiem transseksualistą. Zaczynał karierę jako piosenkarz, aktor filmowy, a w latach 80. przeszedł operację płci - od tego czasu występuje jako kobieta pod tym samym imieniem i nazwiskiem... Był/a m.in. jurorem w programie typu Idol.





Na koniec (bo notka niespodziewanie wydłużyła się do rozmiarów dawno już nie spotykanych) o moim ulubionym programie. Wspominany już wyżej mój guru i ulubiona postać tureckich mediów: Okan Bayulgen (tadam). Od wielu lat prowadzi on niby-typowy format zaczerpnięty z amerykańskiej telewizji, czyli late night talk show na żywo z rozmaitymi goścmi, którym zadaje mniej lub bardziej trudne pytania. Zawsze towarzyszy programowi publiczność i dzwoniący widzowie. Bez wątpienia jest to najpopularniejszy i najbardziej opiniotwórczy talk-show w Turcji.
Nie byłoby w samym programie nic nadzwyczajnego, gdyby nie parę drobiazgów. Po pierwsze: osobowość prowadzącego. Uwielbiam Okana. I wiem, że nie tylko ja. Jest on cenionym reżyserem, człowiekiem teatru, niesamowicie bystrym i inteligentnym (ukończył słynne Galatasaray Lisesi w Stambule, studiował we Francji), o piekelnym poczuciu humoru. Swoich gości przypiera do muru i bada ich poziom inteligencji (zamiast wypytywać o życie prywatne), a nierzadko ironizuje tak, że niemalże spadam z kanapy.
Po drugie: misja Okana. Z każdym programem dociera do mnie, że człowiek ten ma coś do przekazania "od siebie". Szczerze zazdroszczę Turcji takiego "animatora kultury", człowieka, który podpierając się swoim doświadczeniem w tej dziedzinie wyśmiewa pustotę mediów i namawia do kulturalnej aktywności. Przy czym robi to tak, że aż się faceta chce słuchać. Jestem niewątpliwie (jak widać) hayranem, czyli fanką Okana. Jeśli powie w programie, że jakiś film należy obejrzeć - ja na pewno postaram się to zrobić. Podobnie z muzyką (promuje dobrego rocka, i nie tylko).

Na koniec (pora zabrać się za pranie i sprzątanie, jak na prawdziwą ev hanım przystało) piosenka rozpoczynająca programy Okana. Występuje w klipie twórca programu (to ten fajny pan w kapeluszu), a śpiewa jeden z takich tureckich "niebanalnych" wykonawców. Nazywa się Hayko Cepkin i jest po prostu DZIWNY.



Miłego dnia i tygodnia życzę, i obiecuję, że następna notka będzie dużo krótsza (dla odpoczynku) ;)



ps. Tych, którym nie wyświetla się lewy pasek bloga (wyświetla, ale nie po lewej stronie, tylko na samym dole, pod postami), informuję, że dogłębnie zbadawszy temat, dostrzegłam że jest to wina przeglądarki Internet Explorer. We wszelkich innych przeglądarkach strona otwiera się po bożemu. Nie potrafię temu zaradzić, poza zaleceniem, aby używać innej niż IE przeglądarki ;)

12 komentarzy:

derya pisze...

oj, nie tylko Panowie oglądają Kurtlar Vadisi Pusu :D ja ten serial uwielbiam, ale od razu napiszę, że nie z powodu Panów, którzy tam występują :)

mor cadı pisze...

"Przy każdym filmie towarzyszącym jakiemuś newsowi puszcza się dramatyczną muzykę chóralną, brzmiącą jak kopia Rubika."

heheheh :D

i właśnie w takich chwilach żałuję, że nie mam telewizora..

dobry, dobry, naprawdę dobry post:)

Turcja Polonya pisze...

Nie rzumiem Polskiego :)
-
But i know all this famous persons. I don't like Bulent Ersoy. Sometimes I don't understand my people for this creature !
-
I like Okan Bayulgen.

Anonimowy pisze...

bardzo ciekawa notka :) jedna z lepzych ;D

Kasia pisze...

Moim faworytem w kwestii "nie do zniesienia" jest turecka wersja programu Grasz czy Nie grasz. Pół godziny zastanawiania się nad walizką a potem 10 minut wszyscy leżą na blatach załamani, że coś poszło nie tak :)))))))))

Anonimowy pisze...

fantastyczna notka, dobrze, ze wplatasz tureckie slowka,mozna przy okazji troszke sie nauczyc.:)ma.

Anonimowy pisze...

Ezel Ezelem, ale jak moglas nie wspomniec "Adanali" ? ;)Niesamowicie oddajesz tureckie klimaty. Z tymi programami "senacyjnymi" to masz racje, ta dramatyczna muzyka i sceny... Pamietam kilka lat temu Reha Muhtar i jego slynne "Az sonra" w Show TV.

LilQueen pisze...

A ja mam takie pytanie czy te wszystkie tureckie divy popu ktore sa ,,zrobione'' w kazdym calu a po operacjach plastycznych?Moze sie na mnie obrazą ale tak wygladaja....
Nastepna kwestia , zauwazylam ze muzyka arabska (glownie produkcje pochodza z Libanu ,Egiptu i innych krajów Maghrebu- ale w mniejszym stopniu, chyba wzoruje swoje teledyski na tureckich...

skylar pisze...

tak, niestety one SĄ FAKTYCZNIE po operacjach plastycznych. nie tylko divy popu, ale takze prezenterki telewizyjne, nawet te z wiadomosci... wiem tez ze stambulska "sosyete" lubi sie "poprawiac" operacyjnie, a poniewaz ich stac... to potem na ulicach widac nienaturalnie zadarte noski czy powiekszone usta...

Urszula pisze...

Bardzo cıekawa notka. Zgadzam sıe ze wszystkım co napısalas. I masz racje ze wıele tureckıch programow jest nıe do ogladanıa. W Polsce komentatorzy tak nıe gystykuluja. Tez lubıe Okana - to jedyny program ktory rzeczywıscıe ogladam. Inne z konıecznoscı, gdy odwıedzam jakıs tureckıch znajomych.

odszczepiona pisze...

Znow musze zgodzic sie ze wszystkim co tu zostalo napisane. Choc jestem swiadoma tego wszystkiego, to musze przyznac sie, ze ogladam, a moze raczej podgladam :)
Wlasnie brakowalo mi tu czegos na temat estetik, czyli operacji plastycznych na twarzach i cialkach 99% prezenterek i aktorek :).
Podobnie jak w tv dzieje sie w prasie tureckiej..

Anonimowy pisze...

a jaki program muzyczny z muzyką pop turecką ? :)