poniedziałek, 5 grudnia 2011

DWIE FAJNE REKLAMY

Dziś będzie szybko i konkretnie, bo zajęć rozmaitych dużo. Niby człowiek na wakacjach, ale sporo się dzieje. Na dodatek wraz z Królem Pomarańczy postanowiliśmy zabrać się za siebie (w sensie sportowym) i teraz naprawdę mamy już napięty grafik! I tak nie wiedzieć kiedy minęło już półtora tygodnia od poprzedniej notki.

Zabawię Was dzisiaj reklamami, dwiema.
Pierwszą planowałam umieścić już jakiś czas temu, bo mimo że - jak na reklamę - długa (2 minuty!), to jest ładnie nakręcona i ma piękne, wzruszające przesłanie. Mieszkając w Turcji zrobiłam się chyba bardziej uczuciowa (tu się nie da inaczej coś mi się wydaje) i naprawdę dałam się unieść klimatowi reklamowego filmiku przyozdobionego ładną piosenką.

A potem, nagle pojawiła się druga reklama - zmajstrowana przez konkurencję. To było widać od pierwszych ujęć. Reklama tak dobra, i tak idealnie współgrająca (a raczej kontrastująca) z tamtą pierwszą, że zaczęłam wręcz czekać na przerwy w filmach, żeby ją zobaczyć. A kiedy już się nasyciłam, postanowiłam się podzielić moją radością :) na blogu. Zaraz zrozumiecie o co chodzi.

Oto i one, proszę bardzo:



Telefonia Turkcell przyzwyczaiła nas już do reklam, które pokazują różnych ludzi w całym kraju, od babcinek i dziadków na wsi, poprzez młodzież, dzieci i aż do nowoczesnych ludzi biznesu. Wszystkich oczywiście połączonych jedną siecią komórkową ;)
A w powyższej reklamie hasło reklamowe "Hayat paylasinca guzel" czyli w wolnym tłumaczeniu "Życie jest piękne, kiedy się nim dzielimy" zostało wzmocnione obrazami rzucających się na siebie z radością bliskich sobie osób.

Oto tekst piosenki w (bardzo) wolnym tłumaczeniu:

Sanırsın sen bu dünya karanlığın ortasında / Myślisz, że na tym świecie, w środku ciemności (to taka turecka poetyka)
Kötüler var savaş var, öfke var her yanında / Są wszędzie, źli ludzie, jest wojna i wściekłość/
Bakarsan etrafına, göreceksin sevenleri / Ale jeśli rozejrzysz się wokół, zobaczysz radosnych ludzi
Sarılıp öpenleri, bitanem diyenleri / Przytulających się, całujących, mówiących "mój jedyny"
Paylaşınca çoğalan o sevgili muhabbeti / Dzieląc się wzmaga się to uczucie miłości
Göreceksin bakarsan sevginin zaferini / Jeśli zobaczysz ujrzysz zwycięstwo miłości
Bakarsan etrafına, göreceksin sevenleri / Jeśli się rozejrzysz wokół, zobaczysz kochających
Sarılıp öpenleri, bitanem diyenleri / Przytulających się i całujących, mówiących "mój jedyny"

Na końcu reklamy mówi się, że Turkcell zawiesił billboardy przedstawiające słowa "ukochana", "najdroższy", itp. Można zrobić im zdjęcie i wysłać w formie MMS do drogiej nam osoby, a koszty (oczywiście określoną pulę) pokrywa operator.

Płaczecie już? :)
No to teraz drugi filmik:



I co, już lepiej? Vodafone, czyli główny konkurent Turkcella jak widać cytuje ideę reklamy swojego przeciwnika, a co więcej ironizuje na temat jego zasięgu. Turkcell bowiem, w odróżnieniu do Vodafone, o wiele gorzej łapie zasięg poza dużymi miastami, o czym sama się kiedyś często przekonywałam.
W wesołej piosence o banalnym tekście, wszyscy przekonują więc, że w danym miejscu "ponoć" nie ma zasięgu. Kolejno: w górach, na drogach, w tunelu, na morzu, w drapaczu chmur, w podziemiu, w metrze, wszędzie - używają tutaj tureckiego czasu -mış - [znanego uczącym się tureckiego Polakom jako "czas misiowy"). Czas ten, tak przy okazji dopowiem, nie ma odpowiednika w polskim języku. Wyraża to, czego, powiedzmy, nie jesteśmy pewni. Zamiast mówić: "wydaje mi się, że..." albo "ponoć", albo "słyszałam że on...", używamy od razu właśnie "misiowej" formy. To w skrócie.

Na koniec reklamy dobijając już do końca szpilę Turkcellowi głos zza ekranu zapytuje: "Czy nie znudziło się Wam słuchanie latami tych samych historii?" i dodaje później, że ci, którzy mają Vodafone, słysząc, że jest zasięg, cieszą się ;)

Ja też się cieszę, choć akurat jestem w "tej pierwszej" sieci (od dawna chcę się przenieść, ale nie udaje się - tylko w Turcji). Oglądając reklamę Vodafone'a nie mogę przestać się uśmiechać, szczególnie widząc ten typowy dla Turków w starszym wieku krok taneczny....

Miłego popołudnia!

czwartek, 24 listopada 2011

DWA SŁOWA O ARMII I DWIE PIEKNE PIOSENKI

We wtorek premier Erdogan oficjalnie ogłosił to, o czym plotkowano coraz intensywniej w ostatnich dniach. No i jest! 'Bedelli askerlik' czyli mniej więcej "zapłacone wojsko". Nowa ustawa jest już prawie gotowa do wejścia w życie, choć nie do końca zgodna z konstytucją, gdzie napisano przecież, iż służba wojskowa jest prawem i obowiązkiem każdego Turka płci męskiej :)
Nie dało się od niej jak dotąd w żaden sposób wykręcić, choć wielu próbowało na następujące sposoby:
- nie zgłaszając się na komisje i żyjąc jako "uciekinier" (nigdzie oficjalnie nie figurując, w Turcji się da)
- fałszując sobie dokumenty (w Turcji się da, jak wyżej)
- przedłużając studia do granic absurdu

Wszystkie te półlegalne drogi można było ominąć oficjalnie - wystarczyło tylko mieszkać czy uczyć się za granicą, być tam ubezpieczonym przez 3 lata, a wtedy - 5 tysięcy dolarów do kasy Republiki, 21 dni szkolenia zastępczego w Burdur na zachodzie Turcji i problem z głowy!

Ktoś z europejskiej perspektywy zapytałby dlaczego tyle zabiegów i wykrętów? Ano dlatego, że w Turcji po pierwsze: w praktyce nie istnieje górna rozsądna granica, od której nie przyjmuje się do wojska (słyszałam o przypadkach przyjmowania osób po 50-tce, które jakimś cudem się uchowały...). Po drugie nie można wykręcić się żadnymi chorobami (jak to bywało w Polsce) - zresztą takie zaświadczenie niezwykle ciężko byłoby sobie 'załatwić', bo lekarze nie chcą współpracować ;) Po trzecie NIE ISTNIEJE tutaj coś takiego jak służba zastępcza i odmowa służby z powodów przekonań czy religii.
Ba, oficjalnie dla większości Turków służyć w armii to honor i zaszczyt, co dodatkowo jest wzmacniane całą symboliką typu oflagowane samochody wiozące delikwenta do wojska, krzykliwe i tłumne pożegnania na dworcach autobusowych, zaśpiewy typu 'O simdi asker' ("On jest teraz żołnierzem").

Jednocześnie warto pamiętać, że:
1. Służba wojskowa trwa 15 miesięcy, jeśli ma się wykształcenie średnie i niższe
2. Lub 5 miesięcy, jeśli skończyło się wyższą uczelnię
3. Można zostać przydzielonym na służbę do wielkiego miasta (i być np. szoferem generałowej, kucharzem lub pracować przy komputerze w klimatyzowanym biurze), ale można też zostać wysłanym na wschód kraju, gdzie od lat jest niebezpiecznie i gdzie - niestety - bardzo łatwo zginąć z rąk kurdyjskich terrorystów czy np. wjeżdżając na minę.

Punkt 3. a dokładniej ta totalna przypadkowość z jaką decyduje się przyszłość poborowego (niezależnie od jego umiejętności i predyspozycji psychofizycznych) powoduje, że wielu jednak unika służby wojskowej. No i w ten sposób wracamy do początku notki i zaczynamy już rozumieć, dlatego 'płatne' wojsko zostało powitane we wtorek z taką ulgą choć... nie bez kontrowersji.

Oto uchwalone zostało, że kto nie chce służyć w wojsku, a ma skończone 30 lat, powinien zapłacić 30.000 lir tureckich w ciągu 6 miesięcy od zgłoszenia (połowę przy zapisie i połowę w ciągu następnego półrocza). I tyle. Nawet nie ma 3-tygodniowej służby zastępczej w Burdur!
Dla mieszkających za granicą została podniesiona suma do 10.000 euro, za to bez granicy wieku. I znów bez 3-tygodniowej służby zastępczej.

Teraz łatwo zrozumieć mieszane uczucia wszystkich tych, którzy czekali na tą ustawę. Skąd tu wytrzasnąć 30 tysięcy lir (prawie 55 tys zł)?! Zapis najwyraźniej zakłada (biorąc też pod uwagę granicę wieku), że służby chcą uniknąć osoby prowadzące firmy czy rozwijające pomyślnie karierę zawodową, dla których kilka-kilkanaście miesięcy poza miejscem pracy oznacza duże straty finansowe. Skoro tak - niech płacą! Tym bardziej że zebrane pieniądze mają być przeznaczone m.in. dla rodzin ofiar terroryzmu na wschodzie (czyli m.in. zmarłych poborowych).

W przepisie nie ma mowy o osobach które z wiadomych sobie względów odmawiają służby (pacyfiści, osoby o konkretnych przekonaniach religijnych itp.). Jak podkreślił w swojej przemowie premier Erdogan - w tej chwili absolutnie nie ma o tym mowy. Ja sama podejrzewam że jest to taktyczne zagranie - wcześniej czy później Turcja zniesie przymusowy pobór do wojska i wprowadzi armię zawodową, ale teraz, kiedy poborowi - ofiary terroru to wciąż świeża sprawa, po prostu nie można.


Rozwiązanie jest więc jedno: albo cię stać, i od służby się wykręcisz, albo pójdziesz służyć i już. Szacuje się, że mężczyzn po 30-tce, które nie poszły jeszcze do wojska jest 400 tysięcy. Banki od razu uruchomiły pakiety kredytowe :)

Społeczeństwo tureckie jak w wielu tematach tak i w tym podzielone. Jedni protestują, że wiek 30 lat zbyt wygórowany (trzeba będzie dłuuugo studiować, żeby po szkole do woja nie porwali), drudzy że 30 tys. lir za dużo, trzeci że potrzebne jest referendum.
A jeszcze inni mówią: "Ale jak to, nie iść do wojska - co ja powiem wnukom, jak spytają czy służyłem Ojczyźnie?!"



Na koniec notki dwa wzruszające akcenty muzyczne, odkryte przypadkiem dzisiaj.
Dwie piękne piosenki poświęcone ofiarom trzęsienia ziemi w Van tej jesieni. Piosenka Melis Bilen "Aglama Van"/"Nie płacz Van" została specjalnie napisana dla ofiar katastrofy. Natomiast utwór "Bizim eller ne guzel eller"/"Nasze ręce tak piękne, dobre ręce" to stara piosenka typu türkü za którą zabrali się studenci z różnych krajów w ramach projektu Rhytm of The Universe.
Oba utwory robią wrażenie i niosą piękne przesłanie, posłuchajcie:





piątek, 18 listopada 2011

ZNAD DYNIOWEJ ZUPY

Przez te półtora tygodnia od ostatniej notki wydarzyło się parę mniej lub bardziej ważnych rzeczy. M.in. uczestniczyłam w polskich rodzinnych - i nie tylko -spotkaniach, obchodziłam w pokojowym i radosnym stylu Imieniny Ulicy Św. Marcin w Poznaniu (alternatywnie w stosunku do Święta Niepodległości w pozostałej części kraju, np. Warszawie ;)), narobiłam trochę zakupów, poszłam do kina na "Służące" (świetne, polecam!), kupiłam bilet do Turcji, wylądowałam w Antalyi z wysuniętym podwoziem (czego mi życzyli wszelcy bliżsi i dalsi znajomi). A ponadto, o czym nie można zapominać - dzięki polskim wakacjom i niekoniecznie tylko polskim smakołykom przytyłam dobrych parę kilo.

Jestem więc teraz w Alanyi, lekko zachmurzonej, ale na polskie warunki oczywiście ciepłej (choć Turczynki uparcie chodzą w kozaczkach a turyści ze Skandynawii w rybaczkach). W ramach diety gotuję zupę z pysznej, zakupionej dziś na bazarze dyni.
Gdzieś "po drodze" skończyłam 31 lat, czego postanowiłam nie ukrywać, w końcu w dzisiejszych czasach ukryć się nie da - a tym bardziej, że 30-tka była całkiem udana. Wnioskuję więc, że z roku na rok będzie coraz fajniej ;)
Mój przyjazd do Turcji przypadł akurat na jeszcze jedno ważne wydarzenie - w ciągu kilku dni ma być wprowadzony nowy przepis o wojskowej służbie zastępczej dla tych, którzy z rozmaitych względów nie chcą czy nie mogą jej odbyć. Wiadomość zaiste doniosła i zaskakująca - wcześniej raz na jakiś czas wspominano o tym w mediach, ale nigdy na serio. A tu nagle okazuje się, że prace są na ukończeniu.
Nagle w okolicy okazało się więc, że dużo osób nie chce iść do wojska i odetchnie z ulgą... wcześniej mało kto odważyłby się coś takiego przy innych Turkach powiedzieć (no, chyba że w zaufanym gronie).
O ostatecznych decyzjach napiszę na pewno w którejś z następnych notek, jest to bowiem temat niezwykle ciekawy i frapujący.

(po półgodzinie)

Po konsumpcji dyniowej zupy - która wyszła bardzo smaczna - postanowiłam notkę ubarwić jeszcze paroma stambulskimi ujęciami. A co! :)



IMG_9398
Obfotografowany tramwaj na Istiklalu.

IMG_9437
Kot na wystawie sklepiku vintage - stambulska klasyka

IMG_9489
Same witaminy! ;)

IMG_9496
Z cyklu napisów na murze: Czy jesteś morzem czy portem? Dopisana odpowiedź: "Oceanem"

IMG_9512
Bosfor raz jeszcze.

IMG_9554
Sprzedawca szczotek na Kadikoy.

IMG_9572
Dzielnica Moda.

IMG_9735
Jednen z wielu pięknych 'obrazów' w tunelach kolejek podziemnych.

IMG_9776
Rybacy w akcji na Ortakoy.

IMG_9777
Simity (obwarzanki) są w porządku.

IMG_9792
Starszy dziadek i morze.

IMG_9882
Pociągi pod specjalnym nadzorem ;)

IMG_9978
Kot za burtą! Burgazada.

IMG_9988
Dla odmiany kot w przybraniu jesiennym.

IMG_9990
Urocze domki na wyspie Burgazada.

IMG_0008
I znów koty, tym razem w roli strażników domu.

IMG_0036
- Wskoczyłeś na moje miejsce!
- Nie, to ty na moje...

IMG_0061
Sprzedawca wyciskarki do soku z cytryny za jedną lirę - cieszący się wielkim powodzeniem na promie prezentuje swoją cudowną machinę ;)

IMG_0167
Fast food po stambulsku, czyli coś, czym nigdy nie przestanę się zachwycać: łodzie z balik ekmek (buła z rybą) w przystani Eminonu jak widać bije rekordy popularności. Proste i pyszne.

środa, 9 listopada 2011

A TYMCZASEM...

... jestem na polskich wakacjach...

2011-11-06 Czerniejewo

i jest wspaniale!!!

2011-11-06 Czerniejewo1

Pozdrawiam z cudnej, jesiennej i słonecznej Wielkopolski :)

środa, 2 listopada 2011

STAMBULSKIE SPACERY

Oto i są, obiecane zdjęcia ze Stambułu - pewnie część pierwsza; mimo ograniczonej ilości czasu dałam radę nieco popstrykać. Ograniczonej? Tak, bo mając trzy dni w Stambule, jeden całkowicie został poświęcony spotkaniom towarzyskim oraz organizacyjnym rozmowom dotyczącym na przykład minionego wieczoru autorskiego... Drugi dzień z założenia był przeznaczony na zakupy (a więc zeszłam wszelkie ulubione sklepy na ulicy Istiklal w części oraz w dzielnicy Moda w Azji), bo przecież w Alanyi przy ogromnej ilości bazarów a raczej straganów z podróbkami nie ma wcale za dużo ładnych porządnych ubrań. Trzeci dzień i kawałki dwóch pozostałych minęły na spacerowaniu mniej lub bardziej gorączkowym, z aparatem, i przypominaniem sobie wszystkich miejsc i przystani promowych. W końcu był to mój pierwszy pobyt w Stambule po - uwaga - dwóch latach!!! Kiedy uświadomiłam sobie ile to już czasu minęło, sama zdziwiłam się niezmiernie i takie zdziwienie już mi zostało.

A potem, nie wiedzieć kiedy, trzeba było już jechać. Szkoda, bo w Stambule, żeby tak kompletnie poczuć klimat, trzeba by było zostać minimum miesiąc. Chętnie bym tak zrobiła, tylko - cóż - to miasto ma jedną w tej sytuacji poważną wadę - wysysa gotówkę z portfela jak wampir! Niniejszym trzeba by było znaleźć kogoś, kto mi takie "reporterskie" wakacje w Stambule zasponsoruje... a z tym, jak się rozejrzeć, raczej ciężko.

Cóż, pora na konkrety, czyli plik powybieranych bez żadnego z góry ustalonego klucza zdjęć. Tak czasami jest najlepiej.


IMG_0178
Raj dla smakoszy, Bazar Egipski (zdecydowanie ciekawszy niż oklepany Kryty Bazar).

IMG_0158
Z ukrytej kamery.

IMG_0124
Jedno z moich ulubionych zdjęć: Stambuł z pokładu promu.

IMG_0105
Słynny dworzec kolejowy Haydarpasa, którego dach spłonął - o ile dobrze pamiętam - na początku tego roku. Na zdjęciu jak widać budynek nadal bez dachu.

IMG_0084
Pogoda była jesienna, ale i tak zawsze najlepszą miejscówką na promie jest ta z widokiem na Bosfor. Nawet jak wieje tak, że hej.

IMG_9968
Skylar na wyspie Burgazada - jednej z Wysp Książęcych.

IMG_9950
Niby prom, to tylko prom. Ale dla mnie właściwie esencja Stambułu.

IMG_9834
Ulica w dzielnicy Beşiktaş (czy jak mówią w telewizji polskiej: "Besiktas") w kolorowym przybraniu, jak zwykle pewnie bez okazji.

IMG_9824
Zrozumie ten, kto mieszkał lub pomieszkiwał w Stambule. Instrukcja zmian w ruchu drogowym. Szacun dla tych, który prowadzili w tym mieście auto.

IMG_9792
Stary człowiek i morze. Dzielnica Örtaköy.

IMG_9781
Zamieszanie ze sprzętem :)

IMG_9745
Stambuł miastem wolnych kotów. Jedno z wielu zdjęć, które im zrobiłam w dziwnych miejscach.

IMG_9593
Most i wieża Galata, tam po drugiej stronie w pewnej wąskiej gwarnej uliczce niedaleko słynnego klubu Babylon mieścił się nasz hostelik.

IMG_9533
Ponoć najsłynniejsza i najlepsza kawiarnia w Stambule, w dzielnicy Kadiköy. Na zdjęciu: kawa Skylar i kawa Agaty Wu.

IMG_9490
I znów kot tym razem zmotoryzowany.

IMG_9428
Fajne kreatywne graffiti w jednej z uliczek Beyoglu.

IMG_9383
Demonstracja pronarodowa na Istiklalu w wykonaniu uczniów szkoły średniej. Bez komentarza.

IMG_9352
Dwa ptaki.

IMG_9339
Lądując w Stambule - 1.

IMG_9336
Lądując w Stambule - 2.

niedziela, 30 października 2011

po polsku

Nie piszę. Wszelkie blogowe reguły mówiące o tym, że aby utrzymać czytelników należy regularnie pisać zostały złamane. Oczywiście mam na swoje usprawiedliwienie wiele argumentów. A to trzeba było zakończyć sezon letni, pierwszy z Alanya Online. A to trzeba było uporządkować papiery, spakować się do drogi, porezerwować bilety. Potem trafiłam do Stambułu, na szalone i wyczerpujące (pozytywnie, oczywiście) trzy dni. Po tym trzydniowym maratonie cała noc w podróży - lot ze Stambułu do Berlina, z Berlina pociąg do Poznania. Dwa dni w Poznaniu, z czego pierwszy prawie całkowicie przespany, drugi spędzony na tak zwanym ogarnianiu siebie i bagażu.
Potem przejazd pociągiem do Warszawy na spotkanie autorskie wraz z Agatą W. i czytelnikami. Pierwsze spotkanie autorskie w życiu - a więc nerwy, stres i emocje. Dużo gości. Wyszło mimo to całkiem nieźle. Nieprawdopodobnie miło było spotkać osoby, które dzierżyły w rękach napisaną przez nas książkę, dziękowały, prosiły o autografy. Wtedy tak w pełnym tego słowa znaczeniu poczułam, że naprawdę moje marzenie się spełniło - jestem współautorką książki, którą co więcej, da się czytać i kupić w księgarniach :)

Po powrocie następnego dnia z Warszawy prosto na koncert znajomych. Następny dzień znów zwariowany, i wieczorem kolejny koncert.
Nie ma nudy ani spokoju, oj nie :)

Mam nadzieję, że dla odmiany kolejne dni będą przyjemnie leniwe. Że będę siedzieć w domu, relaksując się w otoczeniu bliskich mi osób. Rozgryzać nowy telefon komórkowy :) i czytać kolorowe czasopisma. Na pewno w ciągu tych paru dni znajdę siłę na to, by coś nowego napisać na blogu.
W końcu ten pobyt w Stambule... mimo nieustannej gonitwy i braku czasu na tak zwane włóczenie się z aparatem udało mi się zrobić kilka całkiem niezłych zdjęć. Nie mogę się doczekać, aby je tutaj umieścić ;)

A więc... do zobaczenia. Dajcie mi jeszcze troszkę czasu na spokojne nacieszenie się Polską. Oj, jest się czym cieszyć!

niedziela, 16 października 2011

KONCE I POCZATKI

No i mamy koniec sezonu! Deszcze coraz częstsze, powietrze przejrzyste jak brzytwa, słońce opala na czerwono, kiedy wiaterek lekko powiewa a człowiek wyleguje się pierwszy raz od miesięcy na plaży zapominając, że to MORZE ŚRÓDZIEMNE przecież!
Turystów mniej, choć nadal są, Polacy stanowią już teraz mniejszość - nadszedł czas Skandynawów, Anglików, Holendrów, którzy patrolują Alanyę i okolicę w krótkich gatkach, kiedy my już pomału wyciągamy jesienne ciuchy.
W piwnych knajpkach nadal gwarno i wesoło - i dobrze, bo wreszcie jest czas, żeby posiedzieć sobie ze znajomymi, gawędząc o tym jak minął sezon (oczywiście z tymi znajomymi, którzy nadal się do nas - pracowników "biura ulicznego" - bezinteresownie odzywają). Gawędząc bez patrzenia na telefon, na zegarek, na notatki. Na luzie i bez pośpiechu.


Wszyscy pytają mnie jak minął pierwszy sezon na swoim i czy jestem zadowolona ze zmiany pracy. Odpowiadam na pierwsze pytanie: "znakomicie" i na drugie: "bardzo"! Wbrew pozorom przejście z teoretycznie ciepłej posadki rezydenta na niepewną pracę w niełatwej branży wyszło mi na dobre. Prowadząc własne biuro więcej się ryzykuje - to pewne - ale też i więcej można zyskać (i wcale nie chodzi tylko o finanse). Najważniejsze, że wszystko jest w moich i Króla Pomarańczy rękach. Miło jest obserwować, jak wysiłek włożony w tworzenie czegoś przynosi konkretne efekty. Fajnie było też spotykać się z osobami, które przyznawały się, że czytają bloga, albo że generalnie interesują się Turcją. Odbyłam z rozmaitymi turystami mnóstwo ciekawych rozmów o tym kraju, na spokojnie, bez pośpiechu i podejrzeń, że robię to tylko po to, żeby sprzedać wycieczkę ;)

Oczywiście nie obyło się bez minusów: pracowaliśmy niemalże codziennie po kilkanaście godzin na dobę. Telefony miałam ułożone przy poduszce nawet w nocy. Nie miałam ani jednego dnia wolnego tak zupełnie, w całości. Zdarzały się problemy: najczęściej spóźnienia, rzadziej drobne niejasności na wycieczkach, kłopotliwi turyści :) Tymi drobiazgami moja praca nie różniła się bardzo od rezydentury, tylko teraz nie trzeba było zajmować się całym wakacyjnym zyciem turysty włącznie z chorobami i opóźnionymi samolotami, a tylko i wyłącznie ich wycieczkowymi planami. Ooooch, jaka miła odmiana! :)

Podsumowując, wciąż planujemy podążać wyznaczoną ścieżką, nie zbaczać z ustalonego kursu. Warto.

Przy okazji korzystając z i tak już nudziarskiej atmosfery którą udało mi się tutaj stworzyć, chciałam podziękować wszystkim Czytelnikom, którzy byli także naszymi gośćmi w biurze, fanom, którzy nas wszem i wobec reklamowali i wspierali, wszystkich, którzy ostatecznie zostali naszymi przyjaciółmi... no i także tym, którzy zakupili książkę i im się spodobała :)
(a propos: osobom, które skrytykowały książkę za "dublowanie" treści z bloga pragnę przypomnieć, że książka nie została opublikowana tylko dla wiernych fanów znających wszystkie notki za pamięć - ale także, a raczej przede wszystkim dla osób, które nigdy tego bloga nie czytały - może ciężko uwierzyć, ale ich jest zdecydowanie więcej :)...)

A teraz pora na... sezon zimowy czyli zupełnie nową jakość.
Na początek, jak już sygnalizowałam wyżej, poszłam dwa razy na plażę odkrywając, jak cudownie czyste i ciepłe jest teraz morze, i jak bardzo można się spiec mimo tego, że jest połowa października.

Poniżej parę zdjęć z wczoraj (na zdjęcia Skylar w kostiumie kąpielowym nie liczcie):

IMG_9289

IMG_9295

IMG_9299

IMG_9305

IMG_9308

IMG_9302


I na koniec już z dzisiaj - Śniadanie Mistrzów a la Król Pomarańczy. Preludium do tego, co w zimie będzie. W rolach głównych (poza herbatą, która w trakcie robienia zdjęcia się parzyła):

IMG_9312

- miód
- czarne oliwki typu "super jumbo" kupowane w jednym jedynym sklepie w Alanyi, które są moim kompletnym ideałem, doprawione oliwą oraz papryczką i tzw. kekikiem (oregano)
- w środku salça - pasta z papryki zrobiona przez mamę K.P. posypana kuminem i polana oliwą - moje ostatnie odkrycie
- warzywka: ogórki i pomidory przykryte świeżymi liśćmi rukoli
- kozie sery i orzechy włoskie
- no i chlebek - pide.

Jako że jedliśmy śniadanie w biurze - jak przez cały sezon, w tle widać gazetę, najlepszą formę obrusa. Aby nie było tak turecko, gazeta jest - a jakże - polska! Ta "plaża za szafą" bardzo mi się podoba, pasuje do okazji :)

A wkrótce pora na ciąg dalszy "kończenia sezonu"... za kilka dni Skylar wreszcie znów, stęskniona, podekscytowana, przebierająca nóżkami - W MIEŚCIE MIAST - STAMBULE!!! A potem w Polsce! Zostańcie z nami!

środa, 5 października 2011

SPOTKANIE PROMOCYJNE...

Sezon już się kończy, wreszcie przestałam pracować w rytmie 15 godzin na dobę, pogoda nadal wspaniała, choć wieczory chłodne, na ulicach spokojniej (ale nie pusto absolutnie!).
Odwiedziła mnie kolejna Gość Specjalna, tym razem nie z Polski a Słowacji, moja dawna turecka współlokatorka, stąd brak czasu na pisanie na blogu. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie - jeszcze trochę i będę miała jeszcze więcej wolnego, a wtedy będę mogła pisać i pisać :) Choć plany na zimę rysują się emocjonująco, dużo podróżowania, dużo ciekawych spotkań, może nawet uda się trochę popracować (nasze biuro będzie czynne w zimie, głównie w postaci internetowej, ale jednak!).

Chciałabym tym samym ogłosić, że symbolicznym zakończeniem sezonu i rozpoczęciem tego posezonowego "emocjonującego" okresu, będzie dzień 27 października - kiedy to w warszawskim Muzeum Azji i Pacyfiku odbędzie się spokanie promujące moją i Agaty W. książkę "Turcja. Półprzewodnik obyczajowy". Spotkanie nosi tytuł "Turcja - kraj kebabów, wąsatych mężczyzn i zniewolonych kobiet", więc powinno być wesoło :) Planowany jest także symboliczny turecki poczęstunek.

Oficjalny program imprez w Muzeum znajduje się: tutaj

Jak dotrzeć do muzeum na mapce: tutaj

Mam nadzieję, że z niektórymi z Was spotkamy się tam na miejscu! :)