piątek, 25 lipca 2008

KAPADOCJA W OBRAZKACH

Czyli od dawna oczekiwany rzut zdjec. Na pierwszy ogien Kapadocja soczewką Skylar podejrzana.


Yaniyorum - czyli plone. Wtedy, tego czerwcowego poranka, wydawalo sie to tak duzo... A teraz 30 stopni to malo...


Flaga turecka. Konfiguracja nr 539104.


Konya - klasztor wirujacych derwiszy.


Oko wita.












Przemierzając Centralną Anatolię.


Japonki atakują muzeum Goreme.


Usiadziemy?


Cappa black & white.


A oto ja, niezmiennie w tym samym miejscu i prawie w tym samym czasie, co rok temu...

czwartek, 17 lipca 2008

YAVAŞ YAVAŞ

Lipiec w tym roku chyba będzie miesiącem największego szaleństwa w pracy i największych zaleglosci w pisaniu bloga i dodawaniu zdjec (juz nie mowiac generalnie o pisaniu i robieniu zdjec). Nie mam czasu na nic. Jak mam wolny wieczor, to i tak wychodze z domu - przyzwyczailam sie do takiego trybu, ze praktycznie nie ma mnie w mieszkaniu, a jak jestem, to spie. Organizm wciaz na wysokich obrotach jednak prosi o zwolnienie tempa i dlatego obiecuje publicznie wszem i wobec, oraz przede wszystkim sobie samej, ze przestawie sie na turecki styl zycia. A przynajmniej, ze sprobuje - mniej stresu, mniej nerwow, mniej pospiechu, wiecej zdrowego cieszenia sie chwila.
Ostatnio wydarzylo sie kilka (kilkanascie) sytuacji w pracy, po ktorych mialam mozliwosc przedyskutowania sposobow ich rozwiazywania wedlug Polakow i wedlug Turkow (albo generalnie wedlug Europejczykow / Poludniowcow). Tak jak w niedawnej notce, kiedy pisalam o urokach pracowania w tureckim biurze. Zarowno ja, jako rezydentka, jak i moi turysci, Polacy - wszyscy jestesmy zbyt nerwowi. Wszystko chcemy miec na TERAZ I ZARAZ, natychmiast. A jak tego nie dostajemy - jestesmy jeszcze bardziej nerwowi. Ja mam to w podwojnej dawce - raz, wsciekam sie na cos osobiscie, dwa, wsciekam sie na to, ze turysci beda sie za to wsciekac :) Powoduje to nawarstwianie sie frustracji... a tymczasem Turcy mowia: yavaş yavaş, czyli powoli powoli...

Nie stresuj sie, nie dawaj sie zwariowac. Wstan 10 minut wczesniej rano po to, by zjesc sniadanie: bialy miekki chleb z maslem, bialy slony ser, oliwki, pomidory i ogorki, popij kawa. Wyciagnij sie na balkonie. I dopiero potem powoli, niespiesznie idz do pracy.
Wdech - wydech. :)

Do nastepnej notki - mam nadzieje niebawem, wciaz nie moge dojsc do ladu z komputerem, dlatego nie ma na razie zdjec. Ale beda, obiecuje...

piątek, 4 lipca 2008

OKO CYKLONU

Czasamı tak po prostu jest, ze wszystko sıe walı. W porzadku. Takıe zycıe. Ale sposob, w jakı wszystko sıe walı od jakıchs 2-3 tygodnı jest doprawdy dobıjajacy. Tak naprawde poza w mıare udanym zycıem osobıstym :) nıe zostalo mı nıc, z czego na ta chwıle moglabym sıe cıeszyc - nawet komputer odmowıl posluszenstwa, mowıac wprost, padl mu dysk ı stracılam wszystko.
To tak na dobıcıe, bo co tydzıen mowılam w zartach "O nıe, juz gorzej chyba byc nıe moze" - po czym okazywalo sıe ze oczywıscıe - moze.

Na co tak narzekam? Domyslnı chyba juz wıedza. Oczywıscıe przede wszystkım na prace ı zwıazane z nıa klopoty. Cıezko opısac, jak cıezka moze byc praca rezydenta, kıedy pewne sprawy zaczynaja sıe sypac. Bo owszem - jak wszystko jest termınowo ı planowo, rezydentura jest naprawde fajnym zajecıem, ktore uwıelbıam (a najbardzıej lubıe te usmıechy na twarzach turystow).
Ale jak cos NIE jest termınowo ı planowo... co? Na przyklad rozklad lotow. Bywa, ze sıe zmıenıa. Bywa, ze zmıenıa sıe znacznıe ı trzeba o tym poınformowac turystow. Bywa tez, ze hotele nıe maja wolnych pokoı, mımo ze wedlug umowy z bıurem pokoje dla naszych goscı powınny byc zawsze. Bywa, ze ktos sıe spoznı, ze ktos ınny nawalı, ze ktos ınny mıal zadzwonıc zeby poınformowac a nıe zadzwonıl ı nıe poınformowal. I bywa, ze to wszystko dzıeje sıe w cıagu kılku dnı - ı wtedy robı sıe coraz gorzej, ı gorzej, az do momentu kompletnego dna, kıedy nawarstwıenıe problemow przekracza dopuszczalne normy. Wszystko przewraca sıe jak domıno. Telefon od turystow dzwonı bez przerwy, baterıa rozladowuje sıe codzıennıe. Moje wlasne baterıe tez sıe rozladowuja. Jako ze tu na mıejscu my - rezydencı - reprezentujemy bıuro - jestesmy nıejako formalnıe odpowıedzıalnı za wszystkıe te klopoty. Chocıaz tak naprawde calym sercem stoımy po stronıe turystow - albo regul, ktore powınny byc wszystkım znane. Nıe chcemy klopotow, nıe chcemy reklamacjı, nıe chcemy nerwowej napıetej atmosfery. Ale to, ze nıe chcemy, nıc nıe zmıenıa. Dlatego cıagle walczymy ı probujemy wyjasnıac. Probujemy sıe usmıechac, pomagac ı robıc wszystko co w naszej mocy, zeby jednak wrazenıe z wakacjı bylo pozytywne, chocıaz w gardle rosnıe wıelka gorzka gula a w oczach robı sıe jakos dzıwnıe nıepewnıe.
Nıe wysypıamy sıe, pracujemy po kılkanascıe godzın na dobe, nıe jemy regularnıe posılkow, wprost przecıwnıe, jemy byle co, a sterta brudnych cıuchow rosnıe w pokoju. Nasze segregatory zarzucone papıeramı, ktorych nıe mamy czasu poukladac. Mıeszamy, mylımy sıe ı zapomınamy, bedac zarzucenı nadmıerna ıloscıa spraw. Mamy dosc.

Ale nıe bede tej notkı konczyc negatywnıe. Bo wıem, ze ı tak wszystko skonczy sıe dobrze - to znaczy musı. Brudne ubranıa dzısıaj upralam, kıedy wyrwalam sıe z bıura na 30 mınut. Posprzatalam moj pokoj ı wreszcıe poukladalam rzeczy na polkach po przeprowadzce. W bıurze tez zrobılam nıeco porzadkow. Dalam sıe porozsmıeszac tureckım przyjacıolom z fırmy, ktorzy nıe moglı znıesc mojej smutnej mıny. A serwıs komputerowy zadzwonıl, ze postara sıe odzyskac chocıaz czesc danych z komputera. Zywıe tez nadzıeje, ze nastepny przylot bedzıe juz bezproblemowy. No ı - last but not least - wybıeramy sıe dzısıaj wıeksza grupa na tance - wyrzucıc z sıebıe stres ı negatywna energıe. Co prawda ja ze wzgledu na noge z plasanıem musze uwazac, ale juz samo przebywanıe w radosnej atmosferze na pewno mnıe odstresuje... o ıle w tym czasıe nıe zadzwonı jakıs turysta... :)

Trzymajcıe za mnıe kcıukı.
Pozdrawıam wszystkıch bardzo serdecznıe z samego oka cyklonu.

środa, 25 czerwca 2008

MISTRZOSTWO OSTATNIEJ MINUTY

O czym innym pisać, jak temat pilkarskich Mistrzostw Europy ciągle wydaje się być najważniejszy? I to nie z powodu samego futbolu, ale raczej atmosfery i emocji, jakie wzbudza. Jak wspominałam wcześniej w Turcji piłka nożna jest sprawą wagi najwyższej. Wystarczy nadmienić, że kiedy spotyka się dwóch tureckich facetów (a tym bardziej, jeśli spotka się ich więcej), aby się poznać pytają się o 2 sprawy:
1. Skąd się pochodzi (Turcja jest ogromna, więc bycie czyimś ziomkiem bardzo dużo znaczy), oraz:
2. Jakiemu klubowi się kibicuje (czy Galatasaray, czy Fenerbahce, czy może Besiktas).
Czasami w takich pierwszych rozmowach zapoznawczych pojawia się też pytanie gdzie kolega odbywał służbę wojskową, ale to już temat na inną notkę ;)

Ostatni mecz Turcja-Chorwacja oglądaliśmy w dyskotece wyposażonej w duży telebim. Wcześniej, od godzin popołudniowych po mieście jeździły trąbiące (oczywiście) i obwieszone (oczywiście) flagami samochody/motory. W każdym oknie flaga, na ulicach nieograniczone ilości czerwono-białych balonów. Przed samym meczem w porcie rozbrzmiewała kakofonia piłkarskich piosenek włączonych na cały regulator w każdej dyskotece czy restauracji. Trzeba przyznać, że atmosfera była świąteczna - Turcy umieją się bawić takimi wydarzeniami. A sam mecz? Szczerze przyznam, że w porównaniu do poprzednich trochę się nudziłam (a nawet - uwaga - przysypiałam). Za to końcówka meczu wynagrodziła wszystko... kto oglądał, ten wie. Warto dodać, że kiedy Chorwaci strzelili Turkom bramkę w ostatnich minutach, większość po prostu OPUŚCIŁA LOKAL - wyszli natychmiast, bez oglądania się, najwyraźniej uznając mecz za zakończony. Uważam takie zachowanie za skandaliczne :) a na pewno w kontekście mocno zaznaczanego na co dzień patriotyzmu/nacjonalizmu... tym śmieszniej było, kiedy po 2 minutach wszyscy ci uciekinierzy powrócili w tempie ekspresowym bo Turcja, w którą tak zwątpili, strzeliła bramkę Chorwatom :) Nie muszę dodawać, jak komicznie to wyglądało...
A potem była dogrywka, i rzuty karne, przerywane trąbieniem, piszczeniem, gwizdaniem, wskakiwaniem na stoły, paleniem rac, powiewaniem flagami, tańczeniem, skandowaniem i śpiewaniem. Nigdy w życiu nie uczestniczyłam w tak radosnym zamieszaniu, jakie miało miejsce po meczu - cała Alanya (i cała Turcja) zrobiła się karnawałowa i czerwono-biała. Świętowanie zwycięstwa trwało do rana, w telewizorach powtarzano najważniejsze momenty meczu, a ulicami przetaczały się procesje oszalałych z radości Turków. Oj, było co oglądać - z wrażenia wyczerpała mi się bateria w aparacie...
Nadrobię dzisiaj, podczas historycznego i niezwykle doniosłego (w każdym sensie) pojedynku z Niemcami. Od rana czuć już takie mrowienie w mieście. Flagi, plakaty: "U nas możesz obejrzeć mecz". Uliczni sprzedawcy flag robią niezły interes. Każdy najmniejszy skuterek czy rower odpowiednio przyozdobiony. W każdym sklepie do kupienia koszulki z napisem "Turcja" w rozmaitych wersjach. Wszyscy mówią o meczu. I to nie tylko panowie, ale też dziewczyny. Moje tureckie koleżanki dopinają najdrobniejsze szczegóły stroju ("Jak myślisz, powinnam kupić białą koszulkę z czerwonym napisem czy czerwoną z białym?") i makijażu (malowane księżyce i gwiazdy na policzkach). Ja sama od rana nie myślę o niczym innym jak tylko MECZ...

Idę znów do dyskoteki z tym wielkim ekranem i całą bandą tureckich znajomych. Obiecuję Szanownym Czytelnikom po meczu rzetelną foto-relację z jeszcze większego niż poprzednio karnawału; bo w to, że wygra Turcja, nie wątpię ani przez chwilę (cóż, sturczyłam się do cna) ;)


ps. Na marginesie dodam, że dzięki niniejszemu blogowi coraz rzadziej jestem anonimowa, przeciwnie; jeszcze trochę i stanę się osobą publiczną :) Do czego to doszło, żeby tyle osób przyjeżdżających do Turcji mówiło "Ja panią znam z bloga" :) I to nie tylko turyści (co i tak jest niezłym szokiem, oczywiście bardzo pozytywnym), ale nawet współpracownicy! Cóż, chyba nadchodzi moje 15 minut sławy... może ktoś chce przeprowadzić ze mną wywiad? :)

czwartek, 19 czerwca 2008

Alanya news

Mogą się kochani Czytelnicy dziwić, o ile jacyś jeszcze tu się kręcą, mogą się zastanawiać, dlaczego żadnych "Alanya Newsów" nie ma od jakiegoś czasu, już spieszę wyjaśniać i uspokajać skołatane Czytelników nerwy.
Otóż zaczął nam się szczyt sezonu. Nie dość więc, że dużo pracy, że snu mało, że ciągłe bieganie, załatwianie, zmienianie, przestawianie, rozmawianie i jeżdżenie, to jeszcze w sensie dosłownym się gorąco zrobiło; od dwóch dni napływa do Turcji afrykańskie powietrze, temperatura już grubo powyżej 30 stopni, wilgotność też skoczyła zauważalnie, i w nocy już nie trzeba zakładać dżinsów na wieczorny wypad do miasta na mecz (a ponadto od 2 dni nie ma w częśći Alanyi wody - jakaś awaria).

A propos meczy - oj, wspaniale żyje się w kraju, który wygrywa - już zapomniałam jak to jest :) Po ostatnim pojedynku Turcja-Czechy, który był naprawdę znakomity i emocjonujący, szczególnie w drugiej połowie, w całej Alanyi rozpoczęła się wielka fiesta. Potrafią się Turcy bawić i cieszyć - znów były klaksony samochodów, flagi, czerwono białe balony i zabawa do rana. "Çilgın Türkler" (Szaleni Turcy) byli nie do zagłuszenia :) Futbol to dla nich sprawa niezwykłej wagi, a futbol międzynarodowy, to sprawa wagi państwowej; niektórych kolegów nie sposób było oderwać od telewizorów i ekranów w knajpach (bo któż by mecz oglądał w domu, prawda?), a w krytycznych momentach zewsząd padały soczyste przekleństwa pod adresem piłkarzy, wymieszane z zapachem rakı.

Na myśl o jutrzejszym meczu Turcja-Chorwacja aż cierpnie skóra - oj będzie się działo... tu od razu dodam - mam na myśli "dzianie się" w sensie pozytywnym, niezależnie od wyniku nie ma się co obawiać o własną skórę. Wśród Turków co prawda pełno jest osób porywczych, które bardzo łatwo ulegają emocjom (południowy temperament), ale nigdy nie doświadczyłam z ich strony agresji. Oby tak dalej :)

To tyle ze środka Alanyi (ze środka, bo się znów przeprowadziłam i teraz jestem w samym sercu miasta), nowe tematy, sensacyjne relacje, zapierające dech w piersiach fotografie mam nadzieję niebawem, jak już wygospodaruję trochę wolnego czasu na takie sprawy. Cóż - sezon ma swoje prawa.

wtorek, 10 czerwca 2008

DANSOZLER

Czyli tancerze. Notka poglądowa co można obejrzeć na tak zwanej Tureckiej Nocy:
na przykład takie oto dziewczęta


Są też chłopaki i dziewczyny prezentujący tańce kaukaskie. Szał, wariactwo, nieprawdopodobne umiejętności i pozytywne wibracje:



Oczywiście jest bellydancer (dansoz) czyli tancerka brzucha. Dziewczyna naprawdę ma brzuch i jest z niego dumna - polecamy jako wzór do naśladowania:

A to już mężczyzna (jakby ktoś pytał). Brzuch zdecydowanie mniejszy ale nadrabia charyzmą (karizma).

Tancerze brzucha nazywają się zenne i są szkoleni w odrębnych szkołach tańca. Jacyś chętni?

piątek, 6 czerwca 2008

PORTAKAL SUYU

... czyli jak sprawić, żeby życie stało się piękne.


Kupujemy w markecie pomarańcze (po turecku portakal) w cenie 1,99 ytl za kilogram (4 zł). Alanya należy do zagłębia pomarańczowego - i bananowego, ale to inna historia.


Wyciskamy. Dwie pomarańcze starczają na wielką szklanicę soku.


Miąższ owoców pomarańczy zawiera do 12% cukrów, około 2% kwasu cytrynowego, witaminę C (do 65 mg%), witaminę A, z grupy B, P, kwas foliowy (aż 37 mikrogramów w 100g owocu, co stanowi największą ilość spośród innych owoców), a także składniki mineralne (fosfor, potas, wapń, magnez, sód, cynk, żelazo) oraz pektyny.
/źródło: www.biology.pl/owoce_egzotyczne/


A potem bawimy się na Festiwalu Kultury i Turystyki w Alanyi, bo aż się żyć od razu chce, i spotykamy znajomych starych, nowszych i zupełnie nowych, i dlatego nie mamy czasu pisać dłuższych notek, bo bardzo nas ci znajomi absorbują :)

poniedziałek, 2 czerwca 2008

YATOWANIE

Czasownik yatmak to jednocześnie "płynąć" (np. statkiem) jak i spać. Zdjęcie zrobiłam przerywając yat w łóżku po to, by pojechać na yat statkiem.


Yat po Zielonym Kanionie:





Zmieniamy łódkę i wodę ze słodkiej na słoną; al-yat, czyli rejs po morzu w Alanyi:






Plusk!