środa, 21 listopada 2007

ZIMNY NOS

Naprawde to juz dwa tygodnie bez nowej notki? Alez ten czas leci... Ja tymczasem siedze w Polsce, raczej marzne, probujac jednoczesnie przeciwstawic sie jesiennej melancholii. Ustalam tez wytyczne dotyczace dalszych zajec, czyli co robic, jak robic, i jeszcze zarobic ;)
Nie sadze, zeby to co naszkicowalam w wielkim skrocie powyzej bylo szczegolnie interesujace dla czytelnikow tego bloga - wszak jest to blog o podrozach, a nie rozterkach zyciowych...

Napisze za to (nie moge sie powstrzymac) na temat szoku kulturowego po przyjezdzie - ale takiego szoku, jakie funduje nam wlasne otoczenie. Albo inaczej - posluze sie cytatem, ktory idealnie opisuje to, co przezywam ja i cale mnostwo pol-emigrantow takich jak ja:

"Powrot do domu wiaze sie z dokonaniem skomplikowanej transformacji kulturowej. Jako osoba odmieniona musisz odnalezc sie w starym srodowisku kulturowym (...) Powrot do domu - jest to proces najtrudniejszy. Jesli sie zastanowic, klopoty zwiazane z powrotem do domu sa oczywiste. Nagle zostaje sie odcietym od lokalnych wiadomosci i plotek. I nie ma znaczenia, ze w nowej rzeczywistosci przestana one byc dla ciebie az tak interesujace.
Twoi starzy znajomi nie widza zmiany, jaka w tobie zaszla. Spodziewaja sie spotkania z kims, kim byles poprzednio, kto wyznaje te same ojczyste wartosci i zwyczaje. Szybko znudza ich twoje opowiesci o zyciu za granica, mimo ze beda przejawiac nimi zainteresowanie. Ich zycie obraca sie wokol innych spraw (...).
Coraz mniej rzeczy robicie w podobny sposob. Gdy ty zaczynasz narzekac na trudnosci, z jakimi przyszlo ci zmagac sie za granica - nie traktuja tego powaznie.
Zycie na obczyznie odmienilo cie w sposob, z ktorego nawet nie zdajesz sobie sprawy. Moze to oniesmielic kazdego, nawet ciebie. (...) Musisz przejsc kolejna adaptacje kulturowa. Wymaga to od ciebie cierpliwosci i mnostwa wysilku, na ktory musisz sie swiadomie zdecydowac."

(cytat pochodzi z ksiazki "Spokojnie to tylko Francja" Sally A. Taylor, wyd. Newsweek 2007)

Mozna powiedziec, ze to wszystko dotyczy osob, ktore za granica przesiaduja dluzej, ale jednak ja uwazam, ze nie tylko. Pol roku TAM i pol roku TU - tez jest bardzo trudne, stawia delikwenta bowiem w pozycji rozkroku - jedna noga daleko, jedna w domu, i ciezko zrobic krok w ktorakolwiek strone, bo nie chce sie rezygnowac z tego podzialu. Jazn jest rozdwojona, tam jest prawie-dom, tu jest dom, tam znajomi, tu znajomi, tam ulubione zwyczaje i tu. Bedac w Turcji tesknie za Polska, i odwrotnie. Nie wiadomo co z tym robic i jak sobie poradzic. Kazdy przyjazd wymaga adaptacji i powolnego przyzwyczajenia sie. A jak sie juz przyzwyczaisz - to wyjezdzasz znowu...

Zeby bylo jasne - nie jestem z tych, ktorzy pragna uciec z Polski - wprost przeciwnie - moim idealem byloby mieszkanie na stale w Polsce i kursowanie (regularne) do Turcji i innych krajow.

Wracajac do tematu adaptacji w Polsce - trudno jest takze z ludzmi:
wielu z nich ma mnie za turecka maniaczke, wiec cokolwiek nie powiem, odczytuja jako wyraz tureckiej manii. Wlosy spinam po turecku, uroda mi sie zrobila turecka, a ta bluzka na pewno turecka (pewnie made in Turkey ale niestety kupiona w H&M :)) Denerwuje mnie to strasznie, bo nawet jesli jestem fascynatka tego kraju to jednak jestem Polka czuje sie Polka i wcale, ale to wcale nie zamierzam udawac, ze tak nie jest - wprost przeciwnie ;)
Natomiast mam wrazenie ze niektore osoby chca mi zrobic przyjemnosc rownajac mnie z Turczynka co powoduje jakies dziwne nieporozumienia.
Poza tym... wracam do Polski bo tego chce. Chce byc w Polsce, i wtedy nie mam ochoty byc kojarzona jako pseudo-Turczynka tylko jako stara dobra ja.
To wlasnie powoduje jakies dziwne odczucia, i tym trudniejsza adaptacje w Polsce...

Co innego, gdy ktos naprawde zainteresowany jest moimi opowiesciami i tym jak tam jest - wtedy sluze informacja i potrafie sie rozgadac :) Ale po 3 sezonach w Turcji potrafie juz ocenic, kto naprawde jest zainteresowany, a kto nie.
Natomiast wiekszosc osob mi bliskich (jak w cytacie z ksiazki) opowiesci o moich obawach, trudnosciach, itp podsumowuja tylko "Alez na pewno sobie poradzisz, kto jak nie ty" - co tylko doprowadza mnie do szewskiej pasji, bo co oni moga o tym wiedziec?!

No tak. I rozgadalam sie, chociaz nie mialam takiego zamiaru.

Co do planow, to zdradze tylko, ze MAM KOMPLETNY KOLOWROT I NIE WIEM JUZ CO MAM ROBIC. I to wszystko ;)

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

witam,
Oj, zaczytałam sie;) zajęło mi to jakieś 3h(z przerwami na obiadek) przeczytałam wszystkie wpisy z tego roku i obejrzałam zdjęcia-super:) trafiłam na bloga przez przypadek, świetnie sie czyta i dużo informacji, których szukałam! dobra, to pochwaliłam, nasłodziłam i do rzeczy;) interesuję mnie praca rezydenta albo przewodnika,mam pare pytań a Ty masz i doświadzczenie i świetnie potrafisz o tym pisać, to może znalazłabyś czas żeby odpowiedzieć na pare moich pytań? napiszę maila na Twój adres msn. podziwiam, pozdrawiam i licze na odpowiedż. Ola

Anonimowy pisze...

Nawet nie wiesz jak Cie rozumiem...Dokladnie tak samo sie czuje jako pol-emigrant. Bardzo ciekawy blog. Mi zrobila sie zajawka na Maroko i bardzo bym chciala tam pojechac na rezydenture lub pilota. Pozdrawiam serdecznie :)

niepozorna pisze...

Bo miłości nie da się wytłumaczyc:)I mało kto- nie zscalony w tę miłość-będzie ja widział i czuł:)
pozdrowienia Marlena