Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sercowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sercowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lutego 2012

WALENTYNKOWO czyli Sevgililer Günü kutlu olsun

Skoro Walentynki obchodzi cały świat zeuropeizowany, czy w tym przypadku, zamerykanizowany, to znaczy że obchodzi również Turcja. Z tego co zaobserwowałam przez te cztery zimy, do Walentynek większość tureckich par naprawdę się przykłada. Pewnie w przypadku panów to kwestia honoru, a i dziewczyny nie wyprowadzają ich z błędu :) Turczynki układają od rana włosy u fryzjera, w jedynym alanijskim centrum handlowym zauważyłam duży ruch w sklepach z sukienkami wieczorowymi i rajstopami. Panowie tłumnie odwiedzali swoich ulubionych golibrodów. No i... kwiaty oraz prezenty. Media od paru dni trąbiły o wysokiej cenie kwiatów - z powodu pogody (nie tylko w Polsce śniegi i mrozy, fala ta objęła czule również Turcję). Za to sklepy jubilerskie oferowały specjalne zniżki na pierścionki (np. łańcuszek gratis!) i inne błyskotki. W wieczór walentynkowy w takiej niby to dużej Alanyi restauracje świeciły pustkami... poza tymi najmodniejszymi. Kontrast był oszałamiający. W jednych miejscach ani jednej osoby, w innych ścisk i brak wolnych stolików. Na szczęście udało się nam wkręcić bez rezerwacji :)

IMG_3618

Wystawa sklepowa u jubilera. Naczelne hasło "aşk" czyli miłość.

IMG_3616

Kolejny jubiler proponuje 50% zniżki.

IMG_3614

Próbując sfotografować pluszowe kajdanki na wystawie moją uwagę skupił napis "Selulit corabi geldi" czyli że do sklepu dotarły rajstopy antycelluitowe.

IMG_3615

A to wspomniane kajdanki w pełnej krasie i trochę ınnych akcesoriów...

IMG_3630

Kolejny pomysł walentynkowy. Talerzyki z poradami co należy podarować ukochanej osobie tego dnia. Tu akurat "Yemek yemek" czyli zjeść razem kolację, ale były też opcje takie jak "Romantyczny spacer w deszczu".


A teraz oczywiście pora na trochę muzyki. Nieco romantyzmu uważam tuta za niezbędne, więc będzie o miłości ale... w trochę innym wydaniu.


Zaczniemy od reklamy, co by było jak Skylar lubi najbardziej.



Świetna ruszająca za serce :) reklama sponsora tureckiej drużyny koszykówki Anadolu Efes. Oto gwiazda (ten przystojniak za mikrofonem) Kerem Tunçeri wraz z kolegami z drużyny wykonuje cover piosenki znanego rockowego zespołu Duman. Wydaje się że to tylko tyle ale... Kerem śpiewa samodzielnie (nie podkłada głosu żaden profesjonalista)! Lubimy takie zaskoczenia, tym bardziej że wychodzi mu to znakomicie, prawda? Oryginał Dumana dla porównania tutaj [kliknij].
Pieśń miłosna jest to zdecydowanie a więc poniżej tłumaczenie do śpiewania wraz z Keremem:

Kimseyi görmedim ben / Nikogo nie widziałem
Senden daha güzel / Piękniejszego od Ciebie
Kimseyi tanımadım ben / Nikogo nie poznałem
Senden daha özel / Bardziej wyjątkowego od Ciebie
Kimselere de bakmadım / Na nikogo też nie spojrzałem
Aklımdan geçer / Kto przeszedłby mi przez myśl
Kimseyi tanımadım ben / Nikogo nie poznałem
Senden daha güzel / Od Ciebie piękniejszego

Sana nerden rastladım / Tam gdzie się na Ciebie natknąłem
Oldum derbeder / stałem się włóczęgą
Kendimi sana sakladım / Schowałem siebie dla Ciebie
Senden daha güzel / Od ciebie nikt piękniejszy
Kimseleri de takmadım / Mnie nie obchodził
Ölsem değişmem / Choćbym miał umrzeć się nie zmienię
Kimseyi tanımadım ben / Nikogo nie poznałem
Senden daha güzel / Od Ciebie piękniejszego

Ależ zakochany chłopak :) Przy okazji warto zauważyć, że słowo 'güzel' odnosi się nie tylko do urody, ale także i innych przymiotów. Może nie tyle znaczy "piękny", co "cudowny"...

To nie koniec. Będzie jeszcze jedna piosenka, będąca moim walentynkowym tureckim odkryciem. Przypadkiem znaleźliśmy ją w jednych serwisów z wiadomościami tureckimi, opisaną jako utwór bijący rekordy popularności. Nie jest już taka nowa - ponoć zarówno piosenka jak i klip mają ponad rok. Wykonawcą jest zupełnie nieznany w Turcji artysta Hakan Vreskala, Izmirczyk mieszkający w Sztokholmie. Piękny bogaty muzycznie utwór - i tak wspaniale pozytywnie nakręcający do świata - jest dziełem dwóch gwiazd tureckich, choć każda budzi zupełnie inne skojarzenia. Turecko-kurdyjski tekst napisał Şivan Perwer, guru muzyki kurdyjskiej (mieszkający w Niemczech; swego czasu jego twórczość budziła duże kontrowersje, identyfikowano go z PKK, ale faktycznie jest piewcą kurdysko-tureckiego porozumienia). Natomiast muzykę stworzyła diva tureckiego popu Sezen Aksu - gwiazda wielkiego formatu w Turcji. Już sam ten fakt rzuca na piosenkę więcej światła, ale zachęcam najpierw do posłuchania i obejrzenia a potem postaram się przetłumaczyć choćby część tureckiej części tekstu :)



Türk, Kürt kardeş falan değil / Turcy i Kurdowie to nie bracia (w tureckim nie ma rozróżnienia płci w rzeczownikach, więc dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn)
Ayan beyan sevgilidir! / Ale właściwie kochankowie
Yaşasın halkların aşkı! / Niech żyje ludzka* miłość (*to takie koślawe tłumaczenie, halk to lud, społeczeństwo, chodzi raczej o miłość między prostymi ludźmi "takimi jak my")

Türk Kürt kardes falan değil / Turek i Kurd to nie bracia
Ayan beyan sevgilidir / Ale właściwie kochankowie
Ayıran kalleş değil ancak / Nie są odrębni ani zdradzieccy
Hayatın tam da kendisidir / A wręcz ich życie jest dokładnie takie same

Dinlemem kimseyi / Nikogo nie będę słuchał
Gönlümün eylemi / To akcja mojego serca
Bir temenni benimki / To moja własna nadzieja
Yaşasın halkların aşkı / Niech żyje ludzka miłość

Her öpüşmemiz daraltacak / Z każdym naszym pocałunkiem ciaśnieje
Irkçıya faşiste dünyayı / Rasistowski świat faszystów
Her sevişmemiz yol açacak / Kiedy się tylko kochamy otwiera się droga
Yeni bir kozmik ışımaya / nowego kosmicznego promieniowania

Sözleri Şivan Perwer yazdi / Słowa napisał Sivan Perwer
Sezen Aksu besteledi bu aşkı / A Sezen Aksu karmiła tę miłość

Ładnie, prawda? Z kurdyjskiego tekstu potrafię rozszyfrować jedynie wciąż powtarzany refren "Ez te hezdikim" czyli po prostu kocham Cię!

Kochajmy się więc, niezależnie od dzielących nas różnic - bo nie one są ważne, tylko prawdziwa miłość :) I tym idealistycznym optymistycznym międzykulturowym akcentem życzę wszystkim dużo prawdziwej miłości właśnie!

niedziela, 18 lipca 2010

JAK SIĘ MA CHŁOPAKA TURKA WERSJA 2010

Niedzielny wieczór jest porą idealną na to, by chlapnąć jakąś notkę. A jeszcze śmieszniej, jeśli notka będzie dotyczyła nieustająco popularnego tematu, hitu nad hitami... Jeśli mowa o Turcji, jeśli mowa o Riwierze, Alanyi, to zawsze, ale to zawsze (kwestia tylko czy wcześniej, czy później) pojawia się pytanie o TURECKICH CHŁOPAKÓW.
Pytanie o tureckiego boyfrienda zadają mi wszyscy od początku mojej pracy w Turcji. Czy jest? Jeśli nie ma, to dlaczego (pewnie dlatego, że biją kobiety i są zazdrośni). A jeśli jest, to dlaczego (czyżby byli lepsi niż Polacy? - znaczące chrząknięcie)? A czy planujemy się pobrać? A czy się nie boję ?
Czasem pytania podszyte są głęboko ukrytymi emocjami. Czyżby pytająca kobieta również miała w zanadrzu turecki romans? A może nadzieję na taki? A może przeciwnie, negatywne doświadczenia?

Po latach intensywnych obserwacji pseudonaukowych wiem już z całą pewnością. Niewątpliwie "turecki facet" jest zjawiskiem. Modą. Wydarzeniem. W niektórych kręgach warto mieć tureckiego faceta (chociaż w niektórych z kolei lepszy jest Hiszpan, Włoch, bo przecież nie Egipcjanin). Dodaje to naszemu życiu trochę blasku, egzotyki, oryginalności. Ładnie wychodzi się na zdjęciach z tureckim facetem, kiedy on taki ciemny, a przynajmniej brązowooki.

Co innego jednak zdjęcia i ploteczki opowiadane od niechcenia koleżankom z pracy po urlopie, co innego prawdziwe życie. To jeden z takich banałów, które aż szkoda pisać. Ale jednak czasem trzeba, żeby niedzielna notka na blogu trzymała się kupy.

Związki Polek z Turkami można podzielić na kilka kategorii. Niektóre to zwykłe flirty wakacyjne, które sztucznie podtrzymywane przy życiu za pomocą internetu udaje się przeciągnąć do przyszłorocznych wakacji, a przynajmniej sylwestra. Inne to - odwrotnie - znajomości internetowe, które z czasem stają się rzeczywistością, a czasem rozpływają we mgle obietnic przyjazdu, i zapewnień o wiecznej miłości. Jeszcze inne, to coraz popularniejsze związki z projektów, staży, wymian, Erasmusów - czyli miejsc, gdzie spotykają się w miarę podobni do siebie młodzi ludzie.
Najmniej jest zwykłych krótkotrwałych i ulotnych wakacyjnych przygód, bo, jak zauważył kiedyś znajomy Turek: "Polki nadzwyczaj szybko się zakochują".
I jest w tym sporo prawdy. Jak dowodzą obserwacje w terenie, w ekspresowym tempie dziewczyny są gotowe zmieniać kompletnie swoje życie, rzucać stałą pracę w Polsce, ba, czasem nawet poprzedniego, "nudnego" polskiego chłopaka, aby tylko znaleźć się bliżej ukochanego z Krainy Orientu. Już nie mówiąc o próbach nauki tureckiego i szalonym entuzjazmie do zgłębiania arkan tureckiej kultury!

Zaiste, w wielu przypadkach ten szalony entuzjazm godzien byłby lepszej sprawy.
Niestety, nie owijając w bawełnę, często zakochanym dziewczynom brakuje zdrowego rozsądku i odrobiny samokrytyki. Z jednej strony trudno się dziwić - magia Turcji robi swoje. Ja sama podczas pierwszego swojego pobytu w tym kraju siadywałam z koleżankami z pracy w kawiarni i pożerałam wzrokiem odzianych w białe koszule kelnerów. Z naszych ust wydobywały się tylko ciche westchnienia i refleksje typu:
- Jakim cudem Matka Natura rzuciła tych wszystkich adonisów razem właśnie tutaj?!
A kiedy jakiś adonis przesłał dokładnie zaadresowane do którejś z nas głębokie spojrzenie wilgotnych czarnych oczu - byłyśmy ugotowane.

Wraz z kolejnymi randkami przy dźwiękach tureckiej muzyki, flirtami, bukietami kwiatów i spacerami w świetle księżyca świat stawał się jeszcze piękniejszy. Trudno zresztą się dziwić - która kobieta nie marzy o odrobinie romantyzmu? Tutaj dostawała go w takich ilościach, jakby wspomniana Matka Natura chciała wynagrodzić nam wszystkie "stracone lata".

Z czasem, jeśli weszło się w prawdziwy związek, człowiek zaczynał zauważać kulturowe (i nie tylko) różnice. Wymuskany kelner w białej koszuli okazywał się chłopakiem w wolnym czasie noszącym paskudne sportowe szorty ze sznureczkiem w pasie i do tego nie pasujący kolorystycznie t-shirt. Romantyczne randki w restauracjach zamieniły się w banalne kolacje w domu z niezmiennie dużą ilością białego tureckiego chleba (nawet do makaronu) i mlaskania. Polska kuchnia w naszym wykonaniu budziła jedynie udawany zachwyt. Okazało się też, że trzeba było się pogodzić z paroma obyczajowymi drobiazgami. Na przykład będąc w mieście zachowujemy się przyzwoicie, nie obłapiamy partnera, a już brońcie bogowie od publicznego całowania! Musimy też uważać na własny strój (co niektórym przychodziło łatwo, jeśli nie miały nigdy ciągot do minispódniczek), a szczególnie na męsko-damskie przyjaźnie. Zostawało się pouczonym, że każdy turecki mężczyzna chce od nas tylko jednego (co akurat nie mija się za bardzo z prawdą), i w związku z tym najlepiej, abyśmy ograniczyły kontakty nawet z kolegami z pracy.
Jeśli delikwentka jest zakochana, takie rzeczy nie będą dla niej problemem. Ba, można przecież wszystko to potraktować jako wyraz miłości i troski ukochanego! To, że nie pozwala jej nigdzie samej chodzić (i odwozi ją i przywozi w każde miejsce o każdej porze). To, że wymieniają się hasłami do skrzynek e-mailowych (w końcu to dowód zaufania). To, że zakładamy bluzki bez dekoltów (och, on jest o mnie tak uroczo zazdrosny!).
Nie mówiąc już o tym, że kiedyś wreszcie kończą się tematy pod tytułem "kocham Cię kochanie moje" i okazuje się, że po prostu nie ma o czym gadać. A może i nawet - że jesteśmy kompletnie inni. Zaczyna być widoczne, że Polka z wyższym wykształceniem i świetnie zapowiadającą się karierą to świetny awans dla Turka z Riwiery po podstawówce... Paradoksalnie wielu takim dziewczynom wydaje się odwrotnie: że to je spotkało niezwykłe szczęście, w postaci boskiego przystojnego i oddanego mężczyzny, że to one dostały prezent od losu...

I tak dalej, i tak dalej.

Konserwatyzm czy kompleksy partnera albo niedopasowanie poziomem intelektualnym to tylko jedne z przykładów bolesnych rozczarowań. Nie wymądrzałabym się tak, gdybym sama w życiorysie nie miała takiego. A przecież jest tyle innych wersji zakończeń polsko-tureckich przygód. Niektóre o wiele bardziej dramatyczne: kłamstwa, inne dziewczyny, ba, oficjalne żony i nie mniej oficjalne dzieci, przemoc, wyciąganie pieniędzy pod pozorem rodzinnych tragedii i tym podobne.
A czasem po prostu ciężko sobie wyobrazić życie w "takim kraju jak Turcja". Bo o ile można w Anglii, to przecież nie w dzikiej Azji...

U mnie, na szczęście, sercowy zawód i negatywne nastawienie do tureckich mężczyzn nie przeniósły się na spadek zainteresowania Turcją. Cóż, tym lepiej, poznałam obyczaje tradycyjnych macho od podszewki, i, jak widać, mogę o tym nawet pisać notki na bloga. Znam też sposoby, jak się maskują - najczęściej udając niezwykle wyedukowanych, światłych i zeuropeizowanych (kiedy w rzeczywistości w życiu przeczytali dwie książki i niezliczoną ilość magazynów piłkarskich, a ich opinie to zlepek sądów wygłaszanych przez gwiazdy tureckich mediów). Oczywiście pomijam tych NAPRAWDĘ wyedukowanych, światłych i zeuropeizowanych, ale ich znaleźć ciężko. Nie wystają na czatach i skajpach, zagadując nieznane sobie dziewczyny. Nie pracują przez lata w kurortowych barach jako naganiacze czy kelnerzy. Nie bajerują, że "dzięki nam czują się tak, jak nigdy w życiu się nie czuli" i nie zapewniają, że "tu jest pełno podrywaczy, ale ja jestem inny", lub też, że "dzięki tobie się zmieniłem".
Znów banalne stwierdzenie, ale naprawdę im takich czarów po prostu nie trzeba. A życie z takimi prawdziwymi Turkami? Takimi nie-kurortowymi, nie-chłopcami-z-plaży?

Cudownie normalne. Raz wspaniałe, czasami nudne, a jeszcze innym razem po prostu trudne.
Bez zakazów i nakazów, bez napadów zazdrości, z rozmowami o życiu, z dyskusjami o kulturowych różnicach. Z tolerancją, przyzwoleniem na inność i wolność osobistą drugiej strony.
No... po prostu jak to z prawdziwym mężczyzną. Nawet to, że Turek, jakoś specjalnie nie przeszkadza. Bo przecież mógłby być Polak, jakie to ma znaczenie?

Dobry chłop, to dobry chłop, niezależnie od narodowości.
Czyż nie?

sobota, 13 lutego 2010

NA WALENTYNKI

Już od miesiąca wiadomo było, co nastąpić musi. Jutro Walentynki, absurdalne święto komercji. Oczywiste, że skoro w Turcji pojawiają się Święci Mikołajowie z okazji Bożego Narodzenia, to na pewno będzie też i Święto Zakochanych. Zresztą funkcjonuje tu od dawna pod nazwą "Sevgililer Günü" właśnie. Jak co roku reklamy z miłością i serduszkami w tle, wystawy sklepowe z migdalącymi się gołąbkami otaczają nas i osaczają.
Zwykle kontestowałam ten dzień i ustanowiłam 13 lutego Dniem Singli (polecam, bardzo przyzwoita okazja by się spotkać z nie-migdalącymi się znajomymi), ale odkąd w moim życiorysie zaistniał Szanowny Król Pomarańczy (ostatnio tytułujący się Królem Oliwek), nie mam już odwrotu. Próbuję ten fakt przekuć w coś dobrego - no, przynajmniej będzie można zebrać materiały dotyczące świętowania Walentynek przez Turków.

Jak więc spędzają ten dzień Turcy?

B., lat 33
- To jest nie w porządku, zawsze na Walentynki kupowałem kobiecie kwiaty, prezent, zapraszałem do restauracji, oczywiście płacąc cały rachunek za kolację i napitki, a potem jeszcze taksówka do domu! Kobieta najwyżej kupowała mi drobny upominek, a i to nie zawsze (dodaje rozżalony po chwili namysłu).

Tu warto rzucić kilka słów o tureckich dziewczynach. Przyznam sama, że kiedy słyszę jakie są wymagające i wybredne oraz zaborcze, to podziwiam mężczyzn, którzy za nimi biegają. Turecka dziewczyna zawsze musi wiedzieć gdzie i z kim jest jej chłopak, dlatego też panowie mają niemalże wryty do głowy imperatyw tłumaczenia się. Np. dlaczego nie mogli odebrać telefonu, dlaczego nie oddzwonili. Oczywiście tłumaczenie "nie miałem pieniędzy na koncie" nie wchodzi w rachubę, bo to niemalże samobójstwo. Turecka dziewczyna wymaga od chłopaka kupowania i fundowania. Wnioskują one (może i słusznie zresztą), że skoro facet jest niezaradny i bez forsy już w okresie randkowym, to co będzie po ślubie? Płacenie za rachunek pół na pół z jednej strony wydaje się logiczne w wielu sytuacjach, a jednocześnie panowie są tak wyszkoleni przez tureckie koleżanki, że z poczucia honoru-i-obowiązku zapłacą całość, choćby waliło się i paliło.
Tureckie dziewczyny często grają królewny (albo i nimi się w końcu stają), co oznacza zarówno zachowanie (tu nie pójdę, tam nie wejdę, tu śmierdzi, tam nieładnie), jak i przesadne dbanie o wygląd. Poprawianie sobie włosów co 5 minut, pełny makijaż od rana, kreowanie wizerunku na zwykły spacer ze znajomymi, niewolnicze uzależnienie od mody... mnie osobiście szkoda by było czasu, dlatego podziwiam te wszystkie zabiegi.

Mimo tych wszystkich cech Turczynki nieźle sobie radzą. Chłopcy uwijają się u ich stóp, bo przecież w kraju jest przewaga mężczyzn. Jedyne co może psuć im humor to rosnąca liczba mieszanych związków (międzynarodowych) - panny z Europy nie dbają tak o wygląd ("O rany, jak ty się szybko szykujesz do wyjścia!" - zawołał Król Pomarańczy kiedy byłam gotowa po 20 minutach), nie są przesadnie zazdrosne, obrażają się dużo rzadziej, a co więcej są wyrozumiałe w kwestii finansów.
To dlatego czasami lepiej się nie przyznawać, że jest się Polką, a co gorsza, że ma się chłopaka Turka.

No, ale obiegłam od tematu :)

F., lat 35:
- Zawsze spędzałem Dzień Zakochanych sam. Albo akurat z kimś zerwałem, albo mieliśmy przerwę, ale nigdy nie udało mi się w ten dzień mieć dziewczyny. W tym roku biorę E. (mężczyzna, też bez dziewczyny, lat 30.) i będziemy w domu oglądać filmy. Kupimy sobie po czerwonej pluszowej poduszce z napisem I love you, które są w promocji w markecie. (zwraca się do E) Na jaki kolor mam pomalować paznokcie?

E, lat 30:
- A ja kiedyś pomyliłem dni - zadzwoniłem z życzeniami 15 lutego, i chciałem zabrać ówczesną ukochaną na kolację, po czym obrażona uświadomiła mi, że to było wczoraj...

S., lat 39, kobieta, rozwódka:
- Idę z córeczką na "Komedię romantyczną" (film turecki). Nam faceci są niepotrzebni. Nie ufam żadnemu.

No dobrze, a co ze "szczęśliwie zakochanymi" parami? Poza tym, że młodzież będzie wywieszała stosowne wirtualne serduszka w internecie (na Facebooku, MSN i gdzie tylko się da), oraz informowała cały świat o tym, że kochają swoje "aşkim"?

Scenariusz wieczora walentynkowego "a la turquie" wygląda typowo. To jest:
1. Kwiaty (z wetkniętym do środka bilecikiem; potem mija się na głównej ulicy Alanyi pary z kwiatami, i pary z kwiatami, co świadczy dobrze o portfelu mężczyzny, na Walentynki ceny kwiatów wzrastają ponoć absurdalnie)
2. Prezent
3. Kolacja (kilka knajp w Alanyi ma opinie nadających się, więc tam nie będzie można wetknąć szpilki, a stolik rezerwować trzeba z wyprzedzeniem; w pozostałych lokalach świecić będzie pustkami - obserwacje zeszłoroczne)
4. Dołączenie do grona znajomych w klubie (jeden nocny klub czynny w zimie w Alanyi, wszyscy trafiają właśnie tam i stoją ściśnięci jak w puszce konserwy)
5. Happy end

Czyli bez szaleństw, typowo i klasycznie. Turcy romantycznym narodem są; tradycja Dnia Zakochanych trafiła na grunt podatny. Jeśli ma się swoją "drugą połówkę", to czy się chce, czy nie chce, wypada po prostu w jakiś tam sposób ten dzień świętować.

Rozpisałam się zupełnie bez sensu (jak wspominałam wyżej, dzień ten uważam głównie za święto komercji i przez całe życie wytrwale je kontestowałam. Ale jak się wpadło między kruki... ;))
Ta notka tak naprawdę była tylko pretekstem do tego, aby pokazać (znów) turecką reklamę. Tak, wiem, że dużo oglądam lokalnych reklam, ale uważam je za znakomite. Wiele z nich idealnie odzwierciedla tureckie poczucie humoru, zarówno w treści, jak i w formie. A propos formy: dekoracje w poniższej są moim zdaniem fantastyczne :)

Skrót fabuły: Turczynka zrywa z chłopcem (proszę zwrócić uwagę, z jaką łatwością to robi: "To koniec. Ty nie masz pytań, ja nie mam - Żegnaj" - ach te tureckie dziewczyny właśnie!) W tle rozlega się smutna romantyczna muzyka w wykonaniu słynnego piosenkarza rozrywkowego, grywającego we wszelkiej maści lokalach do tzw. "kotleta" - Ümita Besena - a i on sam siedzi w pokoju chłopaka w scenografii wyjętej żywcem z takich lokali.
- Ümit abi! - woła chłopak do piosenkarza
- Nieważne, abi! - Na dramaty życiowe - tłumaczy - są ciasteczka Rondo.

I ta reklama znów dużo mówi o tureckim podejściu do życia :)

Dedykuję wszystkim Singlom.

müzik - Ümit besen - Ülker rondo reklamı | izlesene.com


piątek, 25 kwietnia 2008

INFORMACJE NIE CIERPIĄCE ZWŁOKI

Ponieważ poprzednia notka wywołała nie tylko kontrowersje, ale także zapytania o moją osobę, a dokładniej, jakie mam plany, zostałam niejako przymuszona :) do odpowiedzi.

Słówko jeszcze o kontrowersjach: zdań na temat wakacyjnych romansów jest tyle, ile ludzi w nie zaangażowanych (lub nie zaangażowanych), dlatego wszelkie dyskusje raczej nie mają sensu. Ponieważ jestem przez długie miesiące obserwatorką wielu ciekawych sytuacji i znam zdania obu stron, a także mam własne, wyrobione - pokusiłam się o poprzednią notkę, mając ochotę po prostu je przedstawić. Sam zresztą temat nadawałby się na kilkudziesięciostronicową rozprawkę, więc wybaczcie (tu mrugam ironicznie okiem), że nie przedstawiłam WSZYSTKICH aspektów wakacyjnego romansu. Piszę dla przyjemności, a nie dla nauki (chyba że ktoś zaproponuje mi doktorat na ten temat, czekam :))

A teraz już to, na co wszyscy fani niecierpliwie czekają... uwaga... przygotujcie się...

Pytanie zadane drżącym głosem numer 1: Czy Skylar wyleczyła kontuzję, i może chodzić?

Odpowiedź: Tak (jako tako).

Pytanie zadane drżącym głosem numer 2: Czy Skylar jedzie do Turcji?

Odpowiedź: Tak. Już niebawem. To samo miejsce, ta sama praca, ten sam pracodawca.

[czytelnicy oddychają z ulgą]



ps. w związku z powyższym i w związku z zapytaniami i prośbami kierowanymi na e-mail, niedługo pojawi się krótki i zwięzły (a nie rozwiązły) tekścik pod tytułem "Turcja dla początkujących. Poradnik dla wczasowiczów".

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

O TYM KIM JESTEŚMY I DOKĄD ZMIERZAMY

ONA_1:

Wakacje, na które czekało się cały rok, to wyjątkowa sprawa. Kilka miesięcy wcześniej wybiera się biuro podróży i hotel, robi rezerwację. Potem pracowicie przeczesuje się internet w poszukiwaniu opinii, wypowiedzi, albo ludzi, którzy lecą w tym samym czasie-w to samo miejsce-tymi samymi liniami-i nawet-z tym samym biurem podróży. Czyta się informacje, przygotowuje się, w końcu kupuje nowe niezbędne rzeczy:
a) kostium kąpielowy
b) sukienki, buty, bluzki
c) kosmetyki
d) idzie się do fryzjera, robi paznokcie
bo przecież zdjęcia zrobione na wyczekiwanych wakacjach będą potem w rodzinnym obiegu cały rok! Aż do następnego wyjazdu. Wreszcie można zrzucić tą polską szarość, te nudne dżinsy, polary, kurtki, dodać sobie trochę koloru, zarówno dosłownie, jak i w przenośni, zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie. Dopieścić się słońcem, po prostu wyspać, odpocząc, zobaczyć coś nowego, bo przecież jest się tego wartym - tej odrobiny luksusu.


ONA_2:

Czasem jest tak, że człowiek spracowany i zmęczony nagle przypomina sobie, że jeszcze nie wykorzystał urlopu. Albo trafiło się po prostu parę dni wolnych. Więc w ostatniej chwili wlatuje się jak huragan do biura albo na stronę www i wykupuje ofertę last minute. Adrenalina wzrasta, w brzuchu zaczyna się przyjemne mrowienie - ahoj, przygodo! Szybkie pakowanie walizki, podlanie roślinek, załadowanie nowych baterii do aparatu fotograficznego i już praktycznie można jechać. W drodze na lotnisko czujesz się jakby to się nie działo naprawdę; było snem; bo przecież wszystko trwało tak krótko.


HEY SEXY LADY, I LIKE YOUR FLOW

Do tego nie sposób się przygotować. Jeśli większość roku spędza się w tak zwanej Europie Środkowej, po przyjeździe w rejon basenu Morza Śródziemnego doznaje się zawsze szoku. No bo jak to się dzieje - tak, jakby ktoś nagle pstryknął palcami i zmienił dekorację wokół ciebie. Słońce jest inne, niebo jest inne, woda jest inna, i ludzie, i muzyka, po prostu wszystko. Zmysły są ZAATAKOWANE, natychmiastowo, kompletnie. Nasycenie kolorem, zapachem i smakiem przekracza dopuszczalne normy. Doznajesz intensywności życia, nawet jeśli jej sobie nie uświadamiasz, masz ją w sobie, ona cię przenika, wypełnia cię natychmiastowo na takiej samej zasadzie, jakbyś się nagle zakochała. Bum - i już chodzisz innym krokiem, patrzysz innym wzrokiem, wybierasz inne kolory ubrań i częściej się uśmiechasz. Promieniejesz.
A ponieważ jesteś krótko - tydzień lub dwa - starasz się to wykorzystać do maksimum. Nie polegujesz pół dnia na łóżku, jak to masz w zwyczaju w domu, bo "aż szkoda". Nie kładziesz się spać po wieczornym filmie o 22, tylko ubierasz się w najlepsze ciuchy i wychodzisz na miasto, no, choćby po to, by dotknąć tej atmosfery wiecznych wakacji jaka, wydaje się, ciągle tu panuje.
I ludzie - przyjaźni, otwarci, nieszkodliwie zaczepni. Randka z którymś z tych facetów jest tylko kwestią czasu. A potem przekomarzanki, śmieszne rozmowy, uczenie go polskiego, co tak słodko brzmi, spacery po plaży, i to, że jest taki wrażliwy, a ty się kompletnie tego nie spodziewałaś (znając stereotyp panujący w Polsce o brudnych i twardych macho facetach). Żegnacie się często płacząc oboje, i wydaje się, że już nigdy nic nie będzie takie samo.


"POLISH GIRLS GOOD FOR SEX"

Dziewczyn, które zakochały się podczas wakacji są tysiące. Dziewczyny, które podczas wakacji w Turcji zakochały się i straciły dziewictwo, powinny założyć osobne forum internetowe, tak jest ich dużo - to fenomen. Każdej jesieni i zimy komputery w kawiarenkach internetowych całej Turcji są pewnie rozgrzane do czerwoności, a co dopiero łącza. Są już serwisy czatowe wyspecjalizowane w konkretnych narodowościach: Dla amatorów Rosjanek, dla amatorów Polek, itp. Na polskich forach też huczą dyskusje: o języku tureckim, o tym, gdzie która "swojego" poznała (często wychodzą tu niekoniecznie zabawne prawdy na jaw - że kilka dziewczyn - z tym samym "swoim" miało tak zwany romans). Wystarczy spojrzeć na komentarze do notki, którą dawno, dawno temu zamieściłam pod starym adresem bloga: http:/turcja.blogownik.pl/?p=15786 - niewiarygodne, że przez tyle miesięcy nadal istnieje tam życie! :)


ONA_1 przygotowywała się do wyjazdu stopniowo, ONA_2 skoczyła na wakacje nagle, spontanicznie - a efekt często jest taki sam. Krótki wakacyjny pobyt na tym przecież polega: by zapomnieć o nudzie codzienności, by zaszaleć, zrzucić maskę dojrzałości, odpowiedzialności, i pobawić się trochę tak, jak na młodą w końcu osobę przystało.

Tydzień. Ile to jest? Ile czasu, by coś, czy kogoś poznać? Praktycznie nic. Wszystko jest ułudą i bajką, jest dla nas nowe, więc łapiemy to garściami, kosztujemy, zapominając o tym, że na dłużej powszednieje - i staje się podobne do naszego życia. Turcja jest dla nas piękna, bo tego oczekujemy. Ma być - w końcu to cudowne wakacje. Tak samo jest z poznanym w pięknej Turcji pięknym mężczyzną - przymykamy oko na wady, jak językowa niesprawność, byle jaka praca, brak wykształcenia - a patrzymy tylko na jego fotogeniczność, zgrabny tyłek, romantyczne spojrzenie i to, że język turecki w jego ustach brzmi jak poezja. I jak on o nas dba! Jak o królewnę. Trudno się dziwić - żadna szanująca się Turczynka nie zgodziłaby się, żeby po 2-dniowej znajomości nazywano ją "moje kochanie" i całowano pod palmą.

Ale wtedy nie myślimy racjonalnie. Wszystko jest inne, świat jest inny, prostszy i piękniejszy niż na co dzień, i ona - "taka trzeźwa i rozsądna" - nie przejmuje się tym, co zwykle. Bo po co - to przecież takie proste, ONA_1 albo ONA_2 (a czasem obydwie jednocześnie) kochają JEGO i cała reszta przestaje mieć znaczenie. One kombinują jak tu wrócić, załatwić kolejny urlop, bo przecież on będzie czekał. Obiecał. Polscy faceci wydają się na ich tle obmierzłymi nudziarzami z piwnym brzuszkiem i początkami łysiny. Szpanują pracą w Irlandii czy Anglii a nie potrafią być dżentelmenami! Jak Turcy.
Poza tym fajnie się pochwalić koleżankom nowym "ciemnym" chłopakiem - od pewnego czasu jest na to moda. I jeszcze muzułmanin... pełna egzotyka.


Dopóki ONA_1 i ONA_2 nie wykraczają swoim zachowaniem poza ramy normalnego wakacyjnego romansu - można powiedzieć że jest OK.
Gdy któraś z nich zacznie naprawdę "COŚ" czuć - w większości przypadków sprawa robi się grząska.


Dlatego turystyka w Turcji nigdy nie upadnie.

czwartek, 14 lutego 2008

SENI SEVIYORUM I INNE

Walentynki już za moment, pora na obiecane co nieco. Z racji, że z natury swojej jestem istotą zlosliwa i ironiczna, wykpie dzisiaj nie tyle samą ideę swieta zakochanych, akurat wyjatkowo nie poswiecajac jej ani slowa... tylko (jako ze blog ten poswiecony jest glownie Turcji, Turkom, i tureckim obyczajom)...
A zresztą, nie zdradze. Zgadnijcie sami.

TARKAN - SEVIS BENIMLE

posluchaj


Çıkar ateşten elbiseni


Zdejmij ogniste ubranie (cikar - zdejmij, rozbierz)

Bir tek çıplaklığın kalsın

Niech zostanie tylko twoja nagosc (bir tek - tylko, ciplakligin - twoja nagosc, kalsin - niech zostanie, kal - zostań)

Ateşten de sıcak

gorętsza od ognia (sicak - gorące, ates - ogien, atesten - od ognia)

Ay odada şimdi

księżyc jest w pokoju (ay - ksiezyc, oda - pokoj, odada - w pokoju)

Ay yatakta

księżyc w łóżku (yatak - lozko, yatakta - w łóżku)

Ay içindeyken daha çıplak görünüyorsun.


gdy ksiezyc jest w tobie wyglądasz bardziej naga (icinde - w, icindeyken - gdy jest w)

Kendini ver bana

oddaj mi się (ver - daj, bana - mnie)

Nasıl da büyür bedenin gecenin içinde

Jakie twoje cialo jest czarujące w srodku nocy (beden - cialo, buyur - magiczne, czarujące)

Sen sen değilsin artık

Nie jesteś już sobą

Hadi konuş benimle

Dalej, porozmawiaj ze mną (hadi - dalej, konus - rozmawiaj, benimle - ze mną)

Utanmak istiyorum sözlerinden

chcę żebyś mnie onieśmieliła słowami (istiyorum - chcę, utanmak - onieśmielić, sozler - słowa)

Seviş benimle, savaş benimle

Kochaj się ze mną, walcz ze mną

Karışalım birbirimize

Pomieszajmy się, jedno z drugim

Hiç nokta koyma geceye

Nie zatrzymuj nocy (w sensie: niech ta noc trwa)

Dur yok, durak yok

Bez przerwy, przez końca (tu praktyczne słówko: dur - stop, durak - przerwa, przystanek, np. autobusowy :)) yok - nie ma, bez)

Bu son gece, ölüm yakın

Ta noc jest ostatnia, śmierć jest blisko (bu - ta, son - ostatnia, gece - noc, olum - śmierć, yakin - blisko)

Konuş benimle, seviş benimle


Rozmawiaj ze mną, kochaj się ze mną

Sınırsız ol, yasaksız ol

Nie ograniczaj się, nie powstrzymuj się (sinir+siz - bez granic, yasak+siz - bez zakazów)

Seviş benimle, savaş benimle

Kochaj się ze mną, walcz ze mną

Bir yılan kadar soğuk ve kıvrak

Jak wąż chłodna i elegancka (yilan - wąż)

Bir yalan kadar çekici ve ürkütücü olmalısın


Powinnas być jak kłamstwo przyciągająca i przerażająca (yalan - klamstwo, olmak - byc, olmali - powinien, olmalisin - powinnas byc)

Sen sen değilsin artık

Nie jesteś już sobą

Ben de yokum

Ja też nie jestem

Seviş benimle, konuş benimle

Kochaj się ze mną, rozmawiaj ze mną,

Yalnızca aşk ve gece


Tylko miłość i ta noc

Ölüm bir adım ötede

Śmierć jest jeden krok stąd




Z dedykacja dla wszystkich zwolennikow romantycznej milosci na tureckich plazach. Taaak :)

niedziela, 10 lutego 2008

GITME GITME!!! NE OLUR?!

Nadeszla pora na obiecaną piosenkę o milosci. Do Walentynek niedaleko, wiec wpisuję się przy okazji w obowiązujący trend. Poszukując idealnego do przetlumaczenia tekstu, przeczesalam oczywiscie spis piosenek Tarkana czyli tureckiego piosenkarza wszech czasów.


Wielki Bóg Popu Tarkan ma juz 36 lat i nadal image rozkosznego chlopca, zalożylam wiec, ze jego piosenki beda mowily SPORO o milosci. Mialam prawdziwy dylemat co wybrac, zeby bylo ciekawe, fajnie brzmialo i przy okazji bylo niezbyt trudne do przelozenia :)
Juz same tytuly utworów dowodzą, że Tarkan jest kompetentną osobą w kwestii milosnych piosenek: Aşk (Milosc), Dön Bebeğım (Wróć moje dzieciątko = epitet w stylu "mojej slodziutkiej), Ay (Księżyc), Söz Verdım (Dalem slowo), Yandım (Plonę), Yine sensız (Nadal bez ciebie), Sen Başkasin (Jestes inna), Uzak (Daleko) i tak dalej. Wystarczy przetlumaczyc wszystkie najbardziej znane piosenki Tarkana i mialoby się bogaty slowniczek do milosnych podbojów w Turcji (szczegolnie pod palmami gdzies na plazy Riwiery, okolo 9 km od centrum Alanyi).

Przedstawie Panstwu zatem piosenkę ladną, chociaż smutną i "cierpiącą", ale za to niezwykle nastrojową. Tekst jest wyspiewywany wolno, wiec nawet mozna dodac chorek Tarkanowi :) - prosze tylko pamietac, zeby zamknac oczy i przybrac odpowiednio zbolaly wyraz twarzy. Niezbedne.

TARKAN - GITME


posluchaj

Ne vakit gelsen aklıma

Ilekroć pojawisz się (dosl. przyjdziesz - gelsen) w moim umyśle

Bir yıldız düşer içime

Gwiazda spada we mnie (gwiazda - yildiz, duser - spada)

Seni görürüm o anda

Wtedy ciebie widzę

Yağar yağmur avucuma

Krople deszczu padają na moje dłonie (yagmur - deszcz, yagar - pada)

Gidersen doğmaz güneşim

Jesli odejdziesz nie wzejdzie moje słońce (dogmaz - nie wzejdzie, slonce - gunes -> gunesim - moje slonce)

Sarar gözlerimi acı bir telaş

Zbledną moje oczy w wielkim wzburzeniu (tu trudne zdanie, prosze o wybaczenie, mam nadzieje ze choć trochę moja wersja oddala rzeczywistosc)

Gitme desem canım

Jesli ci powiem nie idź, moja droga (moja droga, czyli to slynne canim)

Kalir misin benimle

Czy zostaniesz ze mną? (benimle - ze mną)

Gitme desem canım

Jesli ci powiem zostań, moja droga

Sever misin beni yine

Czy mnie znów pokochasz?

Gitme ah gitme

Nie idź, ah, nie idź (git to po turecku "idź" - git+me -> nie idź)

Geceler sabahsız

Niekończące się noce (gece - noc, geceler - noce; sabah - poranek, sabahsiz - bez poranka)

Ömrüm baharsız

Żylbym bez wiosny (=moje zycie nie mialoby sensu)

Sensiz kalırsam


Jeśli zostanę bez ciebie (i znow: sen - ty -> sensiz - bez ciebie)

Ölürüm yalansız

Umrę bez kłamstwa (yalan - klamstwo/klamca)

Gitme ah gitme, ne olur

Nie idź, nie odchodź, dobrze?

Kıvrım kıvrım saçların

Twoje krecone wlosy (saclar - wlosy;)

Islanır ben dokununca

Zmoczyły się gdy ich dotykalem

Ne vakit gelsen aklıma

Ilekroć przyjdziesz/pojawisz się w moim umyśle

Durdururum zamanı

Zatrzymuję czas (durdurmek - zatrzymywac, zaman lub vakit - czas)

/dziękuję Magdzie mgr turkologii za poprawkę drobnych bledow ;)/

Pozostaje tylko zaznaczyc, ze Tarkan wspanialym i utalentowanym muzykiem jest, a niektore z jego utworow to znakomity i na wysokim poziomie pop z tej "wyrafinowanej" polki. To zreszta multiinstrumentalista, i (co istotne i swiadczy na pewno o jego umiejetnosciach) swietnie wypada na koncertach. Mialam szczescie przezyc koncert Boskiego Tarkana w miejscowosci Kemer, gdzie publike w 80% stanowili rosyjscy turysci, a tlum byl tak wielki, ze nie dalo sie oddychac. Musialam wydostac sie poza ta scisniete mrowisko ludzkie by nie stracic przytomnosci i reszte koncertu ogladalam (a raczej sluchalam bo z tak daleka widac bylo tylko zarys, aurę Tarkana) siedzac oslabiona na plycie parkingu... ale przynajmniej moge sie pochwalic uczestnictwem w tak donioslym kulturalnym wydarzeniu :)

Zainteresowanym podobnym stylem muzyki polecam poza plytą Tarkana "A-acayipsin" (na ktorej znajduje sie powyzszy kawalek), jeszcze dwie znakomite "Karma" i "Dudu"; natomiast Tarkana w wersji angielskiej mozna sobie spokojnie odpuscic. Inni wykonawcy tego samego prądu to na przyklad Murat Boz (plyta "Maximum"), Kenan Doğulu (album "Festival") i dorobek Mustafy Sandala (na przyklad ostatnia "Devami var") - wszyscy panowie dostarczą nam oczywiscie ciekawych wrażeń muzycznych, estetycznych (rzecz jasna), a slowa piosenek stanowią prawdziwą skarbnicę wiedzy i slówek.


Przeglądając teksty piosenek Tarkana przyjrzalam sie blizej jeszcze jednej, ktora nawet bardziej niz "Gitme" nada sie na klimaty walentynkowo-wakacyjno-plazowe. Przeciez zblizaja sie coraz bardziej (tu wszystkie panie wydaja glosny pisk)... Ale o tym moze przy nastepnej okazji, zeby nie odkrywac wszystkich kart od razu :)

niedziela, 20 stycznia 2008

JAK SIĘ MA CHŁOPAKA TURKA

Dzisiaj będzie notka osobista. Czasami trzeba ;) A tak poważnie, to w temacie, który poniżej omówię sporo doswiadczylam i wyrobilam juz sobie odpowiedni dystans, taki wlasnie, jaki wystarczy do opisania wszystkiego z odpowiednią dozą luzu :)

Jak to jest mieć chlopaka Turka?

Na poczatek pare faktow, zeby nie bylo niejasnosci:
- jesli mowie "chlopaka" to mam na mysli z zalozenia normalny zwiazek monogamiczny, nie-na-odleglosc, nie-korespondencyjny i nie-internetowy, czyli taki, w ktorym dwie osoby sie ze soba spotkaja co pare dni lub codziennie a nie co kilka miesiecy na tydzien (tego typu "zwiazki" sa mi kompletnie obce wiec nie podejmuje tematu)
- spotykalam sie z kilkoma Turkami (spedzajac tyle czasu w tym kraju trudno by bylo sie nie spotykac), ale tylko z jednym "dlugofalowo"
- nie wyszlo nam z powodu roznic charakterologicznych, a nie kulturowych i z powodu odleglosci Polska-Turcja
- nie pisze tej notki po to, by sie odkuc, by sie wyzalic czy by "przestrzec wszystkie dziewczyny" - tego, co przezylam, absolutnie nie zaluje i wspominam z lezka rozrzewnienia w oku :)
- z drugiej strony nie jestem jakas entuzjastka Turkow, nie uwazam, ze sa lepsi niz Polacy, sa po prostu inni, a kazdy poszczegolny czlowiek to osobna historyjka, dlatego prosze mnie nie wsadzac do konkretnego worka ze stereotypami :)

Już. Wytlumaczylam sie, i wreszcie moge pisac.

Jak sie ma chlopaka Turka? Coz, mojego przyszlego faceta poznalam w firmie, w ktorej pracowalam, a ktora to firma notabene znana jest z tego, ze laczy w trwale pary polsko-tureckie, mimo zakazu nawiazywania blizszych kontaktow (a moze dlatego wlasnie, ze ten zakaz istnieje). Pewnego dnia kolega zaproponowal, ze podwiezie mnie do pracy swoim motorem (a jakze!), a kiedy dowiozl mnie na miejsce, oparzylam sie dotykajac noga rozgrzanej rury wydechowej. I tak sie wszystko zaczelo ;) Rana goila sie dlugo, i przez ten czas zostalismy przyjaciolmi. Wtedy jeszcze nie wiedzialam, ze w Turcji istnieje bardzo silne przekonanie, ze przyjazn mesko-damska nie jest mozliwa (Twoj przyjaciel Turek, to albo Twoj byly facet, albo przyszly facet, albo nieszczesliwy adorator, ale na pewno nie przyjaciel itp.)
Po jakims czasie oczywiscie obie strony sie zakochaly z hukiem i... czyzby zyli dlugo i szczesliwie? Alez skąd! ;)

Jak sie ma chlopaka Turka:

- i pracuje w firmie razem z nim, to trzeba brac pod uwage, ze jest sie na cenzurowanym. Udawanie, ze absolutnie nic nas nie laczy, bylo na porzadku dziennym. Oczywiscie, wszyscy wiedzieli, ze sie dobrze znamy, ale przez 2-3 miesiace prawie nikt nie domyslal sie, ze jestesmy razem. Dlaczego "prawie nikt"? Oczywiscie w tureckim-turystycznym swiatku wszyscy maja oczy i uszy szeroko otwarte, i lubia plotkowac (szczegolnie faceci, ktorych w branzy jest wiekszosc). Taka forma urozmaicania sobie zycia (to oczekiwanie na wyladowanie samolotu, dluga droga z lotniska do hotelu) az sie prosza o ubarwienie jakimis pikantnymi historyjkami. Niestety nawet organizujac randke na srodku autostrady, a dokladniej siedzac pod palma na tym kawalku zieleni miedzy jednym a drugim pasem, narazalismy sie na odkrycie ;) Juz nie mowiac o spacerze po miescie - wiele razy umykalismy przed ktoryms ze znajomych do pierwszego z brzegu sklepu. W komorkach mielismy siebie zapisanych oczywiscie pod pseudonimem - wspolnym haslem, zeby zaden ze wscibskich kolegow zagladajac przez ramie (normalna praktyka) nie domyslil sie niczego. Takie srodki bezpieczenstwa podyktowane byly wspomnianym zakazem zwiazkow polsko-tureckich, co samo w sobie juz brzmi absurdalnie, ale brnijmy dalej. Osobnik, u ktorego wykryto lub podejrzewano spotykanie sie z dziewczyna z Polski mial mowiac delikatnie przechlapane. Mowilo sie u nas o przypadkach, kiedy to chlopaka przenoszono do innego rejonu albo proponowano zakonczenie zwiazku lub... slub. Czy teraz jest dziwne, ze sie ukrywalismy?

- ukrywanie sie mialo tez inna przyczyne, ktora zrozumialam dopiero pozniej - moj chlopak nie chcial, zeby przylepila sie do mnie etykietka... zwiazki mieszane traktowane sa na Riwierze z przymruzeniem oka jako zwiazki tymczasowe, lekkie, latwe i przyjemne, w ktorych chodzi tylko o jedno... i tak dalej. Nie raz wysluchiwalismy w autobusach opowiesci kierowcow i pilotow o turystkach; takie opinie sa przykre i w wiekszosci nieprawdziwe, szczegolnie dla dziewczyny. Wiekszosc Turkow dzieli kobiety na "dobrze sie prowadzace" (w domysle Turczynki, przyszle zony) i Europejki (tu znaczacy usmieszek). Kiedy moj chlopak upieral sie, zeby trzymac sprawe w tajemnicy poczatkowo myslalam, ze cos przede mna ukrywa :) na szczescie potem okazalo sie (co mialam okazje sprawdzic), ze mial racje. Mimo, ze ostatecznie wszyscy dowiedzieli sie o calej sprawie, dzieki mojemu zachowaniu traktowano mnie z szacunkiem (wobec mnie, i za moimi plecami)

- moj wybranek byl czlowiekiem z duzego miasta na wschodzie, ale polowe zycia spedzil w Niemczech. Co powodowalo okreslone konsekwencje. Facet ten charakteryzowal sie niezwykla jak dla mnie tradycyjnoscia, i jeszcze na etapie kolezenskim bylam jednoczesnie pelna rezerwy, jak i podziwu dla jego stylu zycia. Mozna powiedziec ze wyroznial sie na tle tych wyzelowanych gogusiow z dyskotek, ktorzy starali sie byc na sile europejscy, jak gdyby Europa byla czyms jednoznacznie dobrym, jakims Eldorado. Poniewaz moj chlopak mieszkal w Europie, mial juz inne podejscie. Tym bardziej pielegnowal swoje przywiazanie do tradycji (praktykujacy muzulmanin, przestrzegajacy postu, chodzacy w piatki do meczetu, nie pijacy alkoholu, bardzo przywiazany do rodziny, ba, nie sluchal innej muzyki niz tradycyjna turecka itp.) Dzieki temu moglam sie sporo dowiedziec o obyczajach tureckich ktore oczywiscie probowal mi wpoic ;)

- publicznie nie przystoi nam okazywac uczuc. Calowanie sie i przytulanie naleza do sfery prywatnej i tam ich miejsce. Trzeba przyznac, ze ma to sens.

- moj facet reprezentowal dumna tradycje tureckiego macho :) A mianowicie - nie wypada, zebym publicznie zwracala mu uwage, czy w jakis inny sposob przejawiala swoja ekspansywna osobowosc typu zaborcza baba. Ucierpialoby na tym jego meski image niezalamanego wojownika (ha,ha). Natomiast prywatnie, jak mi wielokrotnie powtarzal, moge na niego nakrzyczec, zwyzywac lub pobic - co tylko zechcę ;)

- nie nalezy myslec bunczucznie, ze jest sie najwazniejsza kobieta w zyciu naszego Turka. o nie. najwazniejsza kobieta jest jego mama, i zrobi dla niej wszystko. Jezeli mamy do czynienia z takim Turkiem, trzeba zaraz zapytac, czy mama nosi chustke. Pewnie nosi. A wtedy nalezy brac pod uwage sporo kompromisow.

- kwestia stroju jak się okazuje jest kwestią dosc istotna. Zaznaczam, ze chlopak nigdy nie zasugerowal mi, jak mam sie ubierac, a bron boze, nie namawial do przejscia na islam i noszenia chusty (jestem Europejka, wiec niby dlaczego mam udawac Turczynke). Sama z siebie, pod wplywem pewnych wydarzen (o tym zaraz), zaczelam sie ubierac w sposob bardziej zakryty. Przyzwyczailam sie do tego tak bardzo, ze juz po rozstaniu, kiedy wrocilam do Polski, nadal zakladanie wydekoltowanych bluzeczek bylo dla mnie czyms niewykonalnym. Teraz juz wszystko wrocilo do normy, chociaz pewien poglad pozostal i go nie zmienie.

- slynna zazdrosc turecka (a moze poludniowa) stala sie jasna, kiedy dobrze mi sprawe wylozono. Ma to pewien zwiazek z poczatkiem notki, kiedy pisalam o tym jak ryzykowna jest wiara w przyjazn mesko-damska z Turkiem. Otoz bedac w fazie czystej fascynacji Turcją wielokrotnie rozplywalam sie nad faktem, ze mam tak wielu cudownych przyjaciol, ktorzy tak sie o mnie troszcza i pamietaja. Kiedys musial nastapic moment, gdy opadly mi klapki z oczu i dokonalo sie to wlasnie dzieki mojemu facetowi. Mial on pare razy dosc ciezkie napady zazdrosci, co probowal mi wytlumaczyc, a czego ja kompletnie nie rozumialam (przykladajac miarke europejska do calej sprawy). W koncu, po ilus tam godzinach dyskusji, dotarlo do mnie, ze zazdrosc poludniowca = jego chec ochrony swojej dziewczyny. Turek byl o mnie zazdrosny, czytaj: nie chcial, zebym rozmawiala, wychodzila, przesiadywala z innymi Turkami, bo doskonale zna innych Turkow. Wiedzial, ze to nie jest tylko "niewinna przyjazn", ze prawie zawsze cos sie za tym kryje, a poniewaz sie ukrywalismy, nie mogl wyskoczyc ze szpada i w czerwonym plaszczu w obronie mojego honoru i cnoty ;) Dlatego probowal na mnie wplynac i wytlumaczyc, bym zachowywala sie oschle, nieprzyjaźnie i z dystansem. Wykapana Turczynka. Moj charakter i sposob bycia nie pozwalal mi na takie zachowanie; probowalam, ale dotychczasowi kumple martwili sie "Nic ci nie jest? Moze jestes chora?" - co powodowalo, ze cala moja akcja konczyla sie, zanim sie zaczela. Nie potrafilam sie nie usmiechac ;)
Ktoregos dnia zrobilam eksperyment i od rana do wieczora probowalam trzymac fason - udalo sie, a ja zrozumialam, ze jest w tym jakis sens. Tureccy mezczyzni sa niesamowicie namolni, przekonani o swojej bezgranicznej cudownosci, zbyt pewni siebie. Swoim zachowaniem utarlam im nosa, a i ja mialam wreszcie spokoj z wiecznymi męczącymi adoracjami. Ci, ktorzy juz wiedzieli, dlaczego, nie komentowali - wszystko stalo sie jasne. Mialam swiety spokoj i do dzis go mam - dzieki tej "szkole" nauczylam sobie radzic z Turkami i nie wlaza mi na glowe.

- mimo wszystko cala ta sytuacja byla dosc meczaca - nie dosc, ze przeniesiono mnie (podobno dyscyplinarnie; sprawa do dzis budzi moj gleboki niesmak) 200 km od Alanyi, bylam wiec daleko od Niego, oboje czynilismy cuda, by wygospodarowac czas na spotkanie (stad te randki na autostradzie i w innych dziwnych miejscach; jak na te mozliwosci i odleglosc i tak radzilismy sobie niezle), to jeszcze meczace ukrywanie sie (po nocach snily mi sie autobusy firmowe, przed ktorymi w ciagu dnia uciekalismy), to jeszcze sprawy kulturowe, ktore kompletnie przewrocily moje pojecie o Turcji i Turkach do gory nogami.

- wielokrotnie slyszalam, ze "kobiety to maja dobrze". Na pewno przy takim tradycjonaliscie. Zreszta wiekszosc Turkow za honor uznaje placenie za kobiete w restauracjach i innych przybytkach, nawet jesli kobieta nalega, prosi, sugeruje mniej lub bardziej delikatnie, bo taka wyemancypowana i zniesc nie moze :) Nie ma. Po prostu nie ma rady. On musi postawić i zaplacic, i juz. Najsmieszniejsze, ze moj byly wybranek byl srednio zamozny, zarabial niewiele. Oczywiscie musial miec motor, musial miec samochod - nieodlaczne symbole prestizu - i najlepiej ze dwie komorki. Ale tylko ja i paru najblizszych kumpli wiedzialo, ze czasem nie ma nawet na herbate. Dlatego wielokrotnie pozyczalam mu pieniadze, po to, by te herbate mogl mi postawic ;)

- jak sie ma chlopaka Turka, warto pamietac o tym, ze wazne sa czyny, a nie to, co mowia. Turcy sa mistrzami w "dobrej gadce", czym urabiaja naiwne dziewczyny, wierzace w kazde slowo (gdyby wszystko bylo prawda w takiej np. Alanyi byloby zatrudnionych 90% managerow - cokolwiek to znaczy, brzmi dobrze). Piekne slowka maja swoj urok, i milo sie tego slucha - ilez to razy zapalalam sie i promienialam, slyszac "A moze zmienie prace", "A moze pojedziemy razem do Stambulu, zobaczysz", "A moze... (tu wstawic cos super-mega-cudownego). Swoista odmiana marzycielstwa. Nie, to nie jest specjalnie, wielu z nich na pewno wierzy w to, co mowi, i chce dobrze. Potem juz nauczylam sie wyluskiwac te magiczne slowka belki albo maybe, wiedzac, ze trzeba to podzielic przez trzy, albo i cztery. Dlatego tak wielki sceptycyzm zachowuje wobec "wirtualnych" zwiazkow z Turkami - w Internecie tylko gadaja. Tego, co robią - nie widzisz.

- fajnie się można nauczyć tureckiego przy takim tradycyjnym facecie. W Ramadan moj chlopak najwyrazniej ubzdural sobie, ze nie bedzie ze mna rozmawial po angielsku (zwykle mowilismy do siebie mieszajac obydwa jezyki). W koncu jak post, to post ;) Co prawda wtedy moja znajomosc tureckiego byla bardzo podstawowa, a jednak przez swiety miesiac bardzo wzrosla - co zauwazalo otoczenie. Z uporem maniaka chlop poprawial moje potkniecia jezykowe, jednoczesnie komplementujac za to, co juz umiem. Idealna pozycja wyjsciowa, by lepiej poznac swiat, w ktorym bylam zanurzona. Rozmawiajac z kims tylko po angielsku, nie mamy pojecia jak we wlasnym jezyku opisuje swoj swiat, czy przeklina, jak zwraca sie do kolegow i jak mowi (przy kolegach) o mnie. Duzo wiedzy.

... o tym, jacy są tureccy chlopcy na przykladzie tego "jedynego" mozna by pisac i pisac. Eseje i tomy. Tylko po co? Kazdy jest inny. To raz. Dwa, kazda jest inna. Trzy - sytuacje, okolicznosci, warunki. Na pewno musze sie przyznac, ze nie wiedzialabym o Turcji tyle gdyby nie ten wlasnie facet. I pewnie nie lubilabym tego kraju az tak - bo juz wiem, ze nic nie jest tak "rozowe", jak mi sie wydawalo na poczatku, ze wiele rzeczy w tej kulturze jest bardzo ciezkie do zaakceptowania. Ze trzeba uwazac, miec oczy dookola glowy, ze trzeba troche przemodelowac swoje zachowanie "z Polski" na "tureckie", by cieszyc sie sympatia i szacunkiem, a jednoczesnie pozostac soba.
To, z czym mialam najwiekszy klopot: udawanie zdystansowanej i opryskliwej Turczynki - bardzo mi sie przydalo, czesto rozwiazuje wiele klopotow :) Natomiast z "przyjaznienia sie" z Turkami nie zrezygnowalam, a poniewaz nie jestem juz z moim chlopakiem, nie mam z tym zadnych problemow. Tak na marginesie, do dzis pamietam porade pewnej kolezanki, zwiazanej dosc dlugo i pewnie do dzis z Turkiem: przy nim badz taka, jak on chce, ale jak znika z pola widzenia, mozesz dac sobie sporo luzu :) Przy calej dwuznacznosci tej porady, przyznam, ze nie jest to pozbawione sensu :)

A co do mojego bylego chlopaka i mnie, to zyjemy w bliskiej przyjazni, zaklocanej czasem niemilymi zgrzytami, i utrzymujemy regularny kontakt, co wychodzi nam obojgu na zdrowie. I oby zyli dlugo, i szczesliwie ;)

środa, 8 sierpnia 2007

POLSKA AJ LOW JU

Biuro moje współpracuje z kilkoma hotelami w Alanyi. Co tydzień do każdego z nich przywozimy nowych turystów i zabieramy na lotnisko starych. Czasem do danego hotelu trafia 15 osób, czasem 40, czasem 8.
Jest jeden hotel, który ze względu na swoje szczególne walory jest cotygodniowo odwiedzany przez największe ilości Polaków z mojego biura. Blisko centrum, blisko morza, dobry, a niedrogi, dla rodzin, dla samotnych, dla starszych i młodszych. Fakt, wyjątkowy - jak na swoje 3* które w Turcji wyglądają różnie (na ogół gorzej niz w Europie).

Z hotelem współpracujemy od czerwca. Moja pierwsza wizyta w nim była niepewnym badaniem terenu - co może się kryć w tych 3 gwiazdkach. Okazało się, że wiele dobrego. Obsługa biegała za gośćmi pozdrawiając w ich języku, sprawiając wrażenie, że świetnie się bawią pracując. Coś nowego na tle wielu innych hoteli, w których zestresowani i sterroryzowani kelnerzy z plamami od potu na plecach biegają bojąc się nagłej wizyty menedżera.

Przyjechała pierwsza mała grupka Polaków. Za tydzień następna. I następna. Coraz większa. W końcu dobiliśmy do regularnej liczby kilkudziesięciu osób, i tak jest co tydzień.

Pewnego dnia podeszli do mnie kelnerzy i zaczęli dziękować.
Za co? - pytam zdziwiona.
Za polskich turystów - odpowiadają rozpromienieni ;)

I faktycznie, kiedy przeanalizowałam co się w hotelu dzieje, faktycznie stwierdziłam, że mogą być wdzięczni:
- co tydzień przyjeżdżają młode wolne dziewczyny, które można podrywać
- a pilotka (czyli ja) będzie potem pomagać w pisaniu smsów do tych dziewczyn
- co tydzień przyjeżdżają rodziny z dziećmi, a Turcy kochają dzieci
- rodziny siedzą całymi dniami przy stolikach i basenie, piją, jedzą, lulki palą, dzieci uganiają się wokół stołów
- ponieważ od 10 rano Polacy piją piwo i inne alkohole, są luźni, zrelaksowani i uśmiechnięci, skorzy do dowcipkowania i zabawy, a hotelowi kelnerzy uwielbiają dowcipkowanie i zabawy
- zadowoleni goście dają obsłudze napiwki, robią sobie z nimi zdjęcia
- kelnerzy zaczynają uczyc się polskiego, co tydzień i zasób słów się powiększa, a mottem każdego posiłku są słowa kucharza "I love you Polska"(kucharz z obrączką na palcu podrywa co tydzień inną Polkę, w każdej się zakochuje, robi im śniadania na plaży, ale jakoś nikomu to nie przeszkadza)

Do mnie na początku byli nastawieni jak do zwykłego rezydenta, normalnie, zawodowo. W miarę przyjazdu kolejnych grup robią się coraz milsi i milsi. Co tydzień pytają z niepokojem, ile osób przyjedzie. Początkowo podczas posiłku w hotelu brałam sobie wodę do stolika, bo resztę napoi miałam płatną. Potem okazało się, że wszystko stało się dla mnie bezpłatne, a kelnerzy sami biegają za mną, czy czegoś się nie napiję.

Całkiem sympatycznie, prawda?

A dlaczego?
Bo wszyscy moi goście w tym hotelu mają system all inclusive (napoje i jedzenie bezpłatne przez cały dzień). Konsumują więc ile wlezie, i zostają im pieniądze na napiwki, których nie skąpią. Konsumują ile wlezie, i są najedzeni, napici, w humorach.

Dzisiaj z hotelu wyjeżdża kilkadziesiąt osób. Już widzę te pożegnania. Ale nie szkodzi - w nocy nowa grupa - kolejne kilkadziesiąt...

sobota, 9 czerwca 2007

CUDOWNI CHŁOPCY - PORADNIK DLA TURYSTEK - sezon 2007

Sezon sie zaczyna, pora na jakis maly instruktaz dla poczatkujacych turystek. Adresuje ta notke do kobiet; bo panowie przyjezdzaja tutaj glownie ze swoimi polowkami; stosunkowo wiecej kobiet jest samotnych na wakacjach w Turcji.

Na poczatek 3 uwagi:

1. Niniejsza notka NIE JEST moja wlasna historia rozczarowan zwiazanych z Turkami czy sposobem na wylanie zalu po utracie jakiegos - prosze potem mi nie sugerowac, ze ktos mi serce zlamal czy tym podobne bzdury i teraz sie wyzywam.

2. Zebralam tu natomiast obserwacje zarowno bliskich jak i dalszych znajomych - wiec sa to informacje z pierwszej reki. ALE oczywiscie nie mozna uogolniac i tego robic nie zamierzam.

3. Osoby o delikatnych nerwach (np. romantycznie dopiero-co-zakochane w przystojnym kelnerze i czekajace na smsa od niego) prosze najlepiej o nie czytanie tej notki, bo im sie nie spodoba ;)


Hoş geldınız Türkıye - witamy w Turcji. Juz na lotnisku Polki, znane na calym swiecie ze swej urody, czuja, ze trafily do raju. Cytat z wypowiedzi swiezo upieczonej zony, przybylej z mezem na miodowy miesiac: "O rety, alez oni przystojni!". A zatem - swoj trafia tutaj na swego.
Polki sa inne. Nie tak wystrojone, wymalowane, sztuczne i latwe jak Rosjanki, nie takie wielkie i chlopowate jak Niemki. Nie sa tez tak podobne do siebie i identycznie ubrane, jak Holenderki.
Polke mozna rozpoznac z daleka - kto tylko ma wprawne oko (ja juz mam, cwicze codziennie). Mlode nie sa tak chude jak Turczynki, nie tak grube jak Skandynawki, po prostu akuratne. Ladnie ubrane, ani wyzywajaco, ani konserwatywnie. Sympatyczne, mile, umieja mowic po angielsku, i przede wszystkim - skromne i przecudnie usmiechniete.

Trudno sie dziwic, ze w nieoficjalnych rankingach sytuuja sie tuz za Rosjankami, a co drugi z moich kolegow w swoim zyciorysie mial co najmniej jedna Polke i zna chociaz kilka polskich slow.

A Turcy? Ci, ktorzy nie sa nowicjuszami w turystyce, wiedza, jak o siebie zadbac. Nawet jesli pochodza z zabitej dechami wiochy na dalekim wschodzie, wygladaja jakby cale zycie mieszkali w wielkim nowoczesnym miescie. Czysci (to akurat nic nadzwyczajnego w tureckiej kulturze), w swiezych i wyprasowanych ubraniach (to juz bywa nadzwyczajne). Wlosy modnie przyciete, albo ugladzone, albo nastroszone, ale wiekszosc pokryta zelem, ktory panowie klada na glowy garsciami. Pachnacy. Mowiacy jezykami (lepiej lub gorzej, ale sa mistrzami w sprawianiu wrazenia, ze mowia kilkoma calkiem niezle).
Pracujacy i zarabiajacy - kazdy Turek-singiel jest bardzo zapracowany, nigdy nie ma na czasu na glupoty. Ale "dla Ciebie" znajdzie wolny wieczor, a nawet caly dzien. Bo przeciez "jestes tego warta".
Zarabiajacy - a jakze. Ale ile - tego nigdy sie nie dowiemy. Na pewno na tyle, zeby go bylo stac na postawienie Tobie romantycznej kolacji...

No, ale po kolei.

1. Rozpoczyna sie turnus. Panie przyjezdzaja w najlepszych ciuchach, kupowanych specjalnie na wakacje, wychudzone po dietach, specjalnie na wakacje. Niepewne, jak tu w ogole jest. Bo przeciez roznie o tej Turcji sie mowi. Po przyjezdzie oczom nie wierza: cudowne widoki, normalni ludzie, przepiekne hotele i blyszczace deptaki handlowe. A szarmancki kelner podsuwa krzeslo przy kolacji i pyta, co slychac. Zyc nie umierac!
2. W tym czasie druga strona goraczkowo przycina brodki u fryzjera i perfumuje klaty. Czesc z nich zmieni nawet koszule na swieza. Zaleznie od tego, czy to kelner, recepcjonista, sprzedawca, instruktor raftingu, nurkowania czy pilot wycieczek omiataja wyczulonym wzrokiem swoj teren, na ktorym pojawily sie nowe obiekty.
3. Dzyn! Dzyn! Jest fajna dziewczyna! Wyglada na to, ze sama. Albo z mama czy kolezanka. Szarmancki chlopiec podchodzi niesmialo i zaczyna "Cześć". Wiekszosc nowych w Turcji turystek odpowie na to powitanie: "Cześć" (czego nie zrobi np. Turczynka albo inna mieszkajaca tu kobieta). Turek widzi zainteresowanie swoja osoba i rozpoczyna standardowa gadke. W zaleznosci od sytuacji jest tu caly wachlarz schematycznych rozmow.
Chlopiec szybko orientuje sie z wymiany zdan, czy panna jest samotna, skad jest, i jak otwarta jest na nowe uczucie. Najlepiej wypadaja dziewczyny po rozstaniach albo zakompleksione inteligentki, ktore po dwoch dniach na plazy i lowieniu usmiechow obcych mezczyzn zaczely sie wreszcie czuc atrakcyjne.
4. Chlopiec sklada propozycje spotkania. Dziewczyna mysli sobie "cholera, wlasciwie dlaczego nie? Jestem w koncu na wakacjach a on wyglada na porzadnego faceta".

5. Spotykaja sie tak kilka razy, w restauracjach, dyskotekach i na spacerach po plazy, a po 2 tygodniach konczy sie turnus. Dziewczyna wpadla po uszy, chlopak bowiem okazal sie naprawde inteligentny, rozmawialo sie z nim wspaniale. Lubia podobna muzyke, dogaduja sie bez problemow, i caluje tak jak nikt nigdy przedtem jej nie calowal.
6. Co dalej? Co dalej? Chlopak odprowadza dziewczyne niemal do drzwi autobusu wiozacego na lotnisko. Daje jej jakis drobny (albo nie drobny) prezent. Wymieniaja sie e-mailami. Obiecuja, kombinuja, wymyslaja, jak tu sie znow spotkac. Dziewczyna odjezdza.
7. Chlopak przebiera koszule i idzie na miasto zlowic kolejny obiekt. Jesli ma troche skrupulow, lowi go dopiero po jakims czasie. Ze wszystkimi bylymi zdobyczami jest w kontakcie: im jest ich wiecej, tym wieksza szansa, ze bedzie mial bezplatny dostep do kobiecego ciala czesciej.

8. Dziewczyna w tym czasie czyta o Turcji, uczy sie podstawowych zwrotów w języku, czyta grupy dyskusyjne, jak to Turcy zmieniaja sie po slubie i bija kobiety, dostaje kolowrotu, ale wciaz odpisuje na jego smsy i wciaz mysli. Odlicza dni do kolejnego urlopu. I tak dalej, i tak dalej.


A teraz pare faktow (w tym momencie wiekszosci zakochanych w Turkach turystek wzrasta cisnienie, po czym uspokajaja sie, ze ich to nie dotyczy, bo przeciez ON jest inny, a ONI maja powazne plany).

- wiekszosc Turkow ktory podrywaja turystki zarabia duzo mniej niz one, dlatego wszystkie te kolacje przy swiecach i drogie prezenty sa po prostu inwestycja na przyszlosc a nie wyrazem milosci. Chlopcy maja po prostu nadzieje, ze kasa sie zwroci ;)

- zdobywanie doswiadczenia z panna z zagranicy jest przyjete w wielu kregach jako normalne. Z Turczynkami sypia sie dopiero po slubie. Sporo chlopcow ma stala dziewczyne Turczynke, z ktora uczy sie/pracuje w odleglym kilkaset km miescie, i ktora za pare lat bedzie jego zona, a oni jada pracowac. I zdobywac doswiadczenie.

- niektorzy panowie utrzymuja kontakty ze swoimi "dziewczynami" przez cala zime, a potem przezywaja najazd letni. Przyklad z zycia: Turka mowiacego po polsku (! - bardzo dobry wabik) odwiedzaja podczas jednego tygodnia 2 dziewczyny. Na szczescie udaje mu sie zachowac sekret i obie do dziś nie wiedza o tej drugiej...

- samochod, skuter, ktorymi wiozl Cie przez miasto, a Tobie rozwiewalo wlosy i bylas taka szczesliwa, nie naleza do niego. Wynajal albo pozyczyl od kolegi czy brata.

- klapki opadlyby wielu dziewczynom z oczu, gdyby rozumialy o czym i w jaki sposob mowia przez telefon, bo przeciez ciagle do nich dzwoni telefon...

- albo ze w tej uroczej knajpce w ktorej siedzieliscie trzymajac sie za rece obsluga zna go tak dobrze, bo co tydzien przychodzi z inna dziewczyna.

- to, ze jest bardzo zainteresowany przyjazdem do Polski nie oznacza, ze chce sie z Toba ozenic i miec dzieci, a potem zyc dlugo i szczesliwie, tylko chcialby sie dostac do Niemiec i znalezc tam prace.

- wiekszosc Turkow mowi dziewczynom, ze pracuja jako "managerowie" (recepcji, baru, dyskoteki itp.) - z tego wniosek, ze slowo manager ma jakas magie, ktora przyciaga kobiety jak swiezy kwiatek pszczoly. Faktycznie z obserwacji ktore poczynilam przez te 3 sezony w Turcji wynika, ze managerowie kosza najwieksze zniwa. Bo ich samochody, mieszkania i pieniadze w wypchanym portfelu sa naprawde ICH. Sa tez lepiej wyksztalceni, wiec wyraznie czuc roznice z chlopcami po podstawowkach.

- jesli bedziesz zgrywac niedostepna, nie "zrozumie jak bardzo mu na Tobie zalezy" (co dziala na Polakow), tylko poszuka innej. Albo: smiertelnie sie na ciebie obrazi, a Tobie zrobi sie jego zal, wiec zgodzisz sie na wszystko :)

- i tak dalej, i tak dalej.
Bardziej wyrobione i doswiadczone w bojach Europejki same pogrywaja sobie z Turkami. Wiaza sie z wlasnymi szefami, zeby dostac awans. Wiaza sie z milymi chlopakami, bo chcialyby miec dziecko. Wiaza sie z jednym, a przyjezdzaja do drugiego, bo ten pierwszy zalatwil jej bilet lotniczy.

To taki maly marginesik, zeby pokazac chociaz fragment tej drugiej strony. Temat bowiem jest zlozony i dlugi. Nie da sie go wyczerpac nawet przy 10 butelkach raki.
A i ludzie sa rozni. Jedni wlasnie tacy (i ich chyba najwiecej - tutaj i w tym regionie, w tej branzy, z ktorej zyje cale wybrzeze przez 8 miesiecy, by przez nastepne 4 spac i chodzic do internet cafe). Sama znam takich mnostwo, niektorzy sa moimi dobrymi kolegami, i choc kompletnie nie rozumiem dlaczego tak postepuja, a oni probuja mi to wytlumaczyc, caly czas sie kumplujemy. Bo nie zmienia to faktu, ze sa fajnymi ludzmi.

Duzo roznych kobiet wiedzac ze siedze w Turcji sporo czasu i zapewne wiem co nieco "od kuchni" pyta, czy taki a taki facet, jest godzien zaufania. Tak jakbym ja to miala wiedziec.
Powiem tylko jedno, co juz zapewne wszystkie madre dziewczyny wywnioskowaly z calej tej koszmarnie dlugiej notki: Uwazajcie. I tyle.
Aha: a jesli zwiazecie sie z Turkiem, dzielcie to co mowi, przez dwa. Albo i trzy. A najlepiej w ogole nie sluchac tego, co mowi, tylko patrzec na to, co robi. O co jest trudno, kiedy widuje sie kogos raz do roku na dwa tygodnie. Nawet miesiac.

Rzeklam.


Male postscriptum: znam bardzo duzo szczesliwych par polsko-tureckich. W tym pare takich, ktore poznaly sie na wakacjach. Wiec mozna. Trzeba tylko trafic. Jak wszedzie ;)