czwartek, 29 kwietnia 2010

MAŁA OPOWIEŚĆ O TURECKIEJ HIPOKRYZJI

Temat długo czekał na omówienie na łamach tego bloga. Przemykał dotychczas w niektórych tekstach, tak ledwo ledwo, niezauważenie, na marginesie. No, nie owijajmy w bawełnę - po prostu obawiałam się pisania o tureckiej hipokryzji. Podejrzewam, że niezależnie od tego, co bym napisała, już za sam tytuł dostałabym od "Prawdziwych Turków" tak zwane... bęcki. Dlatego piszę ten tekst będąc w Polsce, w bezpiecznej odległości :)

Tli się we mnie nadzieja, że oprócz "Prawdziwych" są jeszcze normalni Turcy, nie bojący się przyznać do swoich wad i przywar. Taaak - są na pewno tylko nie mówią tego głośno. W duchu... tureckiej hipokryzji właśnie.

Definicja w Wikipedii zdaje się ujmować istotę rzeczy: link
Jak wszystko, hipokryzja ma wiele odmian. Od najlżejszej, do takiej, z którą pogodzić się ciężko nam, wychowanym nieco inaczej.

Mój pierwszy sezon w Turcji. Turcy z pracy płci obojga - niezwykle ciepli, przyjaźni, sympatyczni. Cieszę się, że mam tylu przyjaciół! Wszyscy niemalże noszą mnie na rękach, obrzucają mnie komplementami! Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. Jak tu nie wracać do tak wspaniałych ludzi?

Turcy bez opamiętania szafują słowami "przyjaciel", "zaufany", "najważniejszy". Niekoniecznie musimy kogoś lubić, żeby obsypywać go komplementami, tytułami "kwiateczek", "piękność", "serce". Tak jest milej, weselej, przyjemniej. Poza tym, jeśli będziemy po stokroć powtarzać znajomej, że taka jest wspaniała, że tak ją uwielbiamy, a nuż pomoże nam potem wyśledzić byłego chłopaka?
Po co zdradzać się z tym, że nie możemy na daną osobę patrzeć, po co przyznawać, że ona nas mierzi, działa nam na nerwy, drażni? Nie warto psuć atmosfery... prawda kwiatuszku?

Turcy kłamią na potęgę. Sami te drobne kłamstewka, które "nikomu nie szkodzą", tylko po prostu czynią rzeczywistośc łatwiej przyswajalną, nazywają pembe yalan (różowe kłamstwa). W rzeczywistości przejawiają się one niemal w każdym aspekcie życia. Począwszy od okresu nastoletniego kłamie się rodzicom na temat przyjaciół, chłopców i tego, co robiło się w szkole i po szkole. Potem kłamie się w dorosłym świecie, unikając stawania twarzą w twarz z wydarzeniami bolesnymi, przykrymi, niewygodnymi. Kłamie się w pracy, w biznesach, interesach. Kłamie się narzeczonym, żonom, mężom. Kłamie się znajomym, że nie ma nas w domu, nie ma nas w mieście, że rozładował nam się telefon... i tak dalej.

Istotą jest zamiana komunikatu negatywnego na pozytywny. Nieważne, że niezgodny z prawdą.

Zamiast:
- Nie mam ochoty się z Tobą spotkać.
Jest:
- Zadzwonię jutro! (a potem nie dzwonienie)

Zamiast:
- Nie mogę ci pożyczyć pieniędzy
Jest:
- W porządku (a potem nie odbieranie telefonu)

Zamiast:
- Nie mamy dla was pokoi w hotelu.
Jest:
- Poczekajcie pół godziny (granie na zwłokę)

Zamiast:
- Zupełnie się z tobą nie zgadzam.
Jest:
- Uhmmm uhmmmm. No ale opowiadaj, co słychać?

Zamiast:
- Jestem zajęty, a w ogóle właśnie oglądam pasjonujący film.
Jest:
- Jasne, wpadnij! Już nastawiam herbatę!


Turcy są do różowych kłamstewek tak przyzwyczajeni, że tworzą je i wypowiadają bezwiednie. W końcu już od dziecka, a bardziej od okresu nastoletniego muszą wciąż udawać kogoś innego tak aby nie narazić się na krytykę. Zresztą często problem zaczyna się od rodziców. Nie wypada im się sprzeciwić, nie wypada podważyć ich autorytetu (mam tu na myśli mniej lub bardziej tradycyjne rodziny, oczywiście). Paradoksalnie miłość i szacunek wyraża się właśnie w ten sposób. Dlatego młodzież przyzwyczaja się, aby rodzicom grzecznie przytakiwać - a na boku robić swoje. Najważniejsze, żeby się nie zorientowali.
Czymś co szczególnie mnie uderzyło jako charakterystyczny przejaw hipokryzji jest zjawisko "chodzenia ze sobą" czy też "mieszkania razem". Występuje nagminnie - tj. pary zachowują się jak znane nam, europejskie. Z jedną niewielką różnicą... rodzice na ogół niczego nie są świadomi. Dziewczyna oficjalnie mieszka z koleżankami, chłopak z kolegami. Kiedy mamie czy tacie zechce się odwiedzić pociechę, naprędce usuwa się z mieszkania ukochaną/ukochanego wraz z wszelkimi demaskującymi dowodami, jak pianki do golenia, buty i tym podobne. Dotyczy to nawet osób "grubo" po dwudziestce.


Z hipokryzją turecką mamy też do czynienia, jak wspomniałam, w pracy. Raz miałam z tego powodu wręcz poważne załamanie w mojej niezwykle oszałamiającej "karierze"... a wystarczyłoby powiedzieć wprost, że sytuacja nie jest zadowalająca. Poinformować, że ma się zamiar podjąć odpowiednie działania. O ile życie byłoby prostsze!
Niestety najczęściej dowiadujemy się o tym ostatni. I to od osób trzecich.

Wiąże się to ze skłonnością Turków do odwlekania momentu powiedzenia bolesnej prawdy... tak długo, jak to możliwe. Tak jakby bali się sprawić komuś przykrość, ból - znany jest na przykład organiczny wręcz strach mężczyzn przed łzami kobiet. Czują się bowiem od razu winni, jakby to oni je skrzywdzili (i pewnie nierzadko słusznie :)) !

Dlatego generalnie Turcy czekają do ostatniej sekundy, kiedy już nic nie da się zrobić. Wtedy zmuszeni sytuacją umawiają się z delikwentem na herbatkę, rozmawiają pół godziny o rzeczach niezwykle nieistotnych, a na końcu ociągając się, z wyraźną niechęcią - wyjawiają powód spotkania (np. nie zamierzam już z Panem współpracować, czy zwalniam cię).

Turecka hipokryzja przejawia się też oczywiście w niechęci do bycia innym. Jeśli w rodzinie zdarzyło się coś "nietypowego" (na przykład pozamałżeńskie dziecko), zamiata się sprawę pod dywan, bo przecież "co ludzie powiedzą?". Oczywiście z czasem otoczenie się domyśli, wysnuje wnioski, będzie wiedzieć. Ale my uparcie udajemy, że wszystko jest w najlepszym porządku. Ba, wręcz sami nabieramy przekonania, że nasza wersja wydarzeń jest jedyną słuszną. Nie naruszamy społecznego tabu.

Wywrotowe poglądy?

Najlepiej nie chwalić się nimi publicznie. Nawet nie w pracy, nie na kawie ze znajomymi. Wszyscy spojrzą na nas dziwnie - z choinki się urwaliśmy?
Powyższe przetestowałam jako cudzoziemka. Mnie, jako cudzoziemce, więcej wypada. Zawsze można powiedzieć, wytłumaczyć, załagodzić, po prostu nie jestem "stąd", jestem yabancı. Obca.

Ale Turkom?
Wszyscy muszą kochać Ataturka. Więc kochają. Zresztą spróbowaliby nie! - krytykom pierwszego prezydenta Republiki grozi więzienie.
Wszyscy są fanami armii jako strażnika laickości państwa. Spróbowaliby nie - nazwani by zostali zacofanymi islamistami i zwolennikami szariatu :)

Oczywiście powyższe nie tyczy się nowoczesnych środowisk wielkomiejskich, artystycznej bohemy, ludzi niezależnych, wykształconych, twórczych albo po prostu popularnych - im więcej wolno, tak jak cudzoziemcom. Takie osoby przecież funkcjonują dzięki różnorodności. Kiedy transwestyta Bulent Ersoy powiedział, że swojego syna nigdy nie posłałby do tureckiej armii, w kraju niemalże zawrzało... a potem wspaniałomyślnie wybaczono. Bo komuś, kto zmienił płeć, wybaczyć można więcej, niż normalnemu zjadaczowi chleba...

Więc Turcy się boją. Wychylić. Powiedzieć coś niewygodnego, innego, oryginalnego. Owszem, mówią - ale w kuluarach, w czterech ścianach, w pewnym otoczeniu. Zwierzają się z błyskiem w oku, opowiadają, krytykują, denerwują się. To dlatego niektórzy Turcy tak bardzo lubią nas, cudzoziemców. Widzą, że nas nie przerażają tematy "pod prąd", wręcz sami je prowokujemy. Mogą trochę odpuścić, odłożyć maski, na chwilę pomyśleć o tym, co naprawdę sądzą na dany temat. Mogą być sobą, normalnymi, niedoskonałymi osobami. Przedstawicielami równie niedoskonałego narodu.


Rozmawiamy, dyskutujemy. A potem... dzwoni telefon. Jeden sygnał, drugi, trzeci. Nie odbierają. Albo ściszają dzwonek.
- Kto to? Pytamy zafrapowani.
- A, jeden taki. Obiecałem mu pożyczkę/spotkanie ale nie mam pieniędzy/ochoty.

11 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Brawo!!!!!!!!!!!
Tylko tak skomentuje:)
Czytam Twoj blog od poczatku i wciaz zaskakujesz jak za 1 -ym razem!!
Tak trzymaj.
Pozdrawiam cieplo!!
Marta

Anonimowy pisze...

Tak, tam najważniejsze jest, CO LUDZIE POWIEDZĄ???!!!

Andrew pisze...

Swieta prawda Skylar.
Mam to w domu.
Znajomi Turcy polecili nam szkole dla dziecka. Wychwalali jaka to dobra i tak dalej.
Szkola jako budynek, mala, przepelniona, klasy dla "zerowki" umieszczone w piwnicy, brak swiatla dziennego, zaduch a nad glowa sala gimastyczna. I jak tu poslac dziecko, chociaz szkola ma dobre wyniki.
Zona powiada, tylko nic nie mow Mehmetowi, ze nam szkola nie przypadla do gustu...
Takie to zycie...

Olga pisze...

w Stambule, czyli jakby nie było, dużym mieście ;) bywam od 2 lat, obecnie jestem tu na Erazmusie i najbardziej brakuje mi właśnie osób, które byłyby w stanie podyskutować o Ataturku, armii czy religii - nie, żeby od razu potępiać, ale akceptować, albo chociaż próbować zrozumieć, argumenty za i przeciw...

wszystko, co tureckie jest najlepsze - trochę zaczyna mnie to podejście irytować - ostatnio nawet przy okazji mijania domu, w którym palono wyjątkowo śmierdzącym węglem (czy cokolwiek to było) usłyszałam "to rosyjski, turecki węgiel tak nie śmierdzi"...

ostatnio też zobaczyłam ukrywającą się w skałach parę zakochanych - nad brzegiem morza, schowani przed wszystkimi (zauważyliśmy ich ze znajomymi przez kompletny przypadek - chcieliśmy mniej więcej w tym samym miejscu zrobić sobie piknik), obściskujący się - niby normalna para, ale ona w chuście i najwyraźniej nie powinna się tak przed ślubem zachowywać, skoro chowa się przed całym światem...

ach :) świetny tekst, jak zawsze :) pozdrowienia ze Stambułu dla Poznania, za którym straszliwie tęsknię :)

Argymir Iwicki pisze...

A bo to my, Polacy, inni jesteśmy?

Urszula pisze...

Hmm No ja się podpisuję pod tym tekstem dwiema rękami i nogami ;D
Szczególnie z refleksją, że Turcy lubią nas cudziemców za to, że mogą przy nas wyrażać swoje własne poglądy, szczególnie jeżeli nie do końca są zgodne z oficjalnymi.
Dopiero po twój tekst skłonił mnie do refleksji, że Turcy czekają do ostatniej chwili z podaniem złych wiadamości, jakiejś negatywnej informacji - wcześniej myślałam, że to kwestia przypadku, złej organizacji czasu, nierozgranięcia, głupoty itp., itd. (pisząc tak myślę o sytuacjach jakie miałam w pracy, np. nadprogramowy transfer, wycieczka) - ale widzę, że to wszystko mogło być przemyślane i z pełną świadomością przekazywane jak najpóźniej, żebym nie miała za wiele czasu na złość i wyklinanie. Hmm, może i intecja dobra, ale ja juz taka jestem, że nie lubię jak mi ktoś zmienia plany na ostanią chwilę, wolałabym wiedzieć wczesniej, że np. czeka mnie kolejna noc zarwana, żeby pospać w dzień ;)

4emkaa pisze...

ha prawda ...szczera bardzo prawda :)))

Melekcim pisze...

Nic dodać,nic ująć!

cebulka44 pisze...

Zgadzam się z tym co napisane, zwłaszcza, że lubią cudzoziemców i obsypują ich czym tylko można... canim, askim, tatlim, abi, kardesim etc, ale...
Właśnie, czy Polacy po części też tacy nie są? Bo co ludzie powiedzą, bo przecież to nie wypada żeby mieć dzieciaka przed ślubem!

Pozdrawiam z coraz cieplejszego Morza Bałtyckiego! ;)

Anonimowy pisze...

prawda! jakbyś mi to wszystko z ust wyjęła. a jeszcze jak Turek chce zmienić wyznanie, to już po prostu KATASTROFA i ściąganie imamów czy innych 'znawców' do domu. aż mi szkoda mojego narzeczonego, bo wciąż tylko musi wysłuchiwać jaki to jest zły i jak to oni będą go sprowadzać na 'dobrą' i 'prawdziwą' drogę.

LilQueen pisze...

Mysle ze nie tylko Turcy ale takze pozostala ludnosc muzulmanska, szczegolne ,,konflikty'' narastaja podczas dyskusji o aspektach religijnych, sprzecznych, ktore i tak sa wedlug nich doskonale.